Widziałam niedawno w sieci rozpaczliwy apel mamy o udostępnianie posta, w którym opisuje sytuację z placu zabaw. Jej córka ma ciemniejszą skórę, bo ojciec jest Arabem. Dzieci na placu zabaw wyzywały ośmiolatkę od terrorystów i wyśmiewały się z niej. Zwyczajnie szydziły. Mała bardzo to przeżyła. Mama chyba przeżyła to jeszcze bardziej.

W tym poście zamieściła prośbę o pomoc w odnalezieniu dzieci, które się wyśmiewały z jej córki. Podała dokładnie najróżniejsze szczegóły dotyczące sytuacji i miejsca. Post rozszedł się szybko, bo inne wstrząśnięte mamy, szybko zareagować na rozpaczliwą prośbę. Gdybym chciała dzisiaj trafić na ten plac zabaw, mogłabym to zrobić bez najmniejszego problemu.

Rozumiem szok, przerażenie i gniew tej mamy. Sama przyjechałam do Anglii tuż po Brexicie i nastroje w stosunku do obcokrajowców wcale nie były… różowe. Nie podoba mi się jednak, że w tym gniewnym poście, podała dokładnie miejsce, w którym spotkać mogę jej córkę. Ja tego nie zrobię, ale szaleńców, którzy mogą zechcieć, wcale nie brakuje.

To tylko jeden z wielu przykładów na to, jak bardzo zmieniają się dzisiejsze rodziny i przed jakimi wyzwaniami stoją. Nie zawsze rodzice są przygotowani na te wyzwania. I niech mi nikt nie mówi, że kiedyś było lepiej, bo tego nie było. Kiedyś było inaczej, a dzisiaj stawiamy czoła właśnie takim problemom.

Słowo rodzina, to bardzo szerokie pojęcie. Może pomieścić wiele definicji. Zwłaszcza w ostatnich czasach, kiedy granice otwarte, możliwości wyjazdów większe, a nasze tradycyjne rodziny, bardzo się zmieniają.

Na górze bywa romantycznie

Zakładając rodzinę dwujęzyczną, najczęściej dwunarodowościową, nie zawsze człowiek zastanawia się „na przód”, co czeka jego dzieci. Kiedy motyle w brzuchu i zakochanie w sercu, problemy związane z dwujęzycznością, innym spojrzeniem na świat, wydają się zwyczajnie urocze.

Nie przegap kolejnego artykułu. Zapisz się na newsletter »

I w tym konkretnym momencie zakochania, na pewno są urocze. Są czymś w rodzaju romantycznej przeszkody do pokonania. Góry, na którą trzeba się wspiąć, żeby móc być razem. Czasem idzie trudniej – wtedy to szklana góra. Innym razem łatwiej – wtedy nawet nie myśli się o zmęczeniu podczas wspinaczki.

Właściwie porównanie z górą jest dość adekwatne, będę się go jeszcze chwilę trzymać. Jak już człowiek na nią wejdzie, to naprawdę więcej widzi. Ma lepszy ogląd sytuacji, w której się znajduje. A właściwie, tego co przed nim, czyli przyszłości. Teoretycznie wiadomo, co widać, choć na razie – z perspektywy szczytu i adrenaliny krążącej w żyłach – to wszystko jest jeszcze małe i odległe.

Nie wiem, czy też tak masz, ale mnie zawsze wydaje się, że wspinanie się na szczyt jest o wiele ciekawsze niż schodzenie z niego. Tak, wymaga więcej wysiłku, ale na każdym kroku odkrywam nieznane. Schodząc, mam świadomość, że to już trochę koniec tej przygody. Idę ścieżką, którą już raz widziałam, a stromy szczyt „popycha mnie” w pewien sposób. Nie do końca mam czas, ochotę i możliwość się zatrzymać. A myśl o powrocie na górę staje się naprawdę odległa, choć wiem, że stamtąd widok jest najlepszy i perspektywa też.

Na dole bywa trudniej

Rozmawiałam ostatnio podczas konsultacji pedagogicznych z mamą, która wychowuje dziecko w rodzinie dwunarodowościowej. Ojciec jest obcokrajowcem, a ona Polką. Nie będę się oczywiście wdawać w szczegóły naszej rozmowy, bo raz, że są bardzo prywatne, a dwa, że nie są dla tego artykułu aż tak bardzo istotne.

Za jej zgodą, a nawet trochę na jej prośbę, skupiam się dzisiaj na takich rodzinach, bo to piękne rodziny. Na pewno wyjątkowe i nietypowe. Zderzenie dwóch kultur otwiera oczy na wiele spraw, o których do tej pory się nie myślało. Nie mówię wyłącznie o problemach.

Zawsze tak jest, że najczęściej, póki coś nas bezpośrednio nie dotyczy, nie zaprzątamy sobie tym szczególnie głowy. Przez tę „otwartość”, nie mam na myśli tylko poznania innych zwyczajów, ale zwykłe poszerzenie własnych horyzontów myślenia.

To zupełnie normalne, że nowe doświadczenia, generują nowe przemyślenia i zmianę postaw, zachowań czy nawet poglądów. To, co nam się wydaje „normalne”, innym wydać się może dziwaczne. O ile rozmawiamy o tym czysto teoretycznie, jest to ciekawostka. Kiedy jednak staje się ona częścią naszego życia, trzeba trochę uelastycznić myślenie.

Chcesz porozmawiać z pedagogiem on-line? Kliknij po więcej informacji»

Co dla ciebie jest normalne?

Dzieci z takich związków też myślą więc trochę inaczej. Widzą szerszą perspektywę i to jest zupełnie normalne. To jest ich codzienny świat. Dlatego tak często dziwią się, kiedy padają ofiarami rasistowskich żartów, czy (nie daj Boże) przemocy fizycznej ze strony rówieśników. Oczywiście, im starsze dziecko, tym bardziej zdaje sobie sprawę z wyjątkowości własnej rodziny i pochodzenia (często też wyglądu), ale to wciąż szok, kiedy ktoś tę wyjątkowość uważa za powód do głupich docinków czy agresji.

Jakkolwiek brutalnie to brzmi, warto przygotować dziecko z wielokulturowej rodziny i na takie sytuacje. Bez straszenia, ale z całą powagą. Zwłaszcza jeśli mieszka się w Polsce, gdzie mimo wielu słów o otwartościnowoczesnym podejściu, tak wiele złych emocji kryje się w stereotypach wbijanych w głowy dzieci przez pseudopatriotycznych rodziców.

Jednak wielokulturowa rodzina to też skarb, bo daje możliwość poznania, od samego początku, dwóch (lub więcej) światów. Dwóch języków. Dwóch perspektyw. To jest naprawdę cenne, a dzieci z takich rodzin są naprawdę znakomitymi kompanami dla rówieśników. Mają więcej punktów odniesienia i więcej skojarzeń. Można się od nich więcej nauczyć. O co mi chodzi?

Multi mózgi

Pewnie wiesz, że do piątego roku życia, mózg dziecka rozwija się najszybciej. Im więcej słów, skojarzeń, doświadczeń, tym lepiej się rozwijają. A potem wyobraźnia. Powstaje więcej połączeń neuronowych, które sprawiają, że dziecko myśli w ten, a nie inny, sposób.

Im mniej tego rodzaju bodźców, tym bardziej ubogi słownik, wachlarz zachowań, przemyśleń, uboższa wyobraźnia. Skoro dziecko z dwukulturowej rodziny, ma tych bodźców od urodzenia podwójną dawkę, to naprawdę ma szczęście.

W dalszej perspektywie, poznawanie obu kultur po prostu wzbogaca. Jeśli dziecko nie jest postawione przed koniecznością wyboru np. gdzie chce mieszkać i co mu się bardziej podoba, to jest spora szansa, że będzie po prostu człowiekiem otwartym na nowości i poznawanie świata.

Zdecydowanie będzie mu to przychodziło łatwiej niż rówieśnikom z mniejszą ilością (naturalnie wynikających) możliwości. Jasne, że da się zwiedzić świat i poznać jak najwięcej. Mając to jednak od samego początku, można się zająć zwiedzaniem nieznanego. Czyli być o krok przed tymi, którzy mają tylko jedną perspektywę.

Do tego dochodzą dwa języki od urodzenia. Wykorzystanie dwujęzyczności w prawidłowy sposób, to inwestycja w przyszłość dziecka. Przecież płacimy koszmarne sumy za wszelkie zajęcia dodatkowe „z języków”. Tu, zupełnie naturalnie, dziecko poznaje i chłonie kolejny. Ma go w domu, na wyciągnięcie ręki i to w najlepszym wydaniu, bo takim powszednim. Nie szkolnym, nie lekcyjnym, nie na zorganizowanych zajęciach. Tata lub mama rozmawiający z maluchem każdego dnia, to jest wielki plus.

Czy są minusy?

Oczywiście, że tak. Wszystko też zależy od tego, gdzie się mieszka. W jak „otwartym” kraju. Zderzenie z rasizmem, brakiem zrozumienia dla innej religii, zwyczajów, to jest minus. Trudno tak do końca przewidzieć, gdzie i kiedy, dziecko może się z tym spotkać. Przykład, który opisałam w pierwszym zdaniu, jest na to dowodem.

Trzeba się pogodzić z odmiennością. Na rodzicach spoczywa wielka odpowiedzialność za uświadomienie dziecku, że inność nie jest zła. I nie mam na myśli wyłącznie rodziców dziecka z wielokulturowej rodziny. Mam na myśli wszystkie rodziny, choć ta konkretna, od tematu po prostu nie ucieknie. Inne mogą udawać, że to nie jest wyzwanie współczesnego rodzicielstwa i nic na to nie poradzę.

Jest jeszcze sprawa dziadków. Wyjeżdżając do kraju jednego z rodziców, siłą rzeczy najczęściej kontakt z drugą rodziną jest utrudniony. To może nie ma kluczowego znaczenia w wychowaniu, ale ma. Znowu w jakiś sposób wyróżnia dziecka spośród tych, które babcię często mają w sąsiednim mieście lub dwa domy obok. Wiem, że jest to coraz rzadsze, takie pokoleniowe, wspólne wychowywanie, ale wciąż w Polsce, jak najbardziej istnieje. Dzieci z dwukulturowych rodzin najczęściej nie mają takiego luksusu.

Starsze pokolenie może pomóc, ale może też bardzo zaszkodzić. Tłumaczenie babciom i dziadkom, dlaczego omijamy pewne tradycje, godzimy się na kompromisy, to bywa męczące. Krytyka ze strony starszego pokolenia, też bywa męcząca. A zdarza się bardzo często, wynika z braku zrozumienia (i chęci poznania) innej kultury. Czasem też wynika z lęku przed nieznanym. Ze złych wspomnień. Można to jakoś zrozumieć, ale naprawdę trudno z tym żyć. Codziennie funkcjonować.

To naturalne

Dziennikarka zapytała mnie ostatnio, czy taki rodzaj wychowania może zaburzyć rozwój dziecka? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Każdy rodzaj wychowania jest dobry, pod warunkiem, że zakłada szacunek dla dziecka, myślenie o jego przyszłości i zaangażowanie (takie pozytywne) rodziców.

Jasne, że ci mają trochę więcej na głowie, trochę bardziej pod górkę i trochę więcej do przemyślenia. Wiele zależy od „odległości od siebie” tych dwóch kultur. Niektóre (europejskie) są bardzo zbliżone do naszej więc tych problemów jest zdecydowanie mniej. Im więcej różnic, tym więcej kompromisów do wypracowania. Ale akurat umiejętność szukania kompromisów jest bardzo przydatną (życiowo) lekcją. Nie mówię tylko o rodzicach. O dzieciach również.

Statystyki pokazują mi, że niemal 1/3 czytelniczek mojego bloga, to świadome mamy mieszkające w poza Polską. Ale przecież nieważne, gdzie się mieszka. Dzieci z rodzin mieszanych kulturowo można spotkać wszędzie. Ciekawa jestem twoich doświadczeń w tym temacie?

Nawet jeśli w takiej rodzinie nie funkcjonujesz, rozejrzyj się dookoła. Po to żeby wyczulić siebie i swoje dzieci na opisane wyżej, placykowe sytuacje. Nigdy nie wiadomo, co tobie lub twoim dzieciom życie przyniesie.

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This