Czy stereotypy naprawdę krzywdzą dzieci?

Czy stereotypy naprawdę krzywdzą dzieci?

W tym odcinku podcastu Tylko dla Mam, bierzemy na tapetę stereotypy. Bycie rodziem, wychowanie dziecka, to też sprawy podlegające myśleniu stereotypowemu. 

Nasze dzieciństwo i warunki dorastania, wpływają na to, czy i jak posługujemy się stereotypami. To znaczy stereotypy mogą, ale nie muszą wpływać na nasze zachowanie.

Chcę zaznaczyć, że jeśli zdarza nam się posługiwać stereotypami w codziennej komunikacji, nie oznacza to automatycznie, że jesteśmy złymi rodzicami. Posługujemy się nimi czasem na nieuświadomionym poziomie. Co oczywiście nie zwalania z myślenia i kontrolowania tego, co mówimy. 

Stereotypy są wygodne

Dlaczego tak trudno się ich pozbyć? Cała praca do wykonania polega na tym, żeby trzeba je wytropić w codziennej komunikacji. Uświadomić  sobie, gdzie konkretnie się pojawiają. Dopiero potem, starać się od nich uwalniać. 

One dają złudne poczucie bezpieczeństwa. Jeśli mówimy i myślimy, jak większość ludzi dookoła, to oznacza, że jesteśmy akceptowani. Przynajmniej w teorii tak jest. 

W praktyce wiadomo, że samo powtarzanie po innych, nie sprawi, że ci inni zaczynają nas lubić i szanować. Choć często pomaga w powierzchownej komunikacji. Tylko, czy o takie relacje nam chodzi? 

Wszyscy tak mówią!

Stereotypy to nic innego, jak wyobrażenie o prawdzie. Nie są prawda, nie da się przedstawić obiektywnych, policzalnych i mierzalnych dowodów na ich prawdziwość. Są kwestią wiary, czyli wyboru. 

I są też kwestią wygody: „Skoro wiele osób tak mówi, coś w tym pewnie jest”. To bardzo wygodne myślenie. Nie wymaga zagłębiania się w dany temat i analizowania na własną rękę. Wszyscy tak mówią, przyłączę się do wszystkich. 

Kiedyś tak było i jakoś żyjemy!

To samo dotyczy twierdzenia: „Już od czasów starożytnych” albo „Już nasze babcie tak mówiły”. Czasami, te dawne prawdy są aktualne, a czasami nie. 

Od nas zależy, na ile zechcemy zagłębić się w temat, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie wbijamy do głowy dzieciom stereotypów. A te dawne prawdy już dawno zostały obalone przez współczesne badania. 

Stereotypy są dla leniwych

O, tak! Mając podane na tacy gotowe „prawdy” i opinie, w tak wielu sprawach, jesteśmy zwolnieni z zastanawiania się nad nimi. To znaczy, wydaje nam się, że znamy prawdę i postanawiamy, ze w nią wierzymy na słowo. 

Jesteśmy zwolnieni z myślenia. I hasło: „wydaje się”, jest tu kluczem. Ludziom wiele rzeczy wydaje się, że wiedzą. Często mgliste wyobrażenie na dany temat, nazywają prawdą, podpierając wyświechtanymi argumentami: „Ale wszyscy tak mówią” lub „To jest normalne”.  

Czy wychowuję emocjonalną ciamajdę? 

Z kolei, bardzo często słyszę, że wychowujemy emocjonalne ciamajdy. Ze współczesnymi dziećmi trzeba się obchodzić, jak z jajkiem. Nic im nie można powiedzieć, nie można zwrócić uwagi. Co z tych dzieci wyrośnie? 

Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że współczesne dzieci to ciamajdy, pod jakimkolwiek względem. Takie oceny biorą się bezrefleksyjnych porównań do własnego dzieciństwa, które – siłą rzeczy – trzydzieści late temu wyglądało inaczej niż dzieciństwo dziś.

Wystarczy zmienić perspektywę i zastanowić się. Kiedyś nasze dzieci będą oceniać nasze starania rodzicielskie. Mają do tego prawo, ale chyba nikt z nas by nie chciał, żeby brały pod uwagę wyłącznie swoje subiektywne wspomnienia i doświadczenia. 

To nie będzie fair wobec nas. Warto te doświadczenia osadzić w jakimś ogólnym, logicznym konkrecie np. Kiedyś dzieci spędzały więcej czasu na podwórku, bo nie było komputerów. Niby logiczne, niby każdy wie. 

Chciałaby widzieć tych wszystkich krzykaczy, którym w dzieciństwie ktoś dał komputer. Chciałabym widzieć, jak ochoczo wybiegają na podwórko powisieć na trzepaku, zamiast grać w ulubioną grę. 

Jeśli już coś mówimy, osadzajmy w jakimś kontekście. To będzie fair. I pewnie szybko okaże się, że nie jest prawdą objawioną. 

Boimy się przeciwstawiać stereotypom

Ludzie (dorośli i dzieci) mają w sobie ogromny lęk przed odrzuceniem. Przestając powtarzać popularne stereotypy, wyłamujemy się z „większości”. To budzi lęk, bo nikt nie lubi być tym odrzuconym. 

Ciesze się jednak, że świadomość, jak ważne jest uwolnienie od stereotypów, jest dla wielu ważniejsza, niż ten lęk. Ba, dla niektórych walka ze stereotypami jest pasją, misją i poniekąd przyjemnością. Jednak tylko poniekąd, bo przekonywanie większości, że jednak nie ma racji, zazwyczaj generuje niechęć, agresję, złość. 

Sprzeciw rodzi agresję

Wystarczy powiedzieć niektórym osobom ze starszego pokolenia (a i z młodszego często jest to samo), że np. Nasz syn bawi się lalkami… i widać to rozczarowanie w oczach rozmówcy. Czasem zdziwienie, czasem pogardę, różne emocje. Najrzadziej, akceptację. 

Wystarczy zwolennikom klapsa powiedzieć, że klaps to bicie. Już podniesie się alarm. Skąd ten alarm? Z emocji. Ponownie w grę wchodzi lęk. 

Niektórzy, najcześciej dostający klapsy w dzieciństwie, musieliby przyznać przed sobą, że zostali skrzywdzeni przez najbliższych. Uderzeni przez rodziców. A to trudne. Takie sprawy trzeba przepracować. 

Łatwiej powiedzieć: Jestem rodzicom za to wdzięczny. Łatwiej to sobie zracjonalizować, nie nazywając klapsa biciem, niż przepracować trudne emocje we własnej głowie. Łatwiej innych zaatakować nazywając przewrażliwionymi mazgajami, niż rozprawić się w rozczarowanim, bólem i poniżeniem. Do tego potrzebna jest odporność psychiczna, o którą też dbamy od całkiem niedawna. Kiedyś się nią kompletnie nie przejmowano w wychowaniu. 

Więcej o stereotypowym myśleniu na temat klapsów napisałam w artykule pt. Dlaczego niektórzy uważają klapsy za nieszkodliwą metodę wychowawczą? >>

Dziecko płacze

W podkaście mówię o tym, dlaczego nie warto się przejmować, stereotypowym myśleniem, że z płaczącego chłopca wyrośnie mazgaj. Dlaczego nie warto powtarzać, że chłopaki nie płaczą. 

Zostaliśmy wychowani w kulturze, gdzie to było zupełnie naturalne podejście do emocji i trudno nam przejść nad płaczącym chłopcem, do porządku dziennego. 

Mówię też, dlaczego warto płakać. I dlaczego, jest to potrzebne dla zdrowia. Nie tylko dzieci, ale też dorosłych. 

Nie mówię natomiast, jak odczytywać płacz dziecka. O tym napisałam cały artykuł pt. O co mu chodzi z tym wymuszaniem płaczem? >>

Wiem, że nie da się tego nauczyć ot tak, bo zmieniło się myślenie. Znamy nowe badania i tak podpowiada logika. 

Jednak, zamykając się w twierdzeniu: „Jakoś wyrosłem bez płakania i daję sobie radę”, nie tylko niszczy nam zdrowie. Rujnuje komunikację w związku. O tym też mowa w podkaście. 

Książki dla dzieci przełamujące stereotypy

Zerknij jeszcze na polecane przeze mnie poradniki dla rodziców >>

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i dużo aktywnego czytania.
Jak wzmocnić odporność psychiczną dziecka?

Jak wzmocnić odporność psychiczną dziecka?

Odporność psychiczna powinna być obecnie najważniejszym elementem wychowania i edukacji. Współczesne dzieci bombardowane są ocenami płynącymi ze świata zewnętrznego. 

O ile kiedyś była to tylko szkoła, dzisiaj jest to całe życie – nadmiar przedmiotów, zwracanie uwagi na markowe rzeczy, media społecznościowe itd.  

Gdzieś mi ostatnio mignęły świetne słowa, podsumowujące życie ucznia. Jego wartość zamyka się w skali od 1 do 6. Codziennie właśnie te cyfry migają mu przed oczami. Dopiero w wakacje może być sobą. Teoretycznie, choć nie do końca.  

Do tych sześciu cyfr, dochodzą oceny rówieśnicze i wszystko, co płynie z mediów społecznościowych. Czego natomiast brakuje? Podstawowych informacji na temat wspierania odporności psychicznej. 

Budowanie odporności psychicznej 

Nie jest rzadkością, że dzieci w wieku szkolnym, te posiadające własny telefon i konto na jakimkolwiek kanale społecznościowym, zaczynają dzień od zdjęcia/filmiku wrzucanego o poranku. A potem tylko mierzą ilość lajków i komentarzy.  

Nie jest też tajemnicą, że lawinowo rośnie liczba dzieci zagrożonych depresją. Jest ktoś uważa, że te dwie sprawy nie mają ze sobą nic wspólnego, jest naiwny. 

Dlatego właśnie, budowanie odporności psychicznej jest tak ważną sprawą. To ona daje szansę na poradzenie sobie z odrzuceniem w zabawie, z odmiennym zdaniem, z tym całym ocenianiem. Kiedyś nie mówiło się wiele o budowaniu odporności psychicznej dzieci. Dzisiaj też nie mówi się tyle, ile trzeba. 

Brak wsparcia jest zaniedbaniem 

Dość często słyszę, że to całe roztrząsanie przeżyć i emocji, nikomu do niczego nie jest potrzebne. Czasami, jako rodzice, faktycznie przeginamy z nadopiekuńczością, chcąc chronić dziecko przed ciosami świata zewnętrznego. Rozumiem, nikt nie lubi patrzeć na cierpiące dziecko, ale nie wychowujmy emocjonalnej ciamajdy.

Przegięcie (w żadną stronę), nie jest dobrym pomysłem. Tak samo, jak zostawianie dziecka na pastwę losu – niech sobie poradzi. Więcej na ten temat opowiedziałam w artykule pt. Jak uniknąć niedostępności emocjonalnej w relacji z dzieckiem? >>

Wspieraj odporność dziecka 

Nikt jednak nie powiedział, że nie możemy być gdzieś po środku. Nie przeżyjemy życia za dziecko, nie usuniemy wszystkich kłód spod nóg. I wcale nie na tym polega rola rodzica.  

Możemy być, towarzyszyć i wspierać, kiedy dziecko przeżywa trudniejsze chwile. Tak się wspiera odporność psychiczną. 

Równie ważne są komunikaty, jakie dzieci słyszą od nas każdego dnia. O tych, których lepiej unikać, opowiedziałam w artykule pt. 15 zdań, które odbija się rodzicielską czkawką >>

15 zdań, które odbiją się rodzicielską czkawką. Brzmią zanjomo?

Kiedy zacząć dbać o psychikę? 

Warto zacząć to robić już od przedszkola. Edukacja w tym zakresie, powinna zaczynać się właśnie w tym wieku, bo wtedy dzieci, trochę bardziej „na poważnie”, zaczynają budować relacje rówieśnicze i uczestniczyć w tym zewnętrznym świecie. Nie zawsze łaskawym dla małego człowieka.

Podcast Tylko dla Mam 

W tym odcinku opowiadam o kilku momentach, kiedy jako rodzice możemy wesprzeć dziecko przez… wycofanie się w odpowiednich monetach. Bycie blisko, jednak bez załatwiania spraw za dziecko. To jego życie.  

Tym razem skupiam się na dzieciach w wieku przedszkolnym i szkolnym.  

  • Jak sobie poradzić z rozczarowaniem? 
  • Dlaczego nie warto odganiać smutku?
  • Jak umiejętnie pocieszyć dziecko w trudnej chwili? 
  • Jak uświadomić dziecku, że wkładanie wysiłku w osiągnięcie celu, ma sens?
  • Przyznawanie się do błędu. Potrafisz? 
  • Branie odpowiedzialności za swoje działania. 
  • Podążanie za potrzebami zawsze i wszędzie?
  • Dlaczego ćwiczenie cierpliwości tak bardzo wspiera odporność psychiczną? 

Książki dla dzieci wspierające odporność psychiczną

Rozróżniłabym książki dla dzieci o emocjach >> i te skupione na wspieraniu odporności psychicznej

Zerknij jeszcze na polecane przeze mnie poradniki dla rodziców >> i książkę dla nauczycieli pt. Dzielne dzieci! >>

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i dużo aktywnego czytania.
Jak rozpoznać czy jestem nadopiekuńczą mamą?

Jak rozpoznać czy jestem nadopiekuńczą mamą?

Jak rozpoznać, czy jestem nadopiekuńczą mamą? To dość trudne. Już wiele razy wspominałam na blogu Tylko dla Mam, że sama przez jakiś czas byłam taką mamą. Mam więc spore doświadczenie.

Podcast Tylko dla Mam

W tym odcinku podcastu poruszam kilka ważnych wątków.

  • Obawy związane z byciem nadopiekuńczą mamą.
  • Symptomy i zachowania pozwalające rozpoznać, czy jesteś nadopiekuńczą mamą.
  • Sposoby odróżniania troski od nadopiekuńczości.
  • Dziecięce zachowania wynikające z nadopiekuńczości.

Podcast Tylko dla Mam na YouTube

Niekórzy wolą korzystać z YouTube również do słuchania podcastów. Subsktybuj kanał TylkoDlaMam.pl >> nie przegapisz żadnego odcinka. To jest też wersja z napisami.

Podcast do czytania – transkrypcja odcinka

Dzisiaj chciałabym się skupić na temacie nadopiekuńczości. Bardzo często dostaję od Was maile z takim zapytaniem: Czy moje konkretne działania (o których zaraz powiem), to już jest nadopiekuńczość? Czy nie?

Czy jestem normalną mamą, która chciałaby aby jej dziecko było bezpieczne. I chciałby się też czuć komfortowo. I chciałby też czuć się komfortowo podczas opiekowania się dzieckiem na co dzień.

Jakie to mogą być zachowania, z Twojej strony, które można uznać za nadopiekuńczość?

Przede wszystkim, jeżeli usuwasz z pola widzenia dziecka, ze świata swojego dziecka, rzeczy, które są potencjalnie niebezpieczne.

Mówię „potencjalnie”, bo tak naprawdę, wszystko może być niebezpieczne. Albo większość rzeczy, które otaczają nas na co dzień. Mogą w jakiś sposób stanowić zagrożenie.

Jeżeli faktycznie, kiedy Twoje dziecko uczy się chodzić, Tobie zależałoby na tym, żeby usunąć naprawdę każdy kamyczek spod jego nóg, uważam, że to już jest nadopiekuńczość.

Dlatego, że dziecko czy roczne, czy w jakimkolwiek innym wieku, ma prawo do potykania się, umownie mówiąc.Ma prawo do poznawania świata również przez to, że coś czasami zaboli, że nabije sobie siniaka, czy czasami nawet się skaleczy.

To wszystko są elementy bardzo potrzebne, jeżeli chodzi o rozwój dziecka. To jest po prostu zdobywanie doświadczenia.

Jeżeli, w jakiś sposób zabraniasz dziecku zdobywać doświadczenia, to w jakiś sposób, blokujesz możliwość 

uczenia się i kodowania w mózgu najróżniejszych rzeczy, które potem będą potrzebne dziecku do tego, żeby ono sobie poradziło w świecie.

I teraz też… nie popadajmy w przesadę, w paranoję, dlatego, że jeśli usuwasz naprawdę niebezpieczne rzeczy, np. ogień czy lekarstwa, to jasne, że to jest taka normalna, pozytywna postawa.

Natomiast, oprócz tego, że usuwasz niektóre rzeczy, te takie najbardziej niebezpieczne. Warto o tych właśnie najbardziej niebezpiecznych również porozmawiać. 

Co to znaczy?

To znaczy, że nie może być tematów tabu. Oczywiście, te rozmowy i te rzeczy, powinny być dostosowane do wieku dziecka i do możliwości zrozumienia przez pociechę najróżniejszych spraw i najróżniejszych niebezpieczeństw.

Natomiast, warto wziąć pod uwagę, o którym często mówimy, że się buntuje, chociaż ja do końca bym tego buntem nie nazywała, to jest właśnie mała istota, która zaczyna rozumieć, że świat to jestem nie tylko ja, nie tylko mama,

nie tylko ten bezpieczny dom.

Świat niesie ze sobą najróżniejsze zagrożenia. To znaczy, poznawanie świata niesie tego rodzaju zagrożenia.

I z jednej strony mogłoby się wydawać: „No dobra, ja chce uchronić moje dziecko przed tymi zagrożeniami, bo jestem dobrą matką, zależy mi na tym, żeby się czuło bezpiecznie”.

Rozumiem taką postawę. Natomiast, jeżeli będziesz chronić przed wszystkim, nawet przed informacjami o niebezpieczeństwie, to już jest trochę „przegięcie”. To już test ta nadopiekuńczość, którą powinnaś się przejmować. 

Nie ma tematów tabu

Co mam na myśli, jeżeli mówię o tych niebezpieczeństwach czyhających na dziecko, najróżniejszych i o rozmawianiu o nich?

Jeżeli chowasz przed dzieckiem lekarstwa, gdzieś na najwyższej półce, to jest jasne, że postępujesz mądrze i odpowiedzialnie. Tutaj nie ma mowy o nadopiekuńczości.

Natomiast, jeżeli Twoje dziecko nigdy nie widziało lekarstw,

 jeżeli pyta o to, to Ty mówisz:„Dobra, nie dotykaj tego, to jest dla dorosłych”. To tak naprawdę, trochę szkodzisz. To znaczy, nie przekazujesz informacji. 

Wiadomo, że nie chodzi o to, żeby dziecko spróbowało tych lekarstw i zobaczyło, co się stanie. Natomiast chodzi o to, żebyś pokazała dziecku: „One tak wyglądają, są podobne do cukierków, są bardzo kolorowe, natomiast nie wolno ich dotykać dlatego i dlatego.Z tego powodu ona mają takie zabezpieczenia. Spróbuj otworzyć”.

Wiadomo, że kilkulatek nie otworzy zabezpieczonego lekarstwa.

Mówię o takich plastikowych z zakrętkami. I tłumaczymy i przekazujemy jak najwięcej informacji.

Nie chodzi mi tylko o lekarstwa. To samo dotyczy np. bawienia się zapałkami, używania noża w kuchni itd.

Pokaż, zamiast zabraniać

Tych rzeczy, niebezpiecznych potencjalnie, jest naprawdę bardzo dużo. To nie znaczy, że ona mają zniknąć z pola widzenia dziecka.

Jeżeli one znikną i dziecko nigdy nie będzie o nich słyszało, to po pierwsze, jest to na pewno nadopiekuńczość.

A po drugie, jeżeli się z nimi zetknie, to nie będzie wiedziało co to jest i co się z tym robi. Będzie chciało spróbować, a nie będzie wiedziało jak? Całkowite usuwanie – na pewno nie!

Zabezpieczenia w domu

Natomiast, zadała mi jedna mam takie pytanie:„Czy zabezpieczenia w domu, mam na myśli takie zabezpieczenia na drzwi, na szuflady itd. Czy to jest przesada?”.

Uważam, że to nie jest przesada. Jeżeli Ty masz się czuć niekomfortowo we własnym domu, ponieważ będziesz się obawiała, że dziecko np. jeżeli nie masz bramek, to spadnie ze schodów, jeżeli nie masz zabezpieczenia na szufladę, będzie sobie przycinało palce.

Jeżeli czujesz się z tym niekomfortowo, to zabezpiecz po prostu niektóre meble czy części domu. Nie uważam tego absolutnie za nadopiekuńczość.

Po to ludzie wymyślili tego rodzaju pomoce, żeby było wygodniej i żeby było bezpieczniej. W tym wypadku, jak najbardziej, też bym używała.

Pamiętam, jak używałam bramek, kiedy moje dziecko było małe, bo się po prostu bałam, że spadnie ze chodów.

Za dużo na głowie!

Młoda mama ma na głowie naprawdę bardzo dużo spraw Pilnowanie, żeby dziecko nie spadło, czy żeby nie zrzuciło na siebie jakiejś komody z szufladami, czy nie wspięło się na tę komodę… to jest bez sensu. Myślę, ze zabezpieczenia to jest bardzo „bezpieczny” temat. Nie trzeba się martwić, że ma to 

coś wspólnego z nadopiekuńczością.

Oczywiście, jeżeli ktoś używa bramek mając sześcioletnie dziecko, wiadomo, że jest to przesada. Ale chyba nie o to chodziło w tym mailu i nie o tym mówimy.

Zabawy uczące bezpiecznych zachowań

Są takie zabawy, które można wykorzystać do tego, żeby pokazywać dziecku bezpieczne zachowania i pokazywać dziecku, co robić i jak robić, żeby nie zrobić sobie krzywdy.

Wymyśliłam jedną z takich zabaw, to jest coś w rodzaju „Kota w worku”. Myślę, że już tak od półtora roku (wiek dziecka) możecie się w taką zabawę bawić.

Oczywiście, im starsze dziecko, tym inne przedmioty (trudniejsze) mogą być bardziej skomplikowane itd.

Wkładacie najróżniejsze przedmioty do jakiejś poszewki, jeżeli nie macie pod ręką worka, czy nawet reklamówki.

Jakie to są przedmioty? To może być np. kreda, to może być widelec, to może być kamień, gdzieś tam zebrany z podwórka w czasie spaceru. Chodzi mi o takie przedmioty np. solniczka, będące normalnymi przedmiotami, które spotykamy na co dzień. Nie są jakieś wyjątkowe. 

Codziennie ich używamy (albo dosyć często), natomiast mogą stanowić potencjalne zagrożenie, jeżeli używa się ich w nieodpowiedni sposób.

Losujecie (lub dziecko losuje) z takiego worka jakiś przedmiot.

Bezpieczne i niebezpieczne przedmioty 

Najpierw może bez wyciągania po prostu spróbować zgadnąć, co to jest. Następnie wyciągacie go i rozmawiacie o tym, do czego służy. Gdzie został znaleziony? Gdzie jest zazwyczaj jego miejsce?

Wiadomo, że widelec gdzieś tam w szufladzie w kuchni, a kamień można spotkać w ogrodzie albo w parku. Jak się bawić albo jak używać takiego przedmiotu?

Żeby było ciekawie, żeby było pożytecznie i zabawnie. Widelec służy do jedzenia i ćwiczymy jedzenie nim.

Kamień może być np. jeżeli go pomalujemy, fajnym przyciskiem do papieru, postawionym gdzieś w pokoju dziecka albo podarowanym tacie czy babci w prezencie. Taki własnoręcznie zrobiony prezent. 

Ale są to też przedmioty, które mogą zrobić w jakiś sposób krzywdę. Jeżeli rzucimy kamieniem w niekontrolowany sposób, możemy komuś zrobić krzywdę, możemy kogoś uderzyć. Fajnie, żeby to wybrzmiało.

I też, jeżeli bawimy się widelcem, zamiast po prostu nim jeść, czyli używamy go w taki sposób, do którego nie jest przeznaczony. To też nie jest ciekawa zabawa i też możemy sobie zrobić krzywdę.

Im starsze dziecko, tym większa wyobraźnia

No właśnie, im starsze dziecko, tym bardziej zróżnicowane przedmioty możecie do tego worka wkładać.

I myślę też, że na początku będzie tak, że trzeba będzie dziecku coś podpowiedzieć. Na pewno zgadnie, że widelec to jest do jedzenia, ale co jeszcze można z tym robić lub czego właśnie nie robić?

To już myślę, że trzeba będzie podpowiedzieć. Im starsze dziecko, tym mniej podpowiedzi. Natomiast więcej wyobrażeń na temat zastosowania danej rzeczy. I większa wyobraźnia. 

Naucz się udzielać pierwszej pomocy

Jeżeli więc masz takie poczucie, że jesteś nadopiekuńczą mamą to spróbuj oswoić tą rzeczywistością dla siebie również. Będziesz się wtedy czuła po prostu bezpieczniej.

Ostania rzecz, która mogę doradzić, to żebyś nauczyła się, jeśli jeszcze tego nie potrafisz, może to być jakiś kurs, jakaś książka, cokolwiek, jak pomagać w sytuacjach zagrożenia.

Żebyś wiedziała, miała w małym palcu, co zrobić kiedy dziecko się zadławi albo co zrobić, kiedy dziecko się skaleczy, przewróci, jak zdezynfekować ranę itd.

Wtedy będziesz się czuła bezpieczniej. I wtedy też jest większa szansa, że pozwolisz dziecku działać. Pozwolisz dziecku na więcej, bo znajdziesz w sobie taki spokój: „Ja wiem, co robić w razie czego”.

Taki spokój, który pozwoli Ci zachęcić dziecko do tego, żeby odważnie poznawało świat. I pozwoli przede wszystkim Tobie, gdzieś tam w głowie sobie ułożyć to, że jednak nadopiekuńczość, to jest krzywdzenie dziecka.

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.
Czy moje dziecko ma problemy z koncentracją?

Czy moje dziecko ma problemy z koncentracją?

Dzisiaj chciałabym porozmawiać o problemach z koncentracją u dzieci w wieku 1-3 lata oraz starszych – przedszkolaków i uczniów. Już nie raz na blogu podejmowaliśmy ten temat. Tym razem to będzie podcast Tylko dla Mam. 

Często dostaję pytania od rodziców:

  • Czy moje dziecko ma problemy ze skupieniem?
  • Nie potrafi się skupić na zabawie lub zabawce. Dlaczego?
  • Otrzymuję takie sygnały z placówki. Co robić?

Podcast Tylko dla Mam 

Kłopoty z koncentracją

Zacznę od najmłodszych dzieci. Warto sobie wyjaśnić, że jeśli mówimy o roczniakach, dwulatkachtrzylatkach, to koncentracja jest dość szerokim i płynnym tematem. Dzieci w tym wieku kierują się uwagą mimowolną. 

Nie skupia uwagi 

Generalnie chodzi o to, że takie małe dziecko, nie do końca świadomie struje swoją uwagą, kierując ją często na przypadkowe rzeczy. Akturat to, co jest w polu widzenia. Trudno więc mówić o kłopotach z koncentracją, gdy maluch nad tym (uogólniając) nie panuje.   

Pewnie kojarzysz sytuację, gdy dziecko w tym wieku zaczyna płakać. Chcąc odwrócić jego uwagę od powodów do histerii, od smutnej sytuacji, zagadujemy. Właśnie rozpraszając (przekierowując) uwagę np.: Zobacz, dziewczynka ma na bluzce kucyka Pony! A ty tak lubisz kucyki! 

Przeżywać emocje

Łatwo odwrócić uwagę dziecka od płaczu, bo ono skupia się na rzeczach, które w danym momencie wydają się interesujące. Tu akurat fajna bluzka. 

Niekoniecznie jest to zawsze dobra taktyka, bo możliwość poznawania i przeżywania smutku, jest bardzo ważna dla rozwoju emocjonalnego dziecka.  

Więcej na ten temat opowiedziałam w artykule:

 Co się dzieje, gdy nie pozwalamy dzieciom na smutek? >>

Dla takiego malucha interesujące jest w zasadzie wszystko, dlatego trudno wymagać żeby dziecko umiało się dłużej skupić na konkretnej czynności. Tej, na której akurat dorosłemu (niekoniecznie dziecku) zależy tu i teraz.  

Ćwiczyć koncentrację

Uwaga mimowolna nie oznacza, że nie można z dzieckiem ćwiczyć koncentracji. Dobrym pomysłem są np. puzzle. Dla mnie to jedna z fajniejszych zabawek, jeśli chodzi o skupienie uwagi. Więcej na ten temat opowiedziałam w artykule:

 Jak wspierać koncentrację u dwulatka? >>

Warto jednak wziąć pod uwagę, że nawet najfajniejsza zabawka edukacyjna, nie sprawi, że dziecko przeskoczy swoje możliwości rozwojowe.  

Taki dwulatek, potrafi się skupić jedynie kilka minut (topowa koncentracja trwa zaledwie minutę, potem i tak słabnie). Jeśli dziecko skupi się na dziesięć minut, to już naprawdę dużo! Potem potrzebna jest przerwa na inną aktywność i ruch. 

Nie usiedzi przy czytaniu

Jeśli dziecko do trzeciego roku życia, nie koncentruje się np. na słuchaniu czytanej przez rodzica książki, to właściwie zupełnie naturalna sytuacja. Ten temat przewija się w grupie Aktywne Czytanie dość często. Więcej o takim sposobie czytania z najmłodszymi napisałam w artykule pt. Aktywne czytanie – co to jest? >>

Aktywne czytanie, podczas ruchu, zabawy i działania, to najlepsza forma czytania z maluchem. 

Zmuszając dziecko do siedzenia – żeby się czegoś nauczyło – działamy wbrew zupełnie naturalnej potrzebie ruchu, o którą maluchy będą walczyć do upadłego. Potrzebują ruchu do prawidłowego rozwoju. Nie jest to zależne od ich woli, to biologia. Nie ma co z tym walczyć. 

Paradoksalnie, pozwalając dzieciom ruszać się przy nauce, sprawiamy, że lepiej się koncentrują. Więcej na ten temat przeczytasz w artykule:

 Dlaczego czasami dzieci po prostu nie potrafia wysiedzieć spokojnie? >>

Używaj prostych, konkretnych komunikatów

Jeśli powiesz do dwulatka: Sprzątamy pokój, to właściwie nic dla dziecka nie znaczy. Lepiej powiedzieć: Przynieś proszę żółta piłkę do tego kosza (wskazujesz, o który kosz chodzi). 

Tym sposobem uczysz współpracy, rozumienia i wspierasz koncentrację. Dziecko musi się rozejrzeć po pokoju, wypatrzeć piłeczkę, ustalić jej kolor i przynieść w konkretne miejsce. I w dodatku, jest to sprzątenie!

Nie mów za dużo

Jeśli powiemy do dziecka za dużo, ono straci czujność już po pierwszych słowach. Chcąc używać konkretnych komunikatów, nie przesadzaj z ich ilością. 

Gdy powiesz: Przynieś proszę żółtą piłkę, niebieskiego konika i posegreguj skarpetki, jest więcej niż pewne, że dziecko nie skoncentruje się na tych czynnościach, jak należy. To za dużo na raz. Lepiej podzielić te zadania na mniejsze fragmenty.

Koncentracja dziecka w wieku przedszkolnym

Jeśli chodzi o koncentrację starszych dzieci, gdy dochodzą do nas sygnały np. od nauczycieli, po pierwsze warto zbadać fizycznie pociechę. Czy ma alergię? Czy ma wygodne ubrania? Czy dobrze widzi? Czy wystarczająco dużo pije wody? Czy zjada za dużo cukru? Czy się wysypia? itd. 

Mając zabezpieczoną sferę fizyczną, warto przyjrzeć się pracy i zabawie dziecka. 

  • Czy od urodzenia wszystko robi bardzo szybko i niedokładnie?
  • Czy to się zaczęło niedawno? 
  • Czy robi wszystko bardzo wolno i nie zdąża „na czas”?
  • Czy kończy rozpoczęte zadanie?

To oczywiście są dość ogólne obserwacje. Warto jednak pamiętać, że blok edukacyjnych zajęć w przedszkolu, trwa ok. 20 minut, bo tyle dziecko może wytrzymać koncentrując się. Oczywiście nie przez cały czas na sto procent, ale potrafi coś wynieść z zajęć.  

Jeśli dziecko kompletnie nie może skupić się przez tych 20 minut na zajęciach edukacyjnych (nie mówię, że bez ruchu, po prostu chłonąć wiedzę), to coś może być na rzeczy z koncentracją. Warto się temu uważniej przyjrzeć.  

Wszystko robi za wolno

Czasami brak koncentracji objawia się wolnym działaniem. Kiedy dziecko „zostaje w tyle” np. podczas ubierania. Oczywiście wiele można wyćwiczyć i każdy działa w swoim tempie, to jasne. Jednak da się zauważyć, że to zostawianie na końcu, ma związek z rozproszoną uwagą, a nie np. brakiem umiejętności zapinania guzików. 

Więcej na ten temat napisałam w artykule: 

 Już mam się martwić zaburzeniami koncetracji? >>

Wspieranie koncentracji dziecka

  • Wyłącz telewizor i komputer. Jeśli widzisz, że brak koncentracji ma związek ze zbyt długim przesiadywaniem przy ekranie, zerknij na artykuł pt. Jak oderwać dziecko od ekranów? >>
  • Posprzątaj biurko dziecka i bałagan w pokoju. Nawet jeśli jesteś osobą lubiącą twórczy bałagan, dla dziecka niekoniecznie jest to dobre rozwiązanie. 
  • Dawaj zadania krótkie, konkretne i dostosowane do możliwości rozwojowych dziecka. Do tego ciekawe z jego punktu widzenia np. zainteresowaniami, ulubionymi bohaterami itp. 
  • Dźwięki też mogą rozpraszać. Zadbaj o ciszę kiedy potrzebne jest skupienie na konkretnej czynności. 

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.