Sześciolatek i bunt?
To dobre dla dwulatka, ale żeby takie duże dziecko, aż tak nie radziło sobie z emocjami?
Co w nią wstąpiło?
Jak on sobie poradzi w szkole?

Te pytania padają często ze zdziwionych ust rodziców szalejących sześciolatków. Rozumiem to zdziwienie. W końcu sześciolatek to człowiek, który z bobasem nie ma już właściwie nic wspólnego. Oczekiwać by można, że będzie się potrafił odnaleźć w najróżniejszych sytuacjach.

I na tych oczekiwaniach zatrzymałabym się na chwilę, bo one są przyczyna tego zdziwienia. Nasze dorosłe oczekiwania, często nie idą w parze z rozwojem emocjonalnym dziecka. Dokładnie tak to wygląda w przypadku sześciolatków.

Dlaczego?

Kiedy obserwujesz małe dziecko, to mniej więcej wiesz, czego się spodziewać. Mniej więcej półroczniak zaczyna siadać, roczniak chodzić, dwulatek coraz lepiej mówi itd. Im starsze dziecko, tym mniej zwracamy uwagę na takie widoczne sprawy, jak mówienie czy chodzenie.

Chcesz porozmawiać z pedagogiem on-line? Kliknij po więcej informacji»

Tak to już jest z emocjami, że dają w kość, choć ich nie widać. Zwłaszcza, że na emocjach (buntach, histeriach i komunikacji) z młodszymi, skupiamy się bardzo mocno, a już na komunikacji ze starszym dzieckiem – niekoniecznie.

To zupełne normalne, że sześciolatek potrafi powiedzieć, o co mu chodzi, prawda? Dlaczego więc nagle budzimy się w domu, gdzie dziecko zamienia się w Godzillę niszczącą wszystko na swej drodze. Niszczącą czynem i słowem.

Czy istnieje więc coś takiego jak bunt sześciolatka? Generalnie z ostrożnością podchodzę do słowa bunt w każdym wieku. Używam go roboczo, dla określenia pewnego sposobu zachowania, ale zwalanie wszystkiego na bunt, który należy przeczekać, nie jest sposobem wychowania bliskim mojemu sercu. Ten bunt oznacza, że coś się dzieje. Tylko właśnie co?

Co się dzieje w sercu sześciolatka?

Powiedziałabym, że przede wszystkim przeżywa. Nie widzisz tego, ale to się dzieje, dlatego zaczyna szaleć. Przeżywa zmiany związane ze sposobem edukacji i wymaganiami, jakie są przed nim postawione. To jest balansowanie na krawędzi. Zwłaszcza, że w Polsce, obecnie wielu rodziców zastanawia się, czy posłać do szkoły, czy zostawić w przedszkolu.

Sama nie tak dawno stałam przed tym wyborem i zderzyłam się z nim pracując w szkole. Dlatego stworzyłam wpis, który może coś rozjaśni zestresowanym i zdezorientowanym rodzicom.

Sześciolatki w szkole. Jak zdecydować, czy twoje dziecko powinno pójść do pierwszej klasy (i nie czuć się winną)

Jeśli szukasz przyczyny emocjonalnej huśtawki u sześciolatka, to zbadaj kilka tematów. Nie po to, żeby emocje całkowicie zniknęły. Po to żeby pomóc własnemu dziecku, choćby przez rozmowę o tym, jak to było kiedyś, a jak będzie jutro.

Nie podrzucam tych przyczyn po to żeby ktokolwiek – niczym szpieg z Krainy Deszczowców – zakradał się, badał, szukał i uciszał emocje, bo to irytujące zachowanie. Podrzucam je po to żebyś mogła podążyć za dzieckiem w jego poszukiwaniach. Pewnie samo tak do końca nie wie, czego szuka. Na pewno nie potrafi tego określić.

Wiesz jaki jest wyznacznik ogromnej dojrzałości emocjonalnej sześciolatka? Kiedy zapytany: Dlaczego płaczesz?, odpowiada ci, że nie potrafi podać powodu. Rozumiesz? On zdaje sobie sprawę z tego, że nie wie. Ale wie, że coś się dzieje. Świadomość, to bardzo cenna sprawa.

Więc nie pytaj po to żeby się dowiedzieć dlaczego płacze. Nie pomożesz w byciu sześciolatkiem, kiedy za każdym razem przeprowadzisz śledztwo z powodu płakania/złego humoru/pyskowania/wybuchu emocji. Daj popłakać jeśli tego potrzebuje. Bądź.

O wybuchach, fochach, pyskowaniu i wielu innych sprawach opowiedziałam w podcastach. Ściągnij sobie aplikację i posłuchaj w wolnej chwili tematu, który „akurat przerabiacie”.

Podcast Tylko dla Mam

Kilka przyczyn do wybuchu

Bardzo często sześciolatki idą do pierwszej klasy. A nawet jeśli nie idą, to wizja szkoły zbliża się wielkimi krokami.

No, teraz już jesteś w zerówce.
To ostatni rok w przedszkolu, a potem się zacznie.
Jesteś już prawie pierwszakiem.
Musisz poćwiczyć litery, jeśli chcesz sobie poradzić w szkole!

Czasem wypowiadamy (niektóre z tych zdań) z dumą, bo przecież to już prawie uczeń. I taka jest prawda. Jednak dziecko raczej nie słyszy dumy w głosie dorosłego, ale zaczyna sobie
w y o b r a ż a ć… i się bać. Stresować może bardziej niż lękać. W każdym razie, zasypane takimi uwagami, może się poczuć zaniepokojone.

Czy to znaczy, że już się nawet odezwać nie można na temat szkoły?

Jasne, że można. Tego rodzaju uwagi (może w trochę bardziej uwrażliwionej formie) z pewnością można kierować w stronę sześciolatka. Ale nie same. Nie zostawiaj dziecka z niedopowiedzeniem, bo jest więcej niż pewne, że bystry sześciolatek sobie dopowie.

W przeciwieństwie do trzylatka idącego do przedszkola, starszak potrafi sobie wyobrazić, jak to będzie. Może nie od początku do końca, ale z pewnością  w y o b r a ż e n i e  o swej szkolnej przyszłości, ma. Jak ono będzie wyglądać i czy będzie generować niepokój (za którym idą najróżniejsze zachowania – od wrzasków, przez obrażanie się, aż po wycofanie) zależy w dużym stopniu od ciebie. Od rodziców.

Pozwól się bać. Rozmawiajcie o lękach, jeśli się takie pojawiają. Najgorzej dla dziecka to udawać, że ani ty (ani nikt) się nie stresuje. Bo nie ma czym. A przecież jest czym, bo szkoła to nowa sytuacja. Zamiast mówić: Nie ma się czym martwić lub klepać po głowie ze słowami: Wszystko będzie dobrze, lepiej podać kilka konkretów. Ani słowo wszystko, ani słowo dobrze, konkretami nie są. Szukaj więc pozytywnych sytuacji z własnego dzieciństwa, zbierajcie informacje od starszych kolegów itd. To są konkrety.

Pomożesz zapanować nad emocjami jeśli często będziecie rozmawiali o szkole i oswajali w tych rozmowach nieznane. Bardzo wzmocnisz poczucie wartości sześciolatka kiedy pokażesz mu (dosłownie) jak świetnie sobie radzi z literami, rysunkami, szlaczkami itd. Łatwo to zrobić pokazując prace sprzed roku (rysunki, zapiski, wyklejanki itd.) i z dzisiaj. Zakładam, że te dzisiejsze wypadają lepiej na tle pozostałych.

Dużo mówiłam o konstruktywnych pochwałach, które są ważnym elementem budowania poczucia wartości i bezpieczeństwa. Zerknij na film z nagrania podcastu. Jeśli masz ochotę, subskrybuj kanał Tylkodlamam.pl na You Tube, bo tam często pojawiają się ciekawostki dla rodziców.

Tę dzielność, która jest dla sześciolatka pewnym dowodem na to, że da sobie radę w najróżniejszych okolicznościach, pokazuj też na innych polach. Nie tylko w związku z edukacją. Jeśli dziecko ma jakieś nowe obowiązki domowe, z którymi jeszcze rok temu by sobie nie poradziło, warto to podkreślić. Jeśli zaczęło wyraźniej wymawiać niektóre wyrazy (np. z głoską R), a do tej pory miało z tym problem, to też wyczyn.

To niby jasne, że rośnie i robi postępy. Ale właśnie twoja rola polega na tym, żeby mu to wyraźnie pokazać. Co jest jasne dla dorosłego, dla dziecka często pozostaje niezauważalne.

Jeszcze dziecko

Szkoła to nie jedyne zmartwienie sześciolatka. On trochę jeszcze jest dzieckiem, maluchem, a już jedną nogą uczniem, czyli dorosłym. Takie stanie na rozstaju dwóch światów (i wymagań z nimi związanych) jest naprawdę męczące. A nie ma ucieczki więc czasem człowiek wybuchnie.

Nawet jeśli ty nie narzucasz dziecku żadnych wymagań związanych z byciem ogarniętym uczniem i pozwalasz być dzieckiem, to sześciolatek potrafi sam sobie takie ograniczenia narzucić. Świat już go zdążył poinformować o tym, co powinien, a czego nie.

Kiedy więc ma ochotę na wygłupy i szaleństwa, które jemu kojarzą się z byciem maluchem, może się sam ze swoimi rozterkami miotać. Często dorośli dolewają oliwy do ognia komentarzami w stylu: No taki duży, a zachowuje się jak maluch. Czy to wypada sześciolatkowi?

Popada w skrajności

To stanie na pograniczu dwóch światów wygląda mniej więcej tak, że czasami dziecko złości się, na pewno szybko się denerwuje, poddaje się bez zawalczenia o wygraną, bywa wybuchowe i przede wszystkim – nie uznaje kompromisów.

To ten moment, kiedy wszystko jest dość mocno czarne albo białe. Jest to męczące dla otoczenia, ale i dla samego sześciolatka. Bo przecież pamiętaj, że on stoi w rozkroku. Nie jest jeszcze całkiem dorosły (czarne), ale już wie, że nie jest też dzieckiem (białe). Czy to nie powód do wybuchu?

Oczywiście, że powód. Do płaczu, zdenerwowania, chęci zrobienia czegoś, żeby inni poczuli, co on czuje. Nie myl tego ze złośliwością. To raczej takie lekko desperacka chęć zwrócenia na siebie uwagi.

Możesz pomóc przez samo bycie blisko i pokazywanie, że kochasz i wspierasz niezależnie od rodzaju wybuchu. Wiem, że te wybryki sześciolatka mogą być naprawdę dziwaczne, irytujące, nawet agresywne. Im cześciej pokażesz, że rozumiesz, tym mniej ich z czasem doświadczysz.

Jak? Pokaż sześciolatkowi, że ta dorosłość (która dla niego jest pewną nowością) ma swoje dobre strony. Jest samodzielny, myśli logicznie, potrafi przewidywać, podejmować decyzje. Bo ta wybuchowość często też wynika z tego, że niby jako rodzice wiemy, że dziecko jest już duże i samodzielne, a jeszcze wciąż nie dajemy tej samodzielności tak do końca odczuć.

Trzeba podjąć kilka kiepskich decyzji żeby zrozumieć smak samodzielności. Wszystko oczywiście w granicach rozsądku i bezpieczeństwa. Ale też z twoim wsparciem i poparciem. Jeśli w wyniku takiego samodzielnego podejmowania decyzji zostanie np. zniszczona jakaś zabawka czy książka, to twoja rola wymaga więcej niż rzucenie przez zaciśnięte zęby: A nie mówiłam?

Takie doświadczenie

Planując rok z sześciolatkiem, zaplanuj po prostu wybuchy emocji, zmienność zachowań, pewne straty i doświadczenia. Dosłownie eksperymenty. Sześciolatki bardzo je lubią i dzięki nim poznają świat. W ramach samodzielnego doświadczania, podsuwaj ciekawe eksperymenty, żeby dziecko mogło dać upust ciekawości i sprawdzić się w najróżniejszych sytuacjach.

Jakie? Takie domowe np. hodowanie roślin, robienie domowego mydła, wspólne gotowanie, rozkładanie starych zabawek na czynniki pierwsze, odwiedziny w schronisku dla zwierząt i koniecznie coś ze sportu. Wszystko to, co pokaże dziecku świat i wzbudzi emocje. Razem je nazywajcie i o nich rozmawiajcie. Tego rodzaju bycie przez działanie, to najlepsza forma spędzania czasu z sześciolatkiem.

Patrz na mnie!

Dla sześciolatka bardzo ważne jest bycie w centrum uwagi. Ktoś powie: Co nowego? W każdym wieku się o tym mówi. W zasadzie jest to prawda. Kiedy jednak dziecko wchodzi w ten sześcioletni wiek, jak na papierku lakmusowym widać naszą – czyli rodziców – robotę. To, czy wykonaliśmy ją dobrze. Czy miało wystarczająco dużo naszej uwagi do tej pory.

Wiesz sama, że jak dziecko się rodzi, to każdy myśli o tym, żeby dać mu jak najlepszą przyszłość. Wszyscy życzą zdrowia i przebąkują coś o tym, że to co posiejesz, niebawem będziesz zbierać. Zamiast przebąkiwać, powinni to wykrzykiwać! Wydaje mi się, że właśnie ten wiek, to pierwszy czas zbiorów. Wróci po części to, co zostało włożone w wychowanie w poprzednich latach.

O jakie zbiory chodzi? Właśnie o zabezpieczenie w dziecku tej potrzeby bycia widocznym. Bycia w centrum uwagi. Jeśli malec czuje, że jest ważny, że nie musi się zbytnio wysilać i walczyć o rodzicielską uwagę, to będzie zwyczajnie spokojniejszy. To są właśnie swoiste żniwa, zaczynamy zbierać plony. Widać teraz dokładnie, czy ta nasza uwaga była (i wciąż jest), z punktu widzenia dziecka, wystarczająca.

Ktoś może powiedzieć, że dziecku nigdy nie będzie dosyć. Ma naszą uwagę i wciąż się domaga. Nie mogę się z tym zgodzić. Wręcz przeciwnie. Jeśli sześciolatek czuje, że rodzice naprawdę często są na nim skupieni, to po jakimś czasie (bliżej siódmych urodzin) zacznie wręcz uciekać. Zacznie zamykać się w swoim pokoju, domagać się prywatności, zajmować swoimi sprawami.

Kiedy jednak ma poczucie, że tej uwagi jest za mało, to zabiega o nią na różne sposoby. I znowu wtedy mówimy, że sześciolatka trudno ogarnąć. Że wyczynia cuda i nie da się nad nim zapanować. Brak uwagi, a właściwie chęć jej zwrócenia na siebie, to kolejny trop, za którym możesz podążyć w poszukiwaniu zrozumienia zachowań swojego sześcioletniego dziecka.

Co rozbić w tej kwestii?

Może nawet to samo, co powyżej – być i eksperymentować. Sześciolatek jest już na tyle dużym dzieckiem, że nie potrzebujesz ciągle wymyślać, jak można się z nim pobawić i wciąż proponować coś nowego. Jak dla mnie, to jedna z ogromnych zalet bycia rodzicem już nieco starszego dziecka.

Zapytaj, tak zwyczajnie, na jaki eksperyment ma dziś ochotę. Co chciałby zobaczyć, zrobić, razem przeżyć. I zanim to wszystko podasz na tacy, to zabierzcie się za wspólne planowanie czasu. Już samo planowanie (oczywiście warunek jest taki, że jak planujecie, a ty obiecujesz, to trzeba ten plan wykonać) sprawia, że dziecko czuje spokój, bo wie, że za kilka dni przeżyjecie wspólnie wspaniałą przygodę.

Pewnie jak zapytasz, to czasem usłyszysz kosmiczne odpowiedzi. Wycieczka do Paryża, czy wspięcie się na szczyt prawdziwego wulkanu, często nie wchodzą w grę. Jednak nawet kiedy musisz odmówić, to zaproponuj coś w zamian. Sześciolatek przecież zrozumie, że nie możecie jechać na zwiedzanie prawdziwego wulkanu, ale możecie przecież w weekend zaplanować przygotowanie eksperymentu i budowanie mini wulkanu na podwórku.

To nie wymaga wielkich nakładów finansowych, tylko przygotowania. Zaplanujcie więc, co trzeba kupić, gdzie to będzie, o jakim czasie, kto będzie w tym uczestniczył. Zaangażuj w planowanie. To zaprocentuje nie tylko uspokojeniem nerwów, ale też umiejętnością organizowania sobie czasu w przyszłości. Na pewno nie zostawiaj tego dziecku na głowie, bo chodzi o twoją uwagę i wspólne zaangażowanie.

Nie lubię cię!

Od razu też powiem, że to planowanie i koncentrowanie uwagi na dziecku, nie przyjdą łatwo. To czas kiedy trzeba się zamienić w dyplomatę o anielskiej cierpliwości. To czas, kiedy usłyszysz: Nie lubię cię, Nie mów mi co mam robić, Mam ciebie dosyć, Chcę mieć innych rodziców. Różne takie, do których raczej się nie przywiązuj.

Tobie pewnie też zdarzyło się palnąć coś w afekcie. Sześciolatek żyje w afekcie. A już na pewno bardzo często z nim bywa, kiedy coś idzie nie po jego myśli. A jak pewnie pamiętasz, jest dość radykalnym człowiekiem, popadającym w skrajności.

Problem polega na tym, że rzadko wszystko idzie po myśli radykała. Skrajności to najgorsza forma komunikacji, tylko sześciolatek potrzebuje czasu, żeby się o tym przekonać. Póki co, on żyje skrajnościami. Albo jest mu wesoło na całego (i szaleje, co czasem nazywamy popisami) albo jest mu smutno na całego (i szaleje, co czasem nazywamy fochem).

Jeśli podejdziesz do tego, jak do testu na cierpliwość, to może jakoś obejdzie się bez ofiar w ludziach. Cały odcinek podcastu poświęciłam technikom ćwiczenia cierpliwości rodzicielskiej. Jeśli masz 10 minut, to posłuchaj od razu. Możesz też ściągnąć aplikację i odsłuchać kiedy znajdziesz chwilę.

TDM 035: Sto razy ci to już powtarzałam! Poćwicz swoją cierpliwość 

Przypomnij sobie jak ty byłaś dzieckiem i testowałaś cierpliwość swoich rodziców. Jak wkurzali cię koledzy, jak świat się walił kiedy pokłóciłaś się z najlepszą przyjaciółką. Jak afera za aferą wybuchały, kiedy chciałaś sprawdzić, czy plując przez otwarte okno do czyjegoś domu, trafisz na stół, a trafiłaś w twarz sąsiadki (taka moja osobista retrospekcja, jeszcze raz przepraszam panią Bekusową :)). Tych rzeczy będzie w tym roku bardzo dużo.

Trzeba sprawdzić

Możesz się na nie złościć, obrażać, dziwić i pukać w czoło, ale one nie są kierowane przeciwko tobie. One są kierowane do świata. To jest pytanie od sześciolatka do świata, które brzmi mniej więcej tak: I co ty świecie na to? Byłoby świetnie, gdyby świat zareagował. Czasem to robi. Najcześciej jednak reagować muszą rodzice. I tutaj znowu ty jesteś wywołana do odpowiedzi.

Sześciolatek chce wiedzieć, co ty zrobisz w konkretnej sytuacji. Dobra, dowiedział się, jakie masz zdanie w sprawie wyrywania kretom nóg, bicia młodszej siostry, podkradania słodyczy przed obiadem, przeklinania, wybekiwania alfabetu (świetnie, że zna alfabet).

Ale wciąż nie wie, co myślisz o pomalowaniu niezmywalnym markerem lodówki. A jak już się dowie, to przyjdzie mu do głowy kolejne wyzwanie dla świata. Im więcej objaśniasz, tym więcej rozumie, tym trudniej będzie mu wymyślić kolejne wyzwanie.

Wiele też zależy od tego, jak objaśniasz. Bo sześciolatek chce wiedzieć, gdzie jest granica. Między innymi chodzi o granicę twojej cierpliwości. Ale też o ogólne – granice dla dziecka, któremu od jakiegoś czasu powtarzasz, że jest już duże, samodzielne, bystre i niedługo będzie uczniem (lub już jest). To nowa rola, nowe informacje więc nie dziw się, że te granice też muszą być nowe. Na nowo postawione.

Co z tym światem?

Kolejnym powodem do wybuchów związanych z sześcioletnim żywiołem w domu, jest jedno bardzo zaskakujące odkrycie. Dziecko odkrywa, że świat czasami nie chce z nim współpracować. Po kilku eksperymentach i przeanalizowaniu zdobytego w trakcie całego życia doświadczenia, dochodzi do takiego wniosku. To jest szok dla sześciolatka! On wywołuje reakcje, których do tej pory, po swoim dziecku się nie spodziewałaś.

Sześciolatek zaczyna kłamać, mądrzyć się, oszukiwać w grach i manipulować rzeczywistością. Tak jak jemu wygodnie. Robi to dlatego właśnie, że świat sam z siebie, nie chciał tego zrobić. Kiedy jest się radykałem (a wiesz, że twoje dziecko przez jakiś jeszcze czas nim będzie) to wiele pomysłowości i energii wkłada się w naginanie rzeczywistości do swoich potrzeb i wyobrażeń.

Może nie jest to najszczęśliwsze skojarzenie, ale to zachowanie sześciolatka przywodzi mi na myśl, działania niektórych polityków. Jeśli coś nie jest po mojej myśli, to zniszczę, spalę, schowam, wywiozę. Dlatego sześciolatek, który nie czuje się bezpiecznie, sieje dookoła siebie spustoszenie. Dlatego bywa, że zniszczy ulubioną zabawkę, pokłóci się z ulubionym kolegą, zrobi komuś przykrość.

Jeśli zmyśla, to nie dlatego, ze źle go wychowałaś, tylko dlatego, że pragnie aby było po jego myśli. Wewnętrzny upór nie pozwoli mu się przyznać do błędu, pogodzić z przegraną, nie zawalczyć o to, żeby było sprawiedliwie.

Sprawiedliwie, czyli jak?

Z tym, że sprawiedliwość jest tu pojmowana bardzo sześcioletnio, co oznacza zazwyczaj każdemu po równo. To czas kiedy rodzi się w dziecku po prostu poczucie sprawiedliwości i chciałoby żeby świat o tym wiedział. Jak najwięcej tłumacz sześciolatkowi, że sprawiedliwie to nie znaczy dla wszystkich po równo. Sprawiedliwie, to znaczy zgodnie z potrzebami danego człowieka.

Zwłaszcza, że często odbija się to na rodzeństwie. Sześciolatki często bywają już starszymi braćmi lub siostrami. Niezależnie od różnicy wieku między rodzeństwem, sześciolatek chce być traktowany równo. Tak jak pozostali. Dla ciebie jasne jest, że młodszym dzieckiem trzeba się zajmować (w sensie pielęgnacji) więcej i inaczej niż starszakiem. Ale dla starszaka nie jest to jasne, bo przecież wszystko jest albo czarne, albo białe.

Tu też sprawdzi się działanie na konkretnych przykładach. Bo sześciolatek, mimo swego uporu, głupi nie jest. I doskonale rozumie, że gdybyś  f a k t y c z n i e  zaczęła go traktować identycznie, jak rodzeństwo, to nie byłby zadowolony. Mała Kasia nie może sama wychodzić na plac zabaw, a ty już możesz sam wyjść sam przed dom itd. Konkrety przemawiają do wyobraźni sześciolatka. Bo jest to bardzo logiczny i konkretny człowiek. Tym możesz wygrać i sprawić, że zaczniecie rozmawiać.

Spodziewaj się dyskusji i nie bo nie oraz dużej ilości al,e ale, ale…, ale właśnie bunt sześciolatka jest o tyle lepszy od buntu dwulatka, że to już człowiek myślący bardzo logicznie. Używając logicznych argumentów i wskazując korzyści płynące z tej czy tamtej czynności, na pewno szybciej się dogadacie.

Tu z kolei na pewno przyda ci się odcinek o motywowaniu do współpracy. Jest idealnie skrojony na potrzeby rodziców sześciolatków:

TDM 030: Motywowanie dziecka do współpracy

To jednak nie Godzilla

Wiem, że z tego opisu trochę wyłania się obraz postrachu dorosłych, który tylko krzyczy i się obraża. Wcale tak przecież nie jest każdego dnia, prawda? Zebrałam tu mnóstwo tych trudniejszych momentów, dlatego może to z boku tak wyglądać.

Przecież nie wszystkie te trudne chwile dzieją się na raz. Bywa, że tak, ale ogólnie sześciolatek to też cudowna poczwarka, przeobrażająca się w motyla. Z przedszkolaka zamienia się w ucznia i to jest już całkiem nowy etap w życiu.

Za chwilę pewnie zobaczysz, jak zmienia się też fizycznie. To ten rok, kiedy tak bardzo to widać, zwłaszcza na twarzy dziecka. Zmieniają się rysy i ogólnie wygląd. Ma to związek z wyrastającymi zębami stałymi, ale też po prostu, z pewną dojrzałością. Nie masz już w domu dzieciaczka. Od ciebie zależy, na ile ten (niesforny póki co) pisklak rozwinie skrzydła i odważnie poleci w szkolny i rówieśniczy świat.

Szkolne tematy

Przygotowując każdy wpis, zawsze staram się podpowiedzieć jak najwięcej. W przypadku sześciolatka i rozpoczęcia przygody ze szkołą, być może zainteresują cię także poniższe wpisy na blogu:

Jak przygotować dziecko do pierwszej klasy? (zabawy do pobrania)

Kosmici na lekcji? Smok w przedszkolu? Jak wydobyć informacje z przedszkolaka i ucznia (z filmem)

Zadanie domowe. To trudniejsze niż myślałam

Jak pomóc dziecku przygotować się do sprawdzianu bez ględzenia i prawienia morałów

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This