„To wszystko rodzina!” jest już kolejnym wydaniem opowieści o tym, jak wyglądają współczesne rodziny. A wyglądają bardzo różnie. Dzięki tej książce wszystkie maluchy mają szansę odnaleźć siebie i własną rodzinę na obrazkach. 

Odpowiedzi na prośby o wznowienie nakładu podjęło się wydawnictwo SAMNie dajcie się zmylić logo na okładce. Ja mam jeszcze starą wersję tej książki, ale bardzo mi zależało na pokazaniu tego, co znajduje się w środku więc korzystam z poprzedniego wydania.

Znajdziemy tu konkretne informacje o tym, jak wyglądają rodziny patchworkowe, adopcyjne, wielopokoleniowe, całkiem małe, tęczowe, skłócone, pogodzone, zafiksowane na jeden temat np. hobby, radosne, stworzone z ludzi, którzy wcale spokrewnieni ze sobą nie są. To wszystko rodzina!

Największą siłą tej książki jest dystans. Nikt tu nikomu nie mówi jak żyć, nie ocenia, nie komentuje indywidualnych wyborów życiowych. Różnorodność natomiast sprawi, że każde dziecko odnajdzie w niej kawałek własnego życia, ale też dowie się, jak to może wyglądać w innych domach.

Prowadząc grupę Aktywne Czytanie oraz konsultacje pedagogiczne online z osobami mieszkającymi praktycznie w każdym zakątku świata, nie mam wątpliwości, że współczesne rodziny są ogromną, różnorodną mozaiką powiązań, zależności i emocji. Niezależnie od kraju, religii czy wieku, tak właśnie to wygląda. Od zawsze tak było. 

Co jakiś czas w grupie pada prośba o polecenie książki, w której dziecko z rodziny np. adopcyjnej, rozwiedzionej, patchworkowej lub osieroconej, odnajdzie się i będzie mogło powiedzieć: Nasza rodzina też tu jest! O nas też tu napisali. Wiele osób szuka też po prostu tytułu pokazującego tę naszą ludzką różnorodność familijną. Mało jest takich książek na polskim rynku. Dlatego z wielką radością objęłam ten tytuł patronatem. 

To nie kaprys

Jeśli ktoś uważa, że taka potrzeba odnalezienia siebie (swojego miejsca) w literaturze, kulturze czy bajkach nie ma większego znaczenia, jest oznaką próżności lub kaprysem, spieszę z informacją, że jest w tym o wiele więcej niż kaprys. Chodzi o potrzebę przynależności, którą pragniemy (także jako dorośli) zaspokajać przez całe życie. Nikt nie lubi być wykluczony. I nie widzę powodu, dla którego ktoś miałby być. 

Dlatego cieszę się, że mamy (kolejne już) polskie wydanie książki pokazującej dzieciom te wszystkie zależności rodzinne i emocje związane z byciem częścią małej społeczności. Czasem dorosłym trudno je zrozumieć, co dopiero dzieciom. A tych emocji jest całe mnóstwo. To nie jest przecież przypadek, że mówimy: „Z rodziną najlepiej wychodzi się na obrazku”.

O czym mowa? 

Dla wszystkich zainteresowanych zostawiam szczegółowe z informacjami na temat tego, co konkretnie znajdzie się w najnowszym wydaniu i o jakich rodzinach można będzie z najmłodszymi porozmawiać.

Czuję, że warto przybliżyć tę książkę choćby dlatego, że obserwując Aktywne Czytanie znalazłam znakomity komentarz, który w zasadzie jest najlepszą rekomendacją: „Obejrzałam obrazki. Jestem Zaskoczona… na plus”. 

Zacznę od okładki, bo już ona dla wielu jest intrygująca. Jak to możliwe, że „nowa partnerka” jest szczupłą blondynką w kozaczkach, a „poprzednia żona” niekoniecznie tak wygląda. Stereotyp?

Kiedyś czytałam wywiad z psychologiem pracującym z tą książką i rodzinami od lat. Słusznie zauważył, że spoglądając na okładkę, nie zastanawiając się nad napisami i faktycznym przekazem, oceniamy na podstawie pierwszego wrażenia zamiast spróbować zrozumieć.

Mówiąc najprościej – irytujemy się, że „ta nowa” jest szczupłą blondynką w kontrze do „byłej”, bo taki stereotyp siedzi w naszej głowie. Podświadomie tak sytuację oceniamy, nie zadając sobie trudu zauważenia jak jest naprawdę. Osoby nie mające zakorzenionego takiego stereotypu, w pierwszej kolejności zaczną zbierać informacje, dopiero potem skomentują.

Faktycznie, kiedy dokładnie przyjrzymy się obrazkowi i odczytamy napis układający się w podtytuł, dowiemy się książka jest „O dziecku nowej partnerki brata taty poprzedniej żony i innych krewnych”. Wszyscy tam są narysowani i opisani. Zawiłe? Jasne! Ja też w pierwszej chwili się nabrałam. 

To naprawdę ciekawy zabieg socjologiczny ze strony twórców książki, pokazujący co siedzi w naszych głowach i czy naprawdę zależy nam na dowiedzeniu się „jak to faktycznie jest”, czy tylko powierzchownej ocenie. Osobiście uwielbiam takie smaczki w książkach dla dzieci i dorosłych. Zmuszają do refleksji, obnażając nasze myślenie stereotypami i zamiłowanie do porównań.

Rodzina kiedyś i dziś

Książka zaczyna się od pokazania rodzin zwierząt i ludzi żyjących w jaskiniach. W rodzinie (grupie) żyło się łatwiej, dlatego ludzie zaczęli je tworzyć. Od ogromnych, wielopokoleniowych rodzin, przechodzimy do tych współczesnych, małych komórek społecznych.

.

Po tym krótkim wstępie, pokazującym „klasyczny model rodziny”, zaczyna się opowieść o tym, jak wyglądają te mniej klasyczne rodziny np. tylko z jednym dzieckiem. Przy czym „klasyczny” nie oznacza tu (ani nigdzie na świecie) „jedyny słuszny”, a po prostu najczęściej spotykany. 

Pozostając w kontekście myślenia stereotypami i (absurdalnego) pozwalania sobie na ocenianie innych, przypomina mi się niezliczona ilość momentów z naszego rodzinnego życia, w których moje dziecko (jedynaczka) kolejny raz usłyszała od obcej osoby: „Życzę ci żebyś miała braciszka lub siostrzyczkę, na pewno bardzo tego pragniesz”. To takie oczywiste, że obcy ludzie wiedzą czego pragniemy i co jest dla nas dobre, prawda?  

Podobni czy różni?

Myślę, że małym czytelnikom bardzo spodoba się rozdział o podobieństwach i różnicach w wyglądzie osób spokrewnionych. Często lubimy opowiadać o tym, co mamy w genach np. kolor włosów, a czym się różnimy.

Przy okazji wyglądu jeszcze dwa słowa o ilustracjach. Wiadomo, że to akurat jest kwestią gustu, doceniam zamysł, w którym ludzie na nich przedstawieni nie są karykaturami lub modelami z reklam. Za to są właśnie tędzy, chudzi, wysocy, niscy, łysi, rudzi, piegowaci itd. Prawdziwi.

Warto z dziećmi rozmawiać nie tylko o podobieństwach, ale też o różnicach. Tak jak różne są rodziny, tak też różnie wyglądamy. Czasem dzieci dochodzą do wniosku, że nie są podobne do rodziny i zaczynają się tym martwić. Wiele 7-9 latków rozważa swoją przynależność do rodziny. Często też zastanawiają się czy przypadkiem nie zostały adoptowane lub podmienione w szpitalu.

Będą się martwić dopóki ktoś im nie wyjaśni, że różnice i kontrowersje są zupełnie normalne. Nie chodzi zresztą tylko o wygląd, ale też o cechy charakteru lub „talenty do” np. śpiewania, grania, malowania, majsterkowania itd.

Choć przy talentach nie da się iść z wyjaśnieniami jedynie w kierunku genów. Nie od dziś wiadomo, że to rodzice kształtują zainteresowania dzieci. Jeśli w domu czyta się książki, jest duża szansa, że dziecko będzie czytało w przyszłości. Jeśli uprawia się sport, to pewnie maluch polubi jakąś dziedzinę. Jeśli się krzyczy i stosuje przemoc, raczej też tak będzie kiedy dziecko dorośnie i założy swoją rodzinę. Jeśli powiela się bezrefleksyjnie stereotypy – oczywiście dziecko będzie je powtarzać.

Rozwód – i co dalej?

W książce jest też mowa o rodzicach, którzy się rozstali, ale żyją w zgodzie oraz o takich, którzy po rozwodzie nijak nie potrafią się dogadać. Osobiście uważam, że pokazanie życia w dwóch domach (jakże powszechnego obecnie wśród dzieci, zwłaszcza weekendowo) jako pozytywnej sprawy, jest dość istotne. 

Dzieci z rozwiedzionych rodzin niekoniecznie oczekują współczucia z powodu posiadania dwóch pokoi, dwóch podwórek i dwóch kompletów pościeli. To tylko niektórym dorosłym wydaje się, że litowaniem się nad takimi maluchami poprawiają komuś humor. 

Patchworkowe rodziny są przepiękne i często świetnie się dogadują. Najcześciej dlatego, że tworzą je ludzie po przejściach, rozumiejący, że nie wszystko w życiu idzie zgodnie z planem. Tacy, którzy musieli o nową rodzinę zawalczyć oraz ci, którzy wyciągnęli wnioski z poprzednich doświadczeń.

Choć są tu też przedstawione bardzo prawdziwe, czasem negatywne emocje, kiedy dzieci wykrzykują: Nie jesteś moją mamą! Bywają i zgrzyty, zresztą w życiu zdarzają się znacznie częściej niż to „książkowe” dogadywanie się.

Ta książka jest swego rodzaju antidotum na „dobre rady” postronnych: „Nie mam nic do dziecka, dziecko nie zawiniło więc się dziecka nie czepiam. Czepiam się rodziców, bo żyją na kocią łapę”. Otóż, czepiając się rodziców sprawiamy ból, zakłócamy spokój i narzucamy swoje „widzimisię” ludziom zupełnie obcym.

Jest rodzaj przemocy psychicznej, która nie pozostaje bez śladu na psychice i zdrowiu fizycznym każdego człowieka. Jeśli ktoś próbuje sobie wmówić, że nie ma to żadnego wpływu na dziecko z takiej lub innej rodziny (np. żyjącej bez ślubu), to zdecydowanie sam się oszukuje.

Adopcja – szansa dla rodziny

Pięknie w tej książce pokazana jest również miłość rodzinna. To, jak się do siebie zwracamy np. pieszczotliwie. To buduje poczucie przynależności i relacje.

Tuż obok jest rozdział dotyczący rodzin adopcyjnych, w których dzieci często obchodzą urodziny dwa razy, bo świętują też dzień, w którym poznały nową rodzinę.

Nie mam rodziców – czy jestem sam?

Nie omija się też maluchów mieszkających bez rodziców np. z dziadkami lub w domach dziecka. Ludzie z domu dziecka też mogą być rodziną. Często przecież rodziny tworzy się z wyboru, niekoniecznie przez więzy krwi. To najbardziej zgodne społeczności (bo nie powstały z przymusu) powiązane wspólnymi zainteresowaniami, hobby lub troską o większe sprawy np. ekologię, podróże, zdrowie.

Macocha i ojczym

Mądrze pokazana jest też próba założenia nowej rodziny po śmierci jednego z rodziców. To także rodzaj rodziny patchworkowej, z jeszcze większą dawką emocji niż zazwyczaj, bo do przerobienia są również tematy: śmierci, bólu, tęsknoty, buntu. 

Rewelacyjnie przy okazji rozprawiono się ze słowem „macocha”, która dzięki baśniom kojarzy się raczej negatywnie. Wiedziałaś, że we Francji na macochę mówi się (dosłownie tłumacząc) „piękna mamo”? Ja dowiedziałam się właśnie z tej książki.  

Emocje – rodzinna codzienność

W każdej rodzinie zdarzają się lepsze i gorsze momenty oraz relacje. O nich również autorka nie milczy. Są rodziny, w których dzieci są bite, w których wmawia się maluchom, że klaps to nie przemoc. Są rodziny poranione emocjonalnie lub po prostu zafiksowane na pieniądze. Jest zazdrość, jest chaos, jest brak dojrzałości dorosłych. Udawanie, że rodzina wygląda jak ta z reklamy telewizyjnej jest po prostu udawaniem. Wie to każdy, kto żyje w mniejszej lub większej społeczności. 

A skoro bywa różnie, to też cieszę się, że dzieci dostają jasny komunikaty np. o tym, że dorośli nie powinni bić, a po każdej kłótni da się dojść do porozumienia używając słów: „Przykro mi” lub „Przepraszam”. I ten rozdział przydałby się chyba bardziej dorosłym czytelnikom, dla których wciąż przepraszanie dziecka jest tym samym co tracenie autorytetu w jego oczach. 

Różni

Ostatnia część książki jest moją ulubioną, bo pokazuje jak bardzo różnimy się jako rodziny. Znasz rodzinę, w której rzadko się wietrzy w domu? A znasz kogoś zafiksowanego na punkcie nart lub planszówek? Czym pachnie wasz dom? Czy ktoś z twojej rodziny mieszka za granicą? A znasz kogoś po rozwodzie? Może jest w pobliżu dziecko wychowywane tylko przez kobiety np. mamę i babcię? Czy któraś z tych rodzin jest lepsza lub gorsza? Jeśli o mnie chodzi… każda jest wyjątkowa. 

Tęczowe rodziny są wśród nas

Patchworkowe są również tzw. tęczowe rodziny, gdzie dzieci wychowują dwie mamy lub dwóch ojców. Wydaje mi się, że ten moment wzbudza najwięcej kontrowersji w polskich czytelnikach, dlatego zatrzymam się przy nim na chwilę, choć w książce zajmuje tylko dwie strony.

Skąd te kontrowersje? Oprócz myślenia stereotypami (rodzina to kobieta, mężczyzna i dzieci oraz nadużywania słowa „tylko” – tylko tak i koniec), po prostu niewiele się o tym tak naprawdę społecznie mówi, w kontekście racjonalych (bez emocji) rozważań. Bez konkretnej  edukacji niewiele też się zmieni.

Niezależnie jednak od wyznania, kraju czy koloru skóry, takie rodziny są. W Polsce w związkach homoseksualnych żyje ok. 2 mln ludzi (kliknij po więcej informacji jeśli tego potrzebujesz – tu). A przecież na Polsce świat się nie zaczyna ani nie kończy. Nasze dzieci raczej nie będą zainteresowane odcięciem od globalnych źródeł informacji. Mają możliwość podróżowania po całym świecie i poznawania najróżniejszych kultur, religii, światopoglądów i środowisk. I to mnie cieszy. 

Choćby z tego powodu warto rozmawiać o tęczowych rodzinach. Co ciekawe, czasami zdarza mi się słyszeć lub czytać wypowiedzi tupu: „Nie zgadzam się na to” lub „Nie chcę tego pokazywać dziecku”. Cóż… to nie jest kwestia zgadzania się lub niezgadzania na ich istnienie. One są. To tak jakby ktoś nie zgadzał się na istnienie rozwodów, rozwodników, alkoholików, wojen i nie zamierzał o tym rozmawiać z dzieckiem. Oczywiście, jeśli ktoś tak właśnie postanawia, szanuję jego wybór. Nie oceniam.

Ostatecznie, do każdego z nas może kiedyś przyjść syn i powiedzieć: „Kocham Adama. Rozwodzę się z żoną, bo chcę żyć zgodnie z moją naturą. Mam z Aśką dzieci i postanowiliśmy się podzielić opieką”. Takich rodzin w Polsce jest ok. 50 tysięcy.

Ktoś inny natomiast usłyszy: „Tato, jestem twoją małą córeczką i zawsze nią będę, ale kocham Julkę i z nią chcę założyć rodzinę”. Taka ewentualność nie jest kwestią naszej rodzicielskiej zgody ani sposobu wychowania dziecka. To fakt, z którym przyjdzie się niektórym zmierzyć.

Nie mogę też uciec od argumentu związanego z naturą: „Gdyby natura chciała żeby się dwóch mężczyzn rozmnażało to by im to umożliwiła”. Nie od dziś wiadomo, że w naturze zdarzają się różne rzeczy. Inność jest częścią natury, ani gorszą, ani lepszą. Jednego jestem pewna – natura z całą pewnością nie oczekuje i do niczego nie potrzebuje naszej zgody, aprobaty czy oceny.

Natura jest naturą i ma swoje powody do tworzenia inności. Większości ludzi na szczęście dała też mózgi. Korzystajmy więc z darów natury i myślmy, jeśli mamy taką możliwość. Bo idąc wyłącznie tokiem rozumowania „gdyby natura chciała”, w zasadzie nie powinniśmy używać lekarstw, protez czy chodzić do dentysty, leczyć dzieci, siebie czy tak bardzo walczyć o lepszą opiekę dla seniorów (i dla nas). Wszystko jest kwestią indywidualnych decyzji i odpowiedzialności.

Chwila prawdy

Ostatnia strona to miejsce na opisanie własnej rodziny. Chwila prawdy, bo właśnie tu można (śmiało!) czarno na białym wyjaśnić dziecku wszelkie rodzinne zawiłości. Kto ma jaką partnerkę, kto jest czyją żoną? Kto odszedł od rodziny i dlaczego? Kto jest po rozwodzie, kto ma nieślubne dziecko, z kim i jak to możliwe? Kim jest konkubent i dlaczego nie jest mężem? Kto jest sierotą, kto adoptowany, a kogo uważamy za rodzinę, choć nie jesteśmy związani genami?

Jeśli ktoś myśli, że rozmawianie o rozdziałach dotyczących rodzin patchworkowych, adopcji, osieroceniu dziecka lub rozwodzie jest trudne, to spieszę z informacją, że najtrudniejszą do ogarnięcia częścią tej książki jest właśnie ta (pusta na razie) strona – szczera opowieść o własnej rodzinie. Najtrudniejsza i najpiękniejsza zarazem. Powodzenia!

Autorka Aleksandra Maxeiner
Tłumaczenie Katarzyna Weintraub
Ilustracje Anke Kuhn
Najbardziej spodoba się dzieciom 5+.

Wydawnictwo sam to marka Anity i Roberta Jonczyków – jesteśmy młodymi rodzicami, tłumaczami i literaturoznawcami. Na polskim rynku wydawniczym jest wiele wspaniałych książek, ale jeszcze tyle można przetłumaczyć dla naszych dzieci!

Skąd nazwa „sam”? To jedno z pierwszych słów, które wypowiada każde dziecko (poza „nie!”). Tę samodzielność chcemy wspierać. Nasze książki kupisz tylko na wydawnictwosam.pl

Sprawdź cenę i dostępność tej książki!

Czasami lubię opowiadać o książkach

Wtedy razem możemy zajrzeć do środka, a ja mogę opowiedzieć, co ciekawego wypatrzyło w niej moje pedagogiczne oko. Nie przegapisz żadnego filmu zapisując się na mój Newsletter – KLIK!

Podcast Aktywne Czytanie – książki dla dzieci

Jeśli lubisz słuchac opowieści o ciekawych książkach dla dzieci, zapraszam do subskrybowania podcastu Aktywne Czytanie – książki dla dzieci.

Moje opowieści są ścieżką dźwiękową z recenzji filmowych, dlatego czasami mówię o oglądaniu ilustracji. Słychać też szelest przewracanych kartek, bo to się często dzieje na żywo.
Nie każdy jednak może (lub chce) oglądać, niektórzy wolą posłuchać.

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i mnóstwo aktywnego czytania.

Te wpisy też mogą Cię zainteresować:

Data recenzji
Nazwa produktu
To wszystko rodzina!
Ocena
51star1star1star1star1star