Trudno jednoznacznie powiedzieć, jak być dobrym rodzicem. Każdy wychowuje po swojemu i na miarę swoich możliwości. Każdy reprezentuje jakąś postawę rodzicielską i nic nikomu do tego. Szanuję rodziców, którzy starają się z całych sił, być po prostu dobrymi rodzicami.

Czasem jednak trafiają do mnie ludzie, którzy negatywne postawy rodzicielskie nazywają kresem swoich możliwości. Używają słowa kocham, jako wymówki. Każdy kocha, to jest jasne. Jednak słowa są słowami, a czy czyny czynami. Zwłaszcza w oczach (i odczuciach) dziecka.

Miłość rodzicielska to bardzo specyficzny rodzaj miłości. Kochanie, takie prawdziwe kochanie, równoznaczne jest z wzięciem na siebie odpowiedzialności za rozwój dziecka. Zwłaszcza za dziecko, które pewnych rzeczy nie potrafi powiedzieć, wyjaśnić, a czasem nawet zrozumieć.

Chcesz porozmawiać z pedagogiem on-line? Kliknij po więcej informacji»

Warto wiedzieć

Przygotowałam kilka konkretów na temat postaw rodzicielskich. Wiele jest opisów, interpretacji i badań na ten temat. Wybrałam takie, które zdarzają się w mojej praktyce pedagogicznej bardzo często. Zarówno pozytywne jak i negatywne. W tej części (jest też druga, z tymi pozytywnymi, zerknij na wpis: Postawy rodzicielskie. Pozytywne i wspierające) skupiam się na negatywnych.

Tak to w życiu bywa, że są lepsze i gorsze postawy rodzicielskie. Już dawno nosiłam się z zamiarem ich opisania, bo warto wiedzieć. Tak po prostu. Czasem nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak pewne działania, słowa i zachowania, wpływają na rozwój dziecka.

Mama ma prawo nie wiedzieć, ale też ma obowiązek (związany z tą rodzicielską miłością) dowiadywać się, co i jak. Dla dobra dziecka i własnego rozwoju. Tak, zdecydowanie uważam, że poszerzenia wiedzy na temat wychowania, to rodzicielski obowiązek.

To nie jest tak, że każda z nas (mam, a właściwie rodziców) reprezentuje tylko jedną postawę i kropka. Często lawirujemy między nimi. Jednak równie często zdarza się, że skręcamy w kierunku jakiejś konkretnej.

Bez instrukcji, ale z intuicją

Niby wiadomo, niby często o tym gdzieś słychać. O tym, jak powinno być. Jak być dobrym rodzicem. Jednak blogi blogami, czytanie czytaniem, a życie, życiem, prawda? Jasne, że najfajniej byłoby zawsze wiedzieć, jak się zachować i co zrobić, kiedy dziecko chce kolejnego cukierka, przeklina lub zwyczajnie ma focha. Albo kiedy puszczają nerwy, bo matka to też człowiek. Często zmęczony człowiek.

Niestety, maluch nie przychodzi na świat z instrukcją obsługi. Ale to nie dramat, bo ty – mama, rodzic – siebie dość dobrze znasz. Wiesz, jakim jesteś człowiekiem, na czym ci zależy. Wychowanie dziecka nie polega na tym, żeby ono dostosowało się do twojego świata. Nie musisz więc mieć żadnej instrukcji obsługi. Nie programujesz pociechy jak robota, żeby współpracowała czy chodziła jak w zegarku. Wystarczy, że znasz swój charakter, swoje mocne strony i możliwości.

Mając taką wiedzę, możesz stworzyć dziecku warunki, w których będzie rosło i szczęśliwie się rozwijało. Nie ma ludzi idealnych. Oprócz mocnych stron, każdy też ma swoje słabości (zerknij na wpis Chcesz być najlepszą matką na świecie? Przemyśl to jeszcze raz). To widać w postawach rodzicielskich. Tych negatywnych. Dziś właśnie te opisuję, bo pewnie już zauważyłaś, że nie przepadam za lukrowanym wizerunkiem macierzyństwa. Ani za tym w stylu: Daję mu parówki i żyje więc jest super.

Jeśli odnajdziesz tu siebie

Jeśli odnajdziesz siebie, w którejś z tych negatywnych postaw, to wcale nie znaczy, że jesteś kiepską matką. To jest informacja dla ciebie o tobie. O tym, co możesz poprawić, co zmienić, nad czym się zastanowić. Oczywiście pod warunkiem, że masz na to ochotę.

Zainteresował cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

Zdziwiłabym się, gdybyś w żadnej z tych negatywnych postaw, nie odnalazła choćby maleńkiej cząstki siebie. Ja nie raz się o nie potykam w codzienności i próbie ogarnięcia domowego chaosu. Nie mówię, że w całości. Ale po części – tak. To normalne, kiedy przypomnisz sobie, że coś podobnego się zdarzyło, że bywa. Wiesz dlaczego to normalne?

Matka jest tylko człowiekiem i ma prawo nie chcieć, nie lubić, nie umieć, być zmęczona i nie wiedzieć. Ma jednak też obowiązek (tak samo zresztą jak tata) pracować nad sobą dla siebie i dla rodziny. Zatem mówienie, że daję z siebie wszystko i już więcej nie wyduszę, to czasem (podkreślam czasem) tylko mówienie. A czasem niewiedza.

Mam nadzieję, że opisane postawy sprawią, że poczujesz się lepszą matką. Nie dla świata, nie dlatego, że tak trzeba. Dla siebie. Dla poczucia własnej wartości i dla pewności, że mądrze i świadomie kochasz dziecko.

Postawy rodzicielskie budzące agresję

1. Nadmierna ochrona przed światem zewnętrznym

Szkodzisz: Nie wspinaj się na te drabinki, bo spadniesz!
Pomagasz: Jeśli chcesz, to spróbuj wejść na tę wyższą drabinkę, ja w razie czego ci pomogę, będę cię asekurować.

Taka postawa nie wynika to ze złej woli, ale często właśnie z ogromnej miłości i lęku o dobro pociechy. Tutaj popracować nad sobą muszą dorośli, a nie najmłodsi. Każdy musi sam pomyśleć, jak przezwyciężyć obawy i pozwolić dziecku badać rzeczywistość, potykać się, popełniać błędy.

Oczywiście nie chodzi o to, by pozwolić trzylatkowi bawić się zapałkami. Jednak samo pokazanie i uświadomienie niebezpieczeństwa, nie prowadzi jeszcze do katastrofy. Jeśli pociecha nigdy nie miała w rękach zapałek (oczywiście pod twoim okiem), nie zdmuchiwała świeczki, to skąd ma wiedzieć co i jak?

Czasem mamy mówią mi, że nie pokazują głupich rzeczy, żeby nie prowokować głupich pomysłów. Jak to? – pytam wtedy. Jeśli nie pozwolisz pooglądać świata z perspektywy stołu czy parapetu, to tylko pobudzisz ciekawość. Zaostrzysz apetyt na zakazany owoc i w dodatku odbierzesz możliwość doświadczenia. Co wcale nie znaczy, że każdy posiłek dziecko ma spędzać siedząc na stole, a nie przy stole. Doświadczanie nie ma nic wspólnego z nie zwracaniem uwagi na to, co robi pociecha. Albo z pozwalaniem na wszystko.

Postaw na samodzielność

W drugą stronę też nie warto przeginać. Dziecko wyuczone (wiem, brzydkie słowo), że zawsze ktoś nad nim czuwa, może mieć trudności z osiągnięciem dojrzałości przedszkolnej lub szkolnej.

Może też podświadomie oczekiwać od otoczenia wytyczania celów, łatwo się poddawać, nie wierzyć we własne możliwości.

Może też się zdarzyć, że dziecko nadmiernie chronione, będzie miało wręcz wypaczone, przesadnie zwiększone poczucie własnej wartości. Nie potrafiąc rzeczywiście oceniać zachowań i sytuacji, co w kontakcie z rzeczywistością i rówieśnikami, szybko zostanie skorygowane. Najczęściej niestety kosztem cierpienia dziecka.

Bywa, że przy rodzicach dziecko jest pewne siebie, ale pozostawione samo z problemem lub konkretną sytuacją, kompletnie sobie nie radzi. Im częściej odczuwa niepewność i niepokój, tym gorzej wpływa to na samopoczucie.

Jeśli nurtuje cię pytanie, czy jesteś nadopiekuńczą mamą, posłuchaj kilkuminutowego podcastu (odcinek TDM 006), w którym pomogę znaleźć odpowiedź na to pytanie. Podpowiem też zabawy, które sprawią, że ty i dziecko poczuciejcie się bezpiecznie podejmując nowe wyzwania.

2. Stawianie zbyt wysokich wymagań

Szkodzisz: Mówiłam ci tysiąc razy jak wygląda literka „K”, a ty wciąż zapominasz! Pomyśl chwilę zanim zapytasz następny raz.
Pomagasz: A może ułożymy literkę „K” na dywanie? Możemy do tego użyć klocków albo makaronu. To będzie bardzo smaczna literka.

Łatwo zniechęcić dziecko do zadawania pytań, jeśli zasypuje się je odpowiedziami nie dostosowanymi do poziomu rozwoju. Albo daje za trudne do osiągnięcia wyzwania. Czasem kusi człowieka, żeby pokazać maluchowi np. zabawę w eksperymenty. Ulegaj takim pokusom. Jednak trzeba je dostosować do dziecięcego poziomu pojmowania świata.

Jeśli tworzycie kryształki z soli, to kilkulatek nie od razu musi znać cały proces fizyczny i chemiczny, zachodzący w danym momencie. Jeśli chce to pewnie, ale też bez przesady. Większe zainteresowanie tematem eksperymentów pobudzi samo stworzenie ich w formie zabawy.

Taka postawa wpływa na rozwój ciekawości poznawczej, która w swoim czasie, da rezultaty w postaci łatwiejszego przyswajania wiedzy. Zbyt wysokie wymagania prowadzą do nerwic, nadwrażliwości, a wręcz przewrażliwienia w pewnych kwestiach.

Dziecko najczęściej posiada na tym tle różnego rodzaju lęki, które ciężko mu przezwyciężyć, co ma wpływ na osiągnięcia w przedszkolu lub szkole. Na przykład może uważać, że jak tylko przestanie być najlepszym uczniem w klasie, to rodzice przestaną je kochać.

Chcesz wesprzeć?

W tym wypadku dobrym pomysłem jest podążanie za dzieckiem. Wiem, że brzmi enigmatycznie, ale to jest sensowna rada. Słuchaj zamiast podrzucać coraz to nowe pomysły. Daj się ponudzić, a zobaczysz, że znajdzie sobie zajęcie, które będzie dla niego fascynujące.

Powstrzymaj własne ambicje. Świetnie mieć dziecko, które zna dwa języki, umie czytać już w przedszkolu i osiąga w sporcie wyniki. A w dodatku potrafi grać na skrzypcach. Nie mówię, żeby nie pokazywać najróżniejszych możliwości. Jednak przy tym pokazywaniu, to nie twój głos jest najważniejszy. Słuchaj dziecka. Sporo na ten temat napisałam tutaj Czym właściwie jest wczesne czytanie? Jak się to robi i po co?

Często rodzie ze zbyt wysokimi wymaganiami przychodzą do mnie i mówią, że dziecko jest leniwe. Oceniają swoją miarą człowieka, dla którego sensem życia jest zabawa. Jeśli czujesz, że jesteś tym rodzicem, to zainwestuj czas w dowiedzenie się, jak mądrze (edukacyjnie też) bawić się z dzieckiem. Ale bawić. Nie tresować, męczyć, poganiać czy przewozić z zajęć dodatkowych na nowe i dodatkowe. Może ci się wydaje, że robisz to z miłości, dla dobra dziecka, dla lepszego startu. Czy dziecku też się tak wydaje?

3. Odrzucenie

Szkodzisz: Jesteś jeszcze za mały by zrozumieć proces powstawania deszczu.
Pomagasz: A może zrobimy eksperyment i sam zobaczysz, jak powstają krople deszczu?

Często nieświadomą postawą jest odrzucanie. Pewnie aż się wzdragasz i myślisz: Ja? Nigdy w życiu. Przecież tak kocham! Pamiętaj jednak, że nie liczą się tu twoje subiektywne odczucia (dorosłego) tylko właśnie malca. A odrzucenie, to nie tylko oddanie dziecka do domu dziecka.

Dziecko czasem czuje się odrzucone z zupełnie niezrozumiałych dla rodziców powodów np. kiedy bardzo dużo pracują, czytają gazetę podczas posiłków i rozmów. Kiedy im o tym wspominam, to słyszę: Ale przecież pracuję na lepsze jutro dziecka. Muszę! Taki niewdzięcznik! To rodzice, którzy nawet nie próbują spojrzeć na świat z perspektywy małego człowieka, mieszkającego z nimi pod jednym dachem.

Gdzie wdzięczność?

Wdzięczność nie jest przydzielana z urzędu. Nie jest dodawana do pakietu dziecko. Dziecko nie jest nikomu winne wdzięczności. A już na pewno nie rodzicom, za to, że zostało sprowadzone na świat. Jeśli czujesz, że twoje dziecko olewa ciebie, twoją pracę i nie jest wdzięczne za to co ma, to jest wyłącznie twój problem.

Z jednej strony pewnie czasem myślisz: Jak ja byłam dzieckiem, to nie było takich frykasów, tylu słodyczy i tak fajnych zabawek. To prawda, nie było. Ale to znowu nie ma nic wspólnego z dzieckiem. Tylko z czasami, w których dorastałaś.

Z drugiej strony, czy na pewno spróbowałaś wytłumaczyć dziecku, na jakiego rodzaju wdzięczności ci zależy i dlaczego? Może ono nie rozumie, o co tobie chodzi? Kolejne zabawki i szuflada ze słodyczami na życzenie, to nie jest miłość. Pewnie sama o tym wiesz albo przynajmniej przeczuwasz.

Jeśli nie nauczyłaś dziecka mówienia o pewnych uczuciach, to nie możesz oczekiwać, że będzie wiedziało. To poczucie, że dziecko coś powinno, a nie robi, często prowadzi do odrzucenia. Nie chodzi już tylko o wdzięczność. Często to jest rozczarowanie związane z wyobrażeniami i niespełnionymi oczekiwaniami dorosłego np. Myślałam, że moje dziecko będzie kochało piłkę nożną, a ono woli gry komputerowe. To wciąż jest twój problem. Nie dziecka. Z nim jest wszystko w porządku.

Za mały

Czasem rodzicowi zdarzy się odesłać dziecko do oglądania bajek np. kiedy zadaje trudne (niewygodne) pytania lub po prostu pytanie skwitować stwierdzeniem w stylu: Jesteś jeszcze na to za mały!, Nie zawracaj mi głowy!, Nie mam teraz czasu! To jest zdecydowanie negatywna postawa związana z odrzuceniem.

Bywa, że rodzic nie wysila się nawet żeby coś powiedzieć. Czasem już nawet nie chodzi o odganianie dziecka, tylko wręcz pokazanie, że jest mniej ważne niż np. telefon czy komputer (nie mam czasu). Kiedy coś do ciebie mówi, a ty patrzysz w ekran (raz czy dwa można, nie popadajmy w paranoję), to pokazujesz dziecku, że ważniejsze jest urządzenie.

Nie jest też tak, że musisz być na każde zawołanie. Dziecko potrafi poczekać (no, takie ponad trzyletnie). Wystarczy, że wyjaśnisz, jaki jest powód czekania np. Muszę skończyć smażyć kotlety. Zajmie mi to tyle ile narysowanie jednego pieska, jedną piosenkę z twojej płyty itd. Albo zwyczajnie pokaż maluchowi, gdzie będzie duża wskazówka zegarka, kiedy skończysz smażenie. Jeśli poprosisz żeby poczekał, to pewnie poczeka. Niestety, trzeba to trenować. Nie działa od razu i za pierwszym razem.

Odtrącenie kształtuje w maluchu określony sposób myślenia i wywołuje określone zachowania: agresja, nieumiejętność mówienia o emocjach, zakłamanie, a także prowadzi do bezradności i nie radzenia sobie z rozwiązywaniem problemów.

Jak wesprzeć?

Chcąc mieć pewne siebie (i ciebie) dziecko, skupiaj na nim uwagę. Po prostu. Jedną ze szkół rozmawiania z najmłodszymi jest częste kucanie. Żeby dziecko miało twoją twarz na poziomie swojej twarzy. To dlatego tak wiele mam spędza dzień w dresach na podłodze. Tym dresem (można też w spódnicy i szpilkach, tylko po co?) i kucaniem pokazujesz swoją mimikę, dajesz szansę spojrzeć w oczy i przede wszystkim – patrzysz. Jesteś tu, a nie z głową w gazecie, uchem przy telefonie czy wzrokiem utkwionym w ekranie.

Często słyszę, że nie ma niczego złego w zerkaniu od czasu do czasu do sieci podczas opieki nad dzieckiem. I właściwie się z tym zgadzam. Mama nie jest niewolnikiem dziecka, ma prawo do własnych zainteresowań i przyjemności. Wszystko jest kwestią wyważenia proporcji i tyle.

Ostatnio Karolina mi powiedziała, że wymyśliła dla mnie ksywkę Procesorka, bo tak często coś grzebię przy komputerze. I dla mnie to jest sygnał, że dziecko ostatnio za często mnie widzi z twarzą przy ekranie. Mogę z tym coś zrobić, a mogę też się uśmiechnąć i powiedzieć: Fajna ksywka. Zostawiając sprawy tak jak są. Wybór należy do mnie. Do rodzica. Uważam, że mam wielkie szczęście, że dziecko mi to powiedziało. Nie zawsze mówią, bo nie zawsze potrafią. Jeśli nie mówią, to wcale nie znaczy, że nie widzą i nie czują.

4. Świadome unikanie i ignorowanie

Inna sprawa to świadome unikanie i ignorowanie potrzeb dziecka. Wtedy – pośród wielu innych problemów malucha (nieufność, osamotnienie, depresja) – brak odpowiedzi na pytania i odganianie (jesteś za mały), wydają się być mało istotne.

Szkodzisz: Nie możemy dziś iść do kina, wiem, że obiecałam, ale szef zawalił mnie robotą. Możesz za to spędzić wieczór grając na komputerze, przecież lubisz.
Pomagasz: Możemy dziś wyskoczyć do kina, jednak potem będę potrzebowała twojej pomocy, bo mam jeszcze sporo pracy. Pomożesz mi szybko przygotować kolację i ponaklejasz znaczki na koperty do wysyłki świątecznych kartek, dobrze? Ja w tym czasie popracuję i wieczór będziemy mieli dla siebie.

Najbardziej oczywistym przykładem jest rozwód. W rzeczywistości funkcjonowania wielu rozbitych rodzin (rozwiedzeni rodzice), to dość częsty grzech niektórych tatusiów (podkreślam – n i e k t ó r y c h, bo wiadomo, że nie wszystkich), którzy po prostu nie mają czasu na spotkania z pociechami. Z punktu widzenia dziecka, może to wyglądać jak unikanie kontaktów. Kiedy po raz kolejny, z powodu pracy, nowej znajomości, zostaje odwołany wspólny weekend lub spotkanie. To jest unik.

Jednak nie tylko przy rozwodzie taka postawa się ujawnia. Może nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale czasem chcąc (mniej świadomie) uniknąć kontaktu (bo mam pracę do dokończenia, naczynia brudne itd.), zastępujesz rozmowy i okazywanie czułości, pozornie atrakcyjnymi aktywnościami. Prezentami, bajkami w telewizji czy zapraszaniem kolegów każdego dnia.

Odrzucone dziecko nie ma zaufania do rodziców i w trudnym momencie nie przyjdzie zadać ci ważnego pytania. Pytania, które być może uratuje mu życie. Albo chociaż poprawi nastrój. Albo sprawi, że koledzy przestaną mu dokuczać. Nie przyjdzie, bo wie (czuje), że go unikasz.

Unikanie wspólnych spraw rodzinnych powoduje, że dziecko nie czuje żadnej więzi. Jest też duża szansa, że w przyszłości nie będzie zainteresowane tym, co dzieje się w rodzinie, a także tym co dzieje się z otaczającymi je osobami. Taka postawa prowadzi do huśtawek emocjonalnych, nieumiejętności planowania własnych działań.

Dziecko otoczone tą postawa rodzicielską, nie bardzo potrafi obiektywnie ocenić sytuację lub zachowanie, dlatego często popada w konflikty z otoczeniem. Nie jest też wytrwałe ani cierpliwe, za to skłonne do kłamstw i fantazjowania na wybrane tematy, o których ciężko mu mówić wprost.

Jednym z rozwiązań jest wspólne planowanie codzienności. Pisałam o tym we wpisie Obowiązki domowe. Dawać czy nie dawać? Niby prozaiczne, nudne czynności. A tak wiele mogą poukładać w głowie dziecka. I zmienić sposób komunikacji ze światem.

To nie koniec

Zaczęłam z grubej rury, czyli od negatywnych postaw rodzicielskich. Zresztą i tak nie wszystkich, bo jest ich jeszcze więcej. Jednak nie poprzestałam wyłącznie na nich. Wkolejnej części, którą znajdziesz tutuaj Podstawy rodzicielskie. Pozytywne i wspierające, opisuję te, w których – jestem pewna – z łatwością odnajdziesz siebie.

Zainteresował cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

Jeśli jest jakieś zachowanie – twoje lub dziecka – które cię niepokoi, daje do myślenia albo raduje i jest powodem do dumy, to napisz do mnie lub zostaw komentarz. Każda uwaga, podzielenie się doświadczeniem, podpowiedź dotycząca zachowania w konkretnej sytuacji, są cenne. Na wagę złota!

Ten artykuł jest fragmentem książki na temat budowania relacji między rodzicami i dziećmi, którą właśnie piszę. Planuję wydanie jeszcze przed końcem tego roku. Znajdziesz w niej mnóstwo tematów, których na blogu jeszcze nie poruszałam i rozwinięcie kilku tych, które właśnie na blogu, najchętniej czytają rodzice. Mój styl znasz, klimat opowiadania o dzieciach, też. Nic się nie zmieni. Będzie tylko lepiej!

Bardzo się cieszę z jej powstania, bo to właśnie Czytelniczki zmotytwowały mnie najbardziej do pracy nad kolejną książką. Z radością  poinformuję Cię o etapach jej tworzenia, poproszę o poradę, napiszę o bonusach dla rodziców i – jako pierwszej – powiem o terminie wydania. Osoby zapisane na listę zainteresowanych książką, będą miały realny wpływ na jej zawartość. Tak to sobie wymyśliłam 🙂

Kliknij i się zapisz

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This