Najbardziej nielubiane słowo, którego używam podczas konsultacji pedagogicznych? Konsekwencja. Ale też jest to słowo, o które najcześciej pytacie: Jak to zrobić żeby być bardziej konsekwentnym? Wiem, że powinnam, ale jakoś nie mogę i nie zawsze potrafię.

Wokół bycia konsekwentnym rodzicem narosło już tyle mitów, że naprawdę można się bać. Nie raz mówiłam, że nie jestem zwolenniczką bycia konsekwentnym za wszelką cenę. Bo są sytuacje, w których jest to bardziej krzywdzące niż pomocne. Jednak – tak na co dzień – to bycie konsekwentnym na pewnych polach, po prostu się sprawdza.

No i kolejny raz Ameryki nie odkryłam. W takich wypadkach zawsze słyszę: Dobrze, dobrze, to się łatwo mówi. Powiedz lepiej, jak to zrobić, bo mi już dziecko wchodzi na głowę.

W tym odcinku podcastu opowiadam jak siebie (dorosłego) zmobilizować do bycia konsekwentnym. Co to daje rodzicowi, co dziecku i dlaczego warto. Czy to się sprawdzi w twoim domu? Nie wiem. Jeśli jednak jesteś tą mamą, która co jakiś czas powtarza: On mnie nie słucha. Wiem, że powinnam być bardziej konsekwentna, to zapraszam do posłuchania.

Nie przegap kolejnego artykułu. Zapisz się na newsletter »

Teraz już wiesz, dlaczego uważam, że opłaca się być konsekwentnym rodzicem. Powiedziałam co zrobić, żeby dać sobie szansę takim się stać. Choć to wcale jakieś bardzo przyjmne nie jest.

A tu podrzucam informacje o tym, co zrobić, żeby nadal być niekonsekwentnym rodzicem. Instrukcja krok po korku. Zebrałam kilka konsekwencyjnych skuch rodzicielskich, które zdarzają się, będą się zdarzały i mają prawo się każdemu zdarzać. Zauważyłam, że zebranie ich w jednym miejscu robi wrażenie na niektórych rodzicach, zdziwionych tym, że nie mogą „zdyscyplinować” swojego dziecka.

Mówię jedno, a robię drugie

W takiej sytuacji dziecko nie wie, o co ci chodzi o po co to w ogóle mówisz. Czasem każdemu wyrwie się taka groźba: Jak nie posprzątasz to nie pojedziemy w niedzielę do babci. I już trzy sekundy później człowiek wie, że skłamał. Przecież babcia by nam nie darowała, gdybyśmy nie przyjechali. Albo przyjechali bez wnuczki.

Kiedy więc pada coś takiego i nie dzieje się potem nic (bo i tak pojedziemy do babci), to dziecko dostaje jasny sygnał, że twoje słowa są naprawdę niewiele warte. Dlatego z tą konsekwencją jest tak ciężko, bo trzeba się zastanawiać nad  k a ż d y m  słowem.

Dowód? To przeze mnie przytoczone zdanie jest nie tylko bezsensowną groźbą, ale też groźbą igrającą z emocjami dziecka. Jeśli maluch kocha babcię, to naprawdę wizja odebrania im spotkania z powodu nieposprzątanego pokoju jest bardzo przykra. Nie jest też adekwatna do „przewinienia”. Zakładam, że posprząta, ale co o tobie pomyśli? Jaka będzie jego motywacja by to zrobić? A jeśli okaże się, że pojedziecie w niedzielę do babci mimo nieposprzątanego pokoju, to co sobie pomyśli?

Zresztą, ten nieposprzątany pokój, to temat na zupełnie osobną rozmowę:

Posprzątaj wreszcie ten pokój! Później, jutro, nigdy. Właściwie, o co ci chodzi, przecież jest posprzątany?

To jest coś w rodzaju efektu motyla połączonego z piętrzącymi się trudnościami. Efekt motyla to wizja, w której machnięcie skrzydłami w jednej części kuli ziemskiej może spowodować zmiany na drugim końcu świata. Teoretycznie może się to wydarzyć i wiele dyskusji naukowych i filozoficznych, o ten efekt się toczy.

W tym wypadku muśnięcie skrzydeł motyla – twoje dotrzymanie obietnicy (groźby) – dotyka też Bogu ducha winną babcię. Dlatego bycie konsekwentnym rodzicem w połączeniu z dyscypliną, jest tak podstępną i trudną do ogarnięcia kombinacją.

Tata mówi jedno, a mama drugie

W idealnym (czyt. podręcznikowym) świecie byłoby tak, że rodzice zawsze mówią jednym głosem. Jednak wiem, że – zwłaszcza kiedy rodziny są patchworkowe albo po prostu rozwiedzione – trudno o jeden głos. W takich przypadkach najtrudniej też o konsekwencję, bo skoro u taty można to czego u mamy nie można, to dziecko jest po prostu zdezorientowane. Na pewne sprawy życiu wpływu nie mamy. Co nie znaczy że nie trzeba o tym z dzieckiem stale rozmawiać.

Jednak już tak chętnie nie rozgrzeszałabym rodziców, którzy mieszkają pod jednym dachem i zgodnie twierdzą, że zależy im na jednym froncie. Jeśli tak jest, to go wspólnie ustalcie i zapiszcie. Razem z dzieckiem, jeśli jest już w odpowiednim wieku. Łatwiej dotrzymywać zasad, które się samodzielnie tworzyło czy negocjowało, niż tych narzuconych z góry.

Kiepska taktyka

Kolejny raz powiem, że rodzice łatwo nie mają. Tyle jest porad na temat wychowania, że już się człowiek gubi w tym, co działa, kiedy i na kogo. Sama takich porad udzielam, jednak zawsze, ale to zawsze powtarzam, że każdą z nich trzeba dostosować do wieku i możliwości dziecka. Ba, nie tylko dziecka, ale całej rodziny.

Chcesz porozmawiać z pedagogiem on-line? Kliknij po więcej informacji»

Nie ma innej drogi jak testowanie, czyli metoda prób i błędów. Ale nie na chybił trafił, dziecko to nie królik doświadczalny. Zanim cokolwiek się zastosuje, zawsze warto najpierw się trochę na ten temat dowiedzieć. A potem jeszcze przemielić przez własne przekonania, doświadczenia, wiek dziecka, charakter i tysiąc innych czynników.

Jedną z (w miarę) uniwersalnych taktyk, które mogę w tym temacie podrzucić jest – działaj tu i teraz. Jeśli jakieś zachowanie dziecka sprawiło, że czujesz się zdenerwowana, zakłopotana, zdziwiona i ogólnie chciałabyś się dowiedzieć co i jak, to od razu pytaj i dowiaduj się od dziecka. Pewnie jakieś powody są. A potem reaguj bez odkładania sytuacji na potem. Oczywiście jeśli się da. Jeśli maluch w histerii, to trzeba trochę odczekać, to jasne.

Młodsze dzieci kompletnie nie powiążą dużo później z tym, co się wydarzyło dużo wcześniej. Starsze będą się tylko stresować twoim: Porozmawiamy o tym jak tata wróci do domu. Nie dość, że taktyka straszenia jednym z rodziców jest słaba, to jeszcze dodatkowo stresuje (i nakręca) dziecko. Poza tym, maluch może zrozumieć, że czekamy na tatę, bo bezradna mama nie wie co zrobić. I wreszcie, nie będzie pamiętał, o co ta cała afera. Nawet jeśli przypomnisz, to dla takiego dwulatka, sytuacja z obiadu roztrząsana przy kolacji, jest jak dla nas rozmawianie o Kleopatrze i tym, co mogła czuć kiedy kąpała się w mleku.

Zły przykład

Co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie. Znasz takie brzydkie powiedzenie? Jeśli znasz, to pewnie znaczy, że słyszałaś je w dzieciństwie. Ja słyszałam kilka razy i budziło we mnie tylko jedno zachowanie: bunt.

Jeśli dorosły uważa, że wolno mu więcej, to pewnie ma rację. Jednak po to jest się dorosłym i świadomym rodzicem, żeby dawać dziecku dobry przykład. Jeśli palisz, to nie dziw się, że twój nastolatek łatwiej sięgnie po papierosa mimo twoich przestróg i wszelkich argumentów „na nie”, które znasz z pierwszej (doświadczonej) ręki. Oczekując od dziecka trzymania się wspólnie ustalonych reguł, powinniśmy się ich też trzymać.

Dlaczego dorosły nie je deseru przed obiadem na oczach dziecka? Jest dorosły i teoretycznie mógłby to zrobić, jednak… no właśnie. Ten przykład jest bardzo wyrazisty, ale ta sama zasada dotyczy: palenia, picia, bałaganu, spóźniania się, mówienia źle o innych itd. Dokładnie ta sama.

Wiemy, że nam wolno zjeść ten deser. Ale jakoś intuicyjnie czujemy, że zjedzenie go jest rodzicielskim strzałem w kolano i mało kto się na to odważy, prawda? Jednak do całej reszty podchodzimy jakoś tak luźniej. Ciekawe dlaczego?

Ignorowanie podstaw

Za podstawy uważam sen, jedzenie, brak stresów itd. Każdy człowiek ma lepsze i gorsze dni. Dzieci przecież tak samo. Jeśli dziś jest ten dzień kiedy powiedziałaś: Dziwnie się jakoś czuję, pewnie przez ta pogodę, to weź pod uwagę, że to jest też ten dzień kiedy dzieci mogą szaleć bardziej niż zwykle.

Dorosłym często zdarza się usprawiedliwiać niechęć do posprzątania, umycia naczyń, pójścia na siłownię czy na spacer, właśnie złą pogodą. Kiedy dzieci mają gorszy dzień robimy wszystko, by je zdyscyplinować. I jakoś się nie udaje.

Dlatego tak w kółko zawsze powtarzam, że okoliczności mają ogromny wpływ na zachowanie małego człowieka. Mógł źle spać, może go coś boleć, może był dziś głodny lub w przedszkolu było ciężko. Tak też się zdarza. Czasem nie poradzisz, wtedy można tylko zrozumieć i przetrwać.

Jednak kiedy wiesz, że masz na coś wpływ, to zabezpieczaj te potrzeby. Pewnie wyjście z placu zabaw odbędzie się łagodniej jeśli dziecko nie będzie zbyt zmęczone, zbyt głodne czy „przebodźcowane” hałaśliwą muzyką. Czasem wystarczy przed końcem zabawy dać kilka minut na tzw. ochłonięcie, łyk wody i otarcie potu z czoła. Na takie rzeczy masz przecież wpływ.

Brak informacji

Ostatnio jedna z mam ze smutkiem powiedziała mi, że nie może spokojnie zrobić zakupów, bo dziecko na dziale z zabawkami wszystko rozrzuca. Dodam, że to trzylatek, któremu da się już wiele wytłumaczyć. Zapytałam, czy rozmawiała z nim o zachowaniu w sklepie? Czy mają jakieś ustalenia, czy choć raz ćwiczyli wcielanie ustaleń w życie? Nie.

Nie trudno mi wyobrazić sobie malucha, który wpuszczony na dział z zabawkami rzuca piłką (bo piłka jest do rzucania), naciska klawisze na każdym grajku (bo klawisze są do naciskania) itd. Dla sklepu to chaos i demolka, ale dla dziecka to zupełnie naturalne zachowanie. Kiedy mu mama mówi: Nie ruszaj!, to żadna informacja.

O ile młodszym dzieciom trudno po prostu wytłumaczyć, tak już ze starszym można się umówić na konkretny czas, ilość zabawek, które będzie oglądało itd. Powiedz, dlaczego nie wszystkie pianina trzeba naciskać. Sprawdźcie choć raz czy wszystkie mają ten sam dźwięk i już maluch będzie wiedział, że tak. Nie musi więc naciskać wszystkich. Pokaż mu, że ma w domu tego różowego misia, dlatego nie kupicie kolejnego. Wiem, trzeba się nagadać, ale się da. Im więcej informacji, tym lepszy ogląd sytuacji.

Za dużo wymagań

Czasami zdarza się przeładować dziecko naszymi wyobrażeniami o tym, jakie powinno być. Jaka powinna być fajna rodzina. Każdy chce mieć fajną i to jest dla mnie jasne. Nie wiem tylko czy dla małego dziecka jest to tak samo jasne? Kiedy biega po domu z wrzaskiem, to czasem po prostu potrzebuje pobiegać. Jak to się wpisuje w model fajnej rodziny? Czasem rzuca w nas makaronem, niszczy zabawki, rozchlapuje wodę z wanny. A my byśmy chcieli żeby tego nie robiło, bo dostało taki komunikat, że nie wolno.

Jest mnóstwo technik, które sprawią, że da się dogadać z dzieckiem na różnych polach. Jednak weź pod uwagę jedną kwestię – w pewnym wieku pewne zachowania są potrzebne dziecku do poznania siebie i rozwoju. I najczęściej są to irytujące zachowania, bo maluch przeklina, ucieka, bawi się w wojnę, nie usiedzi przy stole. Każdy wiek ma takie zachowania.

Zerknij na artykuł:

Ja mówię „nie”, a on patrzy mi w oczy i rzuca we mnie zabawką. Znasz to?

I tu już właśnie jest do podjęcia rodzicielska decyzja. Które z nich postarasz się zrozumieć i uszanować, a za które uciekniesz się do tzw. dyscyplinowania. Bo kiedy ktoś na dwulatka krzyczy, że ten biega, to jest kara. I pewnie dziecko ze strachu przed wrzaskiem się zatrzyma. Ty nie lubisz słuchać wrzasków i dziecko też nie lubi. Ale po pięciu minutach znowu zacznie biegać, bo to jest jego potrzeba rozwojowa. I niedługo minie.

Jasne, że nie na wszystko trzeba się zgadzać, „bo to taka potrzeba rozwojowa”. Od czego wspólne ustalanie reguł? Ale można trochę odpuścić wiedząc, że rozpruty przez czterolatka miś to nie jest sygnał, że rośnie ci pod dachem psychopata. To sygnał, że masz ciekawe świata dziecko. Chciało sprawdzić, co miś ma w środku, bo nawet jak powiedziałaś, że watę, jakaż to jest informacja dla czterolatka? To tylko powód do sprawdzenia, jak smakuje taka wata. I tak z wieloma sytuacjami, które zrzucamy na karb braku dyscypliny. Im bardziej za to się irytujemy, tym bardziej dziecko się dziwi, że komuś jego naturalne zachowania się nie podobają.

Tu jestem!

Na koniec zostawiam perełkę, która jest naprawdę podstępnym „mykiem” związanym z byciem konsekwentnym w odpowiednich sytuacjach. Jeśli dziecko zorientuje się, że uwagę rodzica dostaje właściwie tylko wtedy kiedy coś zbroi, to zaczyna robić wiele, by tę uwagę mieć. Robi to bardzo konsewkentnie.

Zatem warto zauważać małego człowieka także (zwłaszcza!) w jego najlepszych momentach. Zachowania „grzeczne” są dla rodziców czasem sygnałem, żeby dziecka nie zaczepiać: A grzecznie się bawi to nie będę rozpraszać, bo jeszcze coś ode mnie będzie chciał. Czasem więc kiedy dziecko zachowuje się zupełnie poprawnie, zgodnie z naszymi oczekiwaniami i ustalonymi regułami, zupełnie je ignorujemy.

A przecież wzmocnienia pozytywne, zauważenie, pokazanie że jestem, czuły gest, dotyk, uśmiech, spojrzenie itd. sprawiają, że maluch czuje się dobrze. Im więcej takich sytuacji, w których czuje się dobrze, tym więcej takich zachowań, z które nie wymagają konsekwentnego (do upadłego) trzymania się reguł.

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This