Już dawno chodził mi po głowie temat dwujęzyczności, bo pewnie wiesz, że od jakiegoś czasu (przeprowadzki do Anglii) mam do czynienia dwoma językami w praktyce. Do tego już dawno nie było nic o mojej ulubionej wczesnej edukacji przez zabawę, która zawsze mi chodzi po głowie. 

Nauka języka obcego przez zabawę to bardzo dobre założenie. Jakość tej zabawy nie jest dla mnie tak „lekkim” tematem jak była kiedyś. „Od zawsze” bawiłam się z Karoliną w poznawanie obcych słówek, ale wciąż w tyle głowy brzęczało mi, że ma na to jeszcze czas.

Kilka lat temu nie miałam w planach przeprowadzki do innego kraju i pewnie ten kto takich planów nie ma, skupia się bardziej na tysiącu innych rzeczy, nie na zabawach związanych z nauką języka obcego. To tylko taki dodatek. Tak to już jest, że dopiero kiedy coś nam jest potrzebne tu i teraz, zaczynamy się tym bardziej interesować. Kiedy jednak ta potrzeba jawi się jako – mniej lub bardziej – odległa przyszłość, to temat traktujemy lekko. Ja przynajmniej tak robiłam.

Gdyby tak móc cofnąć czas

Gdybym miała szansę cofnąć czas, pewne rzeczy i zabawy zaplanowałabym inaczej. Mówię tak, bo jestem bogatsza o doświadczenia własne i dziecka, po przeprowadzce. Powiem szczerze, żałuję, że nie zorganizowałam więcej i ciekawiej zabaw wspierjących naukę języka obcego, kiedy Lola była młodsza.

Nauka drugiego języka przez zabawę nie jest dodatkowym obciążeniem dla malucha. Jest dodatkową szansą na lepszy rozwój. Nie lubię przyznawać się do własnych błędów, ale tym razem uważam, że można to było rozegrać lepiej.

Mam w swoim otoczeniu bardzo dużo dorosłych osób, które mówią: Żałuję, że nie znam drugiego języka. Nie spotkałam natomiast nikogo kto by narzekał: Znam dwa języki. To chyba nie jest przypadek

Kiedy najlepiej zacząć?

Chciałabym być dobrze zrozumiana, kiedy mówię o wczesnej edukacji, chodzi mi wyłącznie o zabawy związane z nauką języków obcych, a nie typowe lekcje lub robienie czegoś na siłę. Takie zabawy warto zacząć od pierwszych miesięcy życia dziecka i zupełnie naturalnie otoczać słowami i zwrotami. Lew Wygotski nazywa taką naukę budowaniem słownika wewnętrznego i prawda jest taka, że dziecko zupełnie naturalnie chłonie zarówno obce jak i rodzime słowa. Nie dzieli na zagraniczne (trudniejsze, nienaturalne) i polskie (łatwe, naturalne). Tylko dorośli tak to widzą.

Dlatego właśnie, ledwo mówiące po polsku dwulatki, czasem prędzej nazwą kolor po angielsku, niemiecku, hiszpańsku lub chińsku, niż po polsku. Zdarzają się jednak i takie dzieci, które otoczone zabawami z językiem obcym, nie chcą nic mówić. Wtedy dorosłym może się wydawać, że cała ta nauka idzie w las. W przypadku tych milczących dzieci, otaczanie słowami ma również sens.

Każdy rodzic dobrze wie, że czasami dzieci uczą się rzeczy, na których niekoniecznie nam zależy np. powtarzają przekleństwa czy słowa, których znaczenia nie rozumieją. Wypalają z tymi słowami w najmniej oczekiwanych momentach, prawda? Czasem długo nie ujawniają co zapamiętały, ale to nie znaczy, że się nie uczą. Uczą się, dlatego świetnie jeśli rodzice proponują także zabawy związane z obcymi językami. Teraz nie widać, ale już w przedszkolu i szkole, dziecko będzie miało po prostu łatwiej.

Te zabawy procentują

Kiedy przyjdzie do bardziej zorganizowanych, regularnych lekcji (mam nadzieję, że wciąż przez zabawę), wszystkie słowa, którymi otaczałaś dziecko w domu, po prostu wrócą. Będzie je znało i łatwiej skojarzy. To jest właśnie naturalne wspieranie nauki języka, do której nie przykładałam tak wielkiej wagi kiedy Karola była bardzo mała. Dzisiaj żałuję.

Nie będę udawać, że nie spotkałam się z opiniami mówiącymi o tym, że zbyt wczesna nauka drugiego języka może być szkodliwa. W tym sensie, że sztuczna dwujęzyczność (żadne z rodziców nie jest obcokrajowcem) wprowadza dziecku chaos w głowie. Maluch może zacząć mówić później niż rówieśnicy. Nie zgadzam się z takimi opiniami pod warunkiem, że ta wczesna edukacja oparta jest wyłącznie na zabawie, gdzie nic nie dzieje się na siłę, a dziecko czerpie z aktywności przyjemność.

Dzisiaj też wiem, że przy takich zabawach warto postawić na nieco bardziej dalekosiężny cel. Kiedyś ten nasz bobas będzie starszy, a w końcu dorosły. Jeśli można mu coś ułatwić (a w globalnej wiosce życie ze znajomością tylko jednego języka jest zdecydowanie trudniejsze) to dlaczego tego nie zrobić od samego początku? Dzięki takim zabawom dajesz coś więcej niż wspólny czas i edukację.

Czysty zysk

Poszperałam trochę w informacjach na temat korzyści związanych z dwujęzycznością. Dzielę się nimi z tymi wszystkimi, którym (tak jak mi kiedyś) gdzieś z tyłu głowy kołacze: Na to przyjdzie jeszcze czas…

  • Dzieci uczące się więcej niż jednego języka potrafią dostrzec więcej szczegółów w swoim otoczeniu, a także w zachowaniach drugiego człowieka. Ma to związek z umiejętnością kojarzenia i porównywania. W różnych językach wiele słów jest zapożyczonych, a to znaczy, że po polsku brzmią podobnie. Ucząc się polskich i obcych słówek, maluch uczy się dostrzegać te podobieństwa i różnice.
  • Dostrzeganie tych szczegółów niesie za sobą kolejną, bardzo przydatną (również w dorosłym życiu) umiejętność szybkiego podejmowania decyzji i dokonywania wyborów. To wszystko dlatego, że dziecko uczące się obcych języków umie dostrzegać więcej detali. Więcej detali to więcej informacji. A im więcej mamy informacji, tym łatwiej podjąć dobrą decyzję.
  • Uczenie się języków obcych pomaga w ćwiczeniach koncentracji. Jest to bardzo przydatne dzieciom, które ze skupieniem miewają ogromne problemy. Codzienny kontakt z niezliczoną ilością reklam, bajek, gier itd. sprawia, że naprawdę nie mają szansy ćwiczyć skupienia. Zabawy z językiem obcym wspierają takie ćwiczenia. Ich powtarzalność i pewien rytm, są nieocenionym wsparciem, bo przecież koncentracja nie jest potrzebna jedynie do nauki języków. Jest potrzebna dzieciom i dorosłym na każdym kroku.
  • Mózg ćwiczony w dwujęzyczności, wyćwiczony jest też w przełączaniu się na drugi tryb działania. To wymaga wysiłku, wzmożonej koncentracji. Ten drugi tryb to inny język. Prędzej czy później, przyjdzie taki moment, że twojemu dziecku ten drugi język będzie bardzo potrzebny. Czy to w przedszkolu, szkole czy wreszcie w dorosłości. Mózg ćwiczony od samego początku, poradzi sobie łatwiej z takimi wyzwaniami i myśleniem w obcym języku (za tym idzie płynna mowa). Znowu coś ułatwiamy przez zabawę.
  • Ćwiczenia pamięci są dość oczywistym plusem nauki języków obcych. Nie od dziś wiadomo, że im więcej tę naszą pamięć ćwiczymy tym lepiej z nami współpracuje. Czasami zauważamy, że najmłodsi zapamiętują pewne rzeczy z wielką łatwością. Czasem raz powiedziane słowo czy wiersz zostają im w głowie. Szkoda byłoby zmarnować ten potencjał na pakowanie pamięci wyłącznie kreskówkową papką.
  • Lepsza koncentracja jest też związana z umiejętnością blokowania rozpraszaczy przez mózg wyćwiczony w nauce drugiego języka. Łatwo to sobie wyobrazić będąc gdzieś za granicą np. w restauracji czy na placu zabaw. Zazwyczaj są to miejsca gdzie jest spory hałas. Jednak kiedy nie znasz dobrze tego obcego języka, nie wyłapujesz tych rozmytych dźwięków tworzących hałas. Za to wyłapujesz te brzmiące znajomo. Mózg potrafi ignorować nieistotne hałasy, a kojarzyć i zapamiętywać ważne. Nie raz przeprowadzano badania potwierdzające, że dzieci dwujęzyczne potrafią lepiej koncentrować się na lekcjach, bo ignorują niepotrzebne hałasy.
  • Zaskakującym dla mnie odkryciem było to, że ucząc się języka obcego, poprawiasz znajomość języka ojczystego. Kiedy pierwszy raz o tym przeczytałam, to się bardzo zdziwiłam. Dzisiaj jest to dla mnie oczywiste, bo mam okazję obserwować na co dzień Karolinę w szkole. Poznaje angielski od podstaw, a to oznacza też składnię, gramatykę itd. Żeby przetłumaczyć pewne rzeczy na polski, musi znać też polską gramatykę. I chętnie ją poznaje, bo wtedy ta cała nauka układa jej się w logiczną całość. Poznając rodzimy język często nie zastanawiamy się nad takim technicznym rozbieraniem go na czynniki pierwsze. Poznając drugi język, to rozkładanie na poszczególne elementy przychodzi zupełnie naturalnie.

Mój osobisty powód do nauki języka obcego od pierwszych miesięcy życia jest (dzisiaj, bo nie był taki od zawsze) oczywisty. To wiele ułatwia dziecku. Dlatego warto przykładać wagę nie tylko do proponowania zabaw, ale też do ich jakości. Mnie przekonuje metoda zanurzenia dziecka w języku i jak najwięcej prób rozmawiania, śpiewania, czytania, zabaw angażujących do mówienia całymi zwrotami.

Dlaczego nie przepadam wyłącznie za kuciem słówek? Z kuciem słówek na pamięć wszystko jest w porządku dopóki dziecko nie staje przed grupą innych dzieci, które mówią w obcym języku. To jest moment szoku. Do obcych słów dochodzą takie elementy jak: akcent, nowe miejsca (bo zakładam, że ta grupa dzieci nie przyjechała do was do domu), mowa dziecięca, czyli mniej wyraźna i płynna, emocje. W takich sytuacjach dziecku potrzebne są (pod ręką) zwroty, wyrażenia, skojarzenia, które ma przećwiczone właśnie podczas wcześniejszych zabaw.

To działa też w drugą stronę

Bardo często mam okazję rozmawiać z rodzicami, którzy wyjechali już jakiś czas temu i próbują nauczyć dziecko urodzone za granicą języka ojczystego. Zastanawiają się jak to zrobić i czy warto. Warto, bo dla tego dziecka to nie tylko kwestia dwujęzyczności, ale też kontaktu z kulturą kraju, z którego pochodzi rodzina.

Wiele osób decyduje się uczyć dziecko urodzone za granicą, ojczystego języka po prostu w domu. Znowu nie ma innej drogi niż przez zabawę. Wtedy akurat niczego nie utrudnia sytuacja (wręcz ułatwia) kiedy oboje rodzice płynnie mówią po polsku.

Maluch urodzony za granicą styka się z obcym językiem w wielu miejscach, a do ojczystego ma dostęp najcześciej tylko w domu. Niczego nie da zmuszanie na siłę do nauki o polskich tradycjach. Więcej da się zdziałać przez systematyczne zabawy i takie właśnie lekcje w rodzinnym gronie.

Jakość zabaw językowych

Ten artykuł powstał przy współpracy z wydawcą serii Kapitan Nauka, firmą EDGARD. Dobrze ich znasz, bo często goszczą u mnie na blogu, bo bardzo, ale to bardzo wpisują się w moje myślenie o wczesnej edukacji przez zabawę.

Nie wiem czy wiesz, że specjalizują się w autorskich publikacjach do nauki języków obcych. Koniecznie zerknij na te propozycje zabaw wspierających dziecko na każdym etapie rozwoju. Wszystkie pomoce dostępne są w ofercie sklepów Empik i Smyk.

Na tropie angielskich słówek

Tę książkę tworzyło 11 ilustratorów. Samo to sprawia, że jest dla mnie zupełnie wyjatkowa. Czytając i opowiadając polujemy na słówka i zwroty angielskie. Spodziewaj się niebawem recenzji na blogu, bo to prawdziwy językowy rarytas, a jeśli nie możesz się doczekać, to wejdź na stronę wydawcy.

Zakupy

Let’s go shopping! Dwujęzyczne podpisy pod produktami (polskie i angielskie) oraz nagrania mp3 wszystkich słówek po angielsku (do pobrania tutaj) pozwalają również na zabawę wprowadzającą do wczesnej nauki angielskiego. Dzieci poznają wówczas słownictwo w sposób najbardziej naturalny dla ich wieku, czyli podczas wspólnej zabawy.

Gotowanie

Tak jak poprzednia i ta gra zawiera dwujęzyczne podpisy pod produktami (polskie i angielskie) oraz nagrania mp3 wszystkich słówek po angielsku (do pobrania tutaj). A do tego: 12 wariantów gry edukacyjnej opartej na uwielbianej przez dzieci zabawie w gotowanie: 4 talerze z potrawami, 8 list zawierających po 6 produktów oraz 36 żetonów z składnikami potraw i dodatkowymi produktami.

 

Dowiedz się więcej o tych produktach!

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This