Napisała do mnie ostatnio mama niemal trzyletniej Kasi, z problemem, który w przybliżeniu brzmiał mniej więcej tak: Co robić, bo moje dziecko jest po prostu tyranem? Rośnie mała zołza. Nie chcę tego. Staram się być cierpliwa, wyrozumiała, podążająca i akceptująca. Nic nie działa na tę małą złośnicę.

To nie jest jedyny mail o takim wydźwięku. Mnóstwo rodziców mówi mi wprost:

  • On jest takim uparciuchem. Wszystko musi być po jego myśli. Wczoraj wyrwał siostrze z ręki książkę, z krzykiem, że to jego. A to nie jest jego książka.
  • Ona jest złośliwa. Mówi, że nie lubi koleżanki z grupy, a przecież ta koleżanka to miła dziewczynka.
  • Smutno mi, kiedy to słyszę. Bywa okropna z tymi wrednymi odzywkami.
  • Trudno mu zwrócić uwagę, bo zatyka uszy, wydziera się lub płacze. O co tu chodzi?

Zacznę od tego, że dzieci to są wulkany emocji. Wiem, nic nowego. Wiesz, że dosłownie, wybuchają bez ostrzeżenia. Skupiam się dziś na 1,5-4 latkach, ale i 5-6 latki potrafią dać w kość podobnymi zachowaniami. I to (jak się nam czasem wydaje) – bez ostrzeżenia np. podczas z pozoru przyjemnej zabawy czy spaceru. Jednak ostrzeżenie zazwyczaj jest. Za chwilę sama się przekonasz.

Oprócz wszystkich opisanych wyżej przykładów, może kojarzysz taką sytuację, kiedy dziecko samo coś wybiera np. bluzkę. Informuje, że che założyć tę konkretną. Ubierasz (albo próbujesz) i napotykasz na opór: Bo psecies nie lubię tej!

To samo może być z jedzeniem, wyborem książki, a nawet stroną, w którą macie skręcić podczas spaceru. Ryk, krzyk i wieczne „nie”. Przy takich okazjach, naprawdę może człowiekowi przyjść do głowy, że chyba coś nie tak z jego metodami wychowawczymi i że wyrasta mu pod dachem mały tyran. Przed chwilą chciał, a teraz nie chce! O co tu chodzi?

Dlatego właśnie skupiam się na tych „wrednych” zachowaniach dziecka. Tych, z którymi często sobie nie radzimy, mimo stosowania wszystkich znanych technik: wybory otwarte, zamknięte, podążanie za potrzebami, emocjami, komunikacja na poziomie dziecka, wyciszanie. Naprawdę jest tego sporo. O większości przeczytasz na moim blogu. Jeśli jednak czujesz, że wszystko zawiodło, to spróbuj jeszcze jednego sposobu.

Odpuść

Pozwól wybuchnąć i obserwuj. Pewnie tylko tego potrzebuje twój 2-3 latek. Chce w spokoju, w poczuciu bezpieczeństwa, po prostu dać upust emocjom. Zazwyczaj, jako odpowiedzialni dorośli, tak bardzo staramy się podążyć za wszelkimi potrzebami i jakoś je zabezpieczyć, że efektem często jest ten przysłowiowy kotek, zagłaskany na śmierć. Ileż można to znosić? Postaw się na miejscu kotka.

Głaskanie jest oczywiście bardzo przyjemne, ale wszystko ma swoje granice, nawet przyjemności. Żaden kotek nigdy nie wytrzyma głaskania i głaskania, i głaskania. Mimo twoich najszczerszych chęci, miłości i opieki, kot będzie chciał kiedyś w spokoju zapolować na myszy, powąchać kwiatek w doniczce czy pogryźć trawę. Jak to kot. Ty też byś zwariowała, gdybyś do wyboru miała wyłącznie leżenie, mruczenie i uśmiechanie się, prawda?

Nie odbierajmy dzieciom innych możliwości wyrażenia swoich emocji, niż uśmiech. Te „wredne” zachowania są informacją (ostrzeżeniem), że dziecko ma dosyć. Tylko nie pytaj, czego ma dosyć. Ono nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie (zazwyczaj). Ja też nie potrafię, bo każde dziecko jest inne i raz na jakiś czas, ma po prostu dosyć. I już.

Maluchy nie kierują się logiką, tylko uczuciami. Wybuchają tak, jak potrafią. Co wcale nie znaczy, że po jakimś czasie, nie będą chciały wrócić na wygodną kanapę i dalej dać się głaskać, jak ten kotek. Bo to naprawdę jest bardzo przyjemne. Tylko bez przesady.

To tylko słowa

Kiedy więc twoja pociecha mówi: Ta sukienka/bluzka jest okropna, weź pod uwagę, że to są tylko słowa. Nie chce cię zranić i sprawić, że poczujesz się paskudnie. Nie jest „wredna”. Choć z logicznego punktu widzenia, dokładnie tak to wygląda. Ale trzylatek nie analizuje tego jak dorosły. Tak czuje, te słowa miał pod ręką, to ich użył, bo w tej chwili coś mu nie pasowało. Tylko tyle. To nie jest wojna skierowana przeciwko rodzicom. To  t y l k o  rozwijające się emocje, które zaskakują i ciebie, i dziecko.

To samo dotyczy niechęci do jedzenia obiadu lub wybuchu pod tytułem: Nie lubię cię! To tylko słowa wypowiadane przez dziecko z niedojrzałym układem nerwowym. Może lepiej zabrzmi: z dojrzewającym układem nerwowym.

Maluch używa takich narzędzi, jakie zna. Najczęściej ma do dyspozycji „moje” oraz „nie chcę”, może jeszcze „nie”. To naprawdę niewiele. Dziecko tak się zachowuje, kiedy nie umie inaczej powiedzieć: Jest mi źle. Czuję się niekomfortowo w tej sytuacji. Coś mi dolega. Coś mi się nie podoba, ale nie umiem tego nazwać. Tak czuję.

Idealnie byłoby gdyby pociecha potrafiła to wyartykułować i jeszcze uzasadnić. Kiedyś się nauczy, ale to jeszcze nie ten moment.

Ależ, jak tak można?

I teraz właśnie słyszę jak mówisz: Dobrze, niech wybucha, ale nie mogę pozwolić na to, żeby moje dziecko było „wredne” dla innych. Przecież muszę uczyć, jak funkcjonować w społeczeństwie.

Owszem, zgadzam się z tą koniecznością nauczania (pospolicie zwaną – wychowaniem). Jednak postaw się na chwilę na miejscu tego dziecka. Albo nie, postaw się na miejscu dorosłego, któremu chcesz coś wytłumaczyć. Czegoś nauczyć. Czy wolałabyś, żeby ktoś ci tłumaczył, jak ugotować kurczaka po pakistańsku, kiedy jesteś właśnie w trakcie kłótni z mężem? Czy może wolałabyś nauczyć się tego, kiedy będziesz spokojna?

Niby jasne, że ta druga opcja jest wygodniejsza i da większe rezultaty. Jednak, jako rodzice, często mamy poczucie misji tu i teraz. Czyli dajemy tzw. lekcję życia, kiedy dziecko źle się zachowuje. Cokolwiek to „źle” znaczy. Dla każdego pewnie coś innego. Może jednak warto poczekać z tą lekcją funkcjonowania w społeczeństwie na moment, kiedy maluch będzie spokojny i chętny do zabawi i nauki. A nie w trakcie wybuchu wulkanu.

Jakoś muszę reagować

Co jednak robić z tymi „wrednymi” odzywkami i zachowaniami tu i teraz? Pokazywać, że się je słyszy. Naprawdę nie trzeba za każdym razem rozprawiać się z nimi, od początku do końca. Wystarczy jak – w trakcie wydarzenia – nazwiesz to, co widzisz.

  • Widzę, że naprawdę nie chcesz założyć tej bluzki, tak?
  • Powiedziałeś mi głośno, że nie chcesz tego jabłka. Usłyszałam.

Tak pokazujesz, że jesteś i akceptujesz każdą emocję. Możesz zapytać dziecko (nazywając emocje), czy dobrze je rozumiesz, kiedy te odzywki padają lub zachowania się dzieją. Bez oceniania tego zachowania.

Więcej o tym sposobie komunikacji przeczytasz w tym artykule:

Jak zachęcić trzylatka i czterolatka do współpracy? Najpierw ułóż klocki w swojej głowie

Nie przejmuj się tak bardzo

Serio. Nie każde zachowanie małego dziecka trzeba brać pod lupę. Analizować każdą sekundę jego życia. Każde słowo i każde westchnięcie, czy przewrócenie oczami.

Małe dzieci najcześciej działają pod wpływem impulsu. Ich uwaga rozprasza się i kieruje na różne elementy, właściwie co chwilę. Czasem działają w sposób przemyślany, a czasem po prostu coś palną, żeby sprawdzić, jak to działa lub co się stanie.

Obserwują przy okazji twoje reakcje, co wcale nie znaczy, że jeśli ze stoickim spokojem zerkniesz (pokażesz, że jesteś i czuwasz), ale nie skomentujesz, to dziecko rzucające klocki pod kanapę, wyrośnie na flejtucha.

A to, że nie chce ich posprzątać w tej chwili, wcale nie znaczy, że nic go nie obchodzi i robi to specjalnie, choć wie, że bolą cię plecy kiedy się schylasz. Czasem małe dziecko coś robi bez powodu. Nawet bez sensu. I tak też jest w porządku. Wmawianie sobie i światu, że robi coś specjalnie, tylko nakręca twoje nerwy. Maluch to czuje. Zerknij na ten artykuł, może coś się wyjaśni?

Ja mówię „nie”, a on patrzy mi w oczy i rzuca we mnie zabawką. Znasz to?

Obserwacja, zamiast natychmiastowej interwencji za każdym razem, pokaże ci, jak dziecko radzi sobie z rówieśnikami, z rodzeństwem, gdzie stawia się w grupie, czy jest asertywne, odważne, wycofane, przesadnie nieśmiałe.

Kiedy w takim razie wychowywać?

Reaguj natychmiast, kiedy widzisz, że jakieś nieakceptowane przez ciebie zachowanie, powtarza się zbyt często, kiedy komuś dzieje się krzywda. To jest oczywiste. Jednak w wielu innych przypadkach warto odpuścić i obserwować rozwój zdarzeń, jednocześnie pokazując, że jesteś i słyszysz/widzisz, co się dzieje:

  • bez oceniania zachowania (Ale jesteś niegrzeczny/nieśmiały/pyskaty!),
  • bez wyrzutów wobec dziecka (Jak to mnie nie lubisz, przecież rodziłam cię w bólach tyle godzin, a ty mi mówisz, że mnie nie lubisz?),
  • bez nadmiernego tłumaczenia (jeden argument wystarczy),
  • bez straszenia (Jak się natychmiast nie uspokoisz, to…),
  • bez doszukiwania się głębszego sensu lub dopytywania o konkretny argument (O co ci właściwie chodzi?).

Wiem, że to trzeba poćwiczyć i na początku brzmi trochę sztucznie. Ale warto się wysilić, bo to naprawdę buduje poczucie bezpieczeństwa. Nie podoba mu się twoja decyzja, ale na pewno kiedyś ci podziękuje za stanowczość i wytyczanie granic, których potrzebuje. Tylko inaczej nie potrafi (jeszcze) o nie poprosić.

– Widzę, że bardzo chcesz bawić się tymi spinaczami biurowymi, ale nie mogę ci ich dać.
– Chcę!
– Taki spinacz może cię skaleczyć. To boli, dlatego nie pozwalam ci się nimi bawić.
– Nie lubię cię!
– Rozumiem, że mnie nie lubisz w tej chwili, bo nie chcę ci dać czegoś, co cię bardzo interesuje. Niestety, nie zmienię zdania. Zamiast spinacza, możesz pobawić się…

Jesteście w momencie kiedy dziecko jest zdenerwowane twoją odmową. Sama już pewnie wiesz, że to nie czas na tłumaczenie, dlaczego powinno cię lubić i szanować. Relacja między wami nie jest tematem tej rozmowy, choć tak (z boku) wygląda. To tylko słowa. Tematem jest spinacz, czyli coś, co maluch chce mieć tu i teraz, a nie może. Twoja spokojna (bez focha, obrażania się, pouczania, oceniania) postawa jest kluczem do szybkiego rozwiązania problemu.

Jeśli się zastanawiasz, czy właśnie podążasz za potrzebą dziecka, bo chce ten spinacz, a ja mu odmawiam, to spójrz na sytuację bardziej globalnie. Odmawiasz drobiazgu (który akurat jest tematem rozmowy), ale pokazujesz, że akceptujesz emocje malucha i budujesz poczucie bezpieczeństwa. To poczucie jest prawdziwą potrzebą, nie spinacz.

Mówię ci, odpuść

Nawet jeśli sprawy nie toczą się po twojej myśli np. dziecko świetnie umie wierszyk na szkolne przedstawienie, ale nie chce występować na scenie, a tobie szkoda, bo takie utalentowane i to dobra szkoła radzenia sobie w sytuacjach stresowych. Wszystko to wiadomo, mamy przeanalizowane i chcemy dobra dziecka. Jednak czasem „lepszym dobrem” jest odpuszczenie niż naciskanie.

Naciskanie – prędzej czy później – doprowadzi do wybuchu. To są te momenty, kiedy słyszysz, że twoje kochane dziecko przeklina, nienawidzi Antka lub kopie samochód brata i rozwala na drobny mak. Podciągniesz to pod złośliwość czy rozładowanie ciśnienia związanego z nadmiarem emocji? Dziwisz się, skąd ta złość? Czasem od naciskania.

Weź też pod uwagę, że to rozładowanie wcale nie musi następować natychmiast lub w trakcie wydarzenia (kiedy namawiasz na ten nieszczęsny występ na scenie). Może nastąpić po powrocie do domu, po kolacji lub na drugi dzień.

Wiele też zależy od twojej postawy. Jeśli obrażasz się na dziecko (wyraźnie dajesz mu do zrozumienia) za to że wybuchło, to pewnie następnym razem spróbuje stłumić te emocje. Lub oleje takie próby, bo będzie czuło, że i tak jesteś nim rozczarowana. Dlatego namawiam do oddechu. Brak natychmiastowej interwencji, w niektórych przypadkach, jest najlepszym sposobem poradzenia sobie z emocjami.

To wcale nie znaczy, że nie obserwujesz, notujesz i nie „uczysz się” niczego o zachowaniach pociechy. Wręcz przeciwnie. Wiesz coraz więcej, a na lekcje, korygowanie zachowań i wszystkie ważne rozmowy, przyjdzie czas. Poczekaj na dobry moment.

Akceptuję to

Jeszcze jedna ważna rzecz, to twoja otwartość na te wybuchy i to, co dzieje się w twojej głowie: Acha, to ten moment. No dobra, słyszę cię, widzę, jestem. Przeczekam.

Lepsze to, niż: O matko! Znowu ten atak. Co ja robię źle? Jak do niego dotrzeć? O co ci właściwie chodzi, dziecko moje? Jak to mnie nie lubisz?

Wiem, to brzmi absurdalnie, ale one są absurdalne. Te wybuchy. Już wiesz, że one nie są logiczne. Dlaczego miałabyś postępować logicznie i np. tłumaczyć w tym momencie, co i jak. Kiedy więc masz sytuację w stylu: Ona rysuje moją kredką! Choć kredka nie należy do twojej pociechy lub jest wspólna, po prostu pokaż, że jesteś. I jesteś zainteresowana emocjami. Ale bez oceniania ich lub odstawiania na prawidłowe tory, sposobu myślenia dziecka.

Wiem, naprawdę wiem, że pierwsze co się nasuwa, to wyjaśnienie do kogo należy kredka, próba ustalenia, kto i jak ma jej używać i zażegnanie konfliktu. Ale może (czasami) spróbuj nie robić tego w pierwszej kolejności, bo tu nie chodzi o kredkę. Znowu dziecko używa narzędzi, jakie ma pod ręką. To tylko słowa.

Zwyczajnie i bez spinki skup się na emocji: Hmm… Nie chcesz żeby Marta rysowała tą kredką? Nie ustalasz, czyja ona jest w tym momencie. Nie mówisz, że to ładnie się dzielić. Jeśli analizujesz, czy wychowałaś egoistkę i jak ona sobie poradzi w przyszłości, to od razu powiem, że (prawdopodobnie) zupełnie nie o to chodzi w tym momencie.

Co do dzielenia się, tu znajdziesz całkiem sporo:

Jak nauczyć dziecko dzielenia się zabawkami? Zacznij od karmienia gołębi

Teraz już wiesz

Jeszcze jedna scenka. Kiedy córka wrzeszczy na temat starszego (lub młodszego) brata: Nie chcę go widzieć na moich urodzinach!, to zamiast się doszukiwać winy w sobie: Boże jedyny! Gdzie popełniłam błąd? Dlaczego oni się nie znoszą?, weź raczej pod uwagę, że to może być właśnie jeden z tych wybuchów, gdzie to tylko słowa.

Słowa, które tak naprawdę nie mają – w tej chwili – dla dziecka znaczenia. Znaczenie ma to, że potrzebuje dać upust emocjom. Bez paniki, a za to z zainteresowaniem: Mówisz, że nie chcesz go na urodzinach? Tylko tyle. Pokazujesz, że jesteś, słyszysz, rozumiesz, nie oceniasz.

To nie jest moment, w którym musisz podjąć ostateczną decyzję. Córka cię nie pyta, czy się na to zgadzasz, prawda? Ona tylko wyrzuca z siebie słowa i uczucia. Chce wiedzieć, że może to zrobić przy tobie, bez rozczarowania czy gniewu w twoich oczach.

Jeśli w tej sytuacji nie ma brata w pokoju i tego nie słyszał, tym bardziej da się ten wybuch ogarnąć. Pewnie za jakiś czas dowiesz się, że urodziny bez brata są bez sensu i skąd ten pomysł? Tak się kształtuje układ nerwowy. I tak się kształtują relacje między tobą i dzieckiem. I między rodzeństwem. Porozmawiacie o tym (bo widocznie jest jakiś konflikt między rodzeństwem) kiedy sytuacja się uspokoi.

Tak, słowa mogą ranić

Jeśli się obawiasz, że nie strofując tu i teraz, pozwolisz wyrosnąć prawdziwemu tyranowi lub złośnicy, to spróbuj pomyśleć w ten sposób. Ci wszyscy złośliwi dorośli, tej cały hejt wylewający się z wielu miejsc, to wszystko ludzie, którzy nie czują się dobrze w swojej skórze. Nikt im nie pozwolił dać upustu negatywnym emocjom w warunkach bezpiecznych i przyjaznych.

Albo to w sobie dusili, albo często słyszeli „że są wredni, straszni, niegrzeczni, niemili, że tak nie wolno”. Ocenianie przychodzi nam tak łatwo. I przyznaję, to jest łatwiejsza droga. Jednak właśnie po to, by wychować ludzi pewnych siebie i potrafiących sobie radzić z własnymi emocjami, warto iść drogą trudniejszą. To nie zawsze jest miłe. Ale jeśli rozumiemy, dlaczego tak jest, chyba trochę łatwiej dogadać się z dzieckiem.

Podsumowując

  • 2-4 latki często działają impulsywnie, tak też rozładowują emocje.
  • Często dziecięce słowa są tylko słowami, nie mają na celu zniszczenia waszych relacji rodzinnych, pomagają dać upust emocjom.
  • Wybuchając, maluch rozładowuje nadmiar emocji.
  • Nie zawsze trzeba reagować lekcją o dobrych manierach tu i teraz, na te lekcje jest czas kiedy dziecko jest spokojne.
  • Bezpieczeństwo to podstawa, reaguj natychmiast, jeśli dziecko krzywdzi siebie lub innych.
  • Postaraj się nie oceniać zachowania i emocji, tylko je nazywać, upewniając się, czy dobrze rozumiesz pociechę.
  • Spokojem osiągniesz więcej, bo dasz poczucie, że przy tobie maluch może się zachowywać tak, jak tego potrzebuje i jak czuje w danym momencie.

Jest jeszcze coś

Im bardziej skupiasz się na danym zachowaniu, które jak wiesz, może być zupełnie nieplanowane lub przypadkowe, tym większy tworzysz problem. Rozumiesz? Tworzy się zamknięte koło.

Przypuśćmy, że dziecko mówi, że nie będzie jadło tego jabłka, które mu właśnie podałaś na talerzyku. Nie chce, bo akurat tak się czuje. Jabłko jest wrogiem i w tym momencie, to na nim skupia się wybuch emocji. Nie i koniec.

Możesz to przyjąć i upewnić dziecko, że to w porządku. Przecież ty też nie zawsze masz ochotę na jedzenie jabłka. Nawet jeśli lubisz jabłka i wiesz, że są zdrowe. Nawet jeśli poprosiłaś o jabłko, to chyba masz świadomość, że nie musisz go zjadać? Nic się nie stanie, jak jabłko poczeka, aż przyjdzie ci ochota na zjedzenie go, prawda? Dokładnie tak samo jest z dzieckiem, dopóki dorosły nie zacznie mnożyć problemów.

  • Dlaczego nie chcesz? Przecież lubisz?
  • Zawsze o tej godzinie pięknie zjadasz jabłuszko, a dzisiaj co ci się stało?
  • Jak nie zjesz, to nie będziesz miał siły na zabawę.
  • Ale jabłuszka są bardzo zdrowe.
  • Tylko kawałek, no bardzo cię proszę.
  • Może ty jesteś chory? Albo zaszkodziło co coś co zjadłeś na drugie śniadanie?
  • Źle się czujesz?
  • Ja też byłam niejadkiem, ależ moi rodzice się namęczyli. Czy wyrośnie mi niejadek?

Odłóż to jabłko. Przytul dzieciaka i pozwól popłakać. Jak ma się trzy lata, właśnie tego najbardziej potrzeba.

Jeśli masz wolny kwadrans, to zapraszam do posłuchania o tym, jak reagować kiedy dziecko „wymusza płaczem”. Możesz też słuchać podcastu w swoim telefonie. Pobierz darmową aplikację Tylko Dla Mam dostępną na telefony z systemem Android oraz iPhone’y.

Ten artykuł jest fragmentem książki na temat budowania relacji między rodzicami i dziećmi, którą właśnie piszę. Planuję wydanie jeszcze przed końcem tego roku. Znajdziesz w niej mnóstwo tematów, których na blogu jeszcze nie poruszałam i rozwinięcie kilku tych, które właśnie na blogu, najchętniej czytają rodzice. Mój styl znasz, klimat opowiadania o dzieciach, też. Nic się nie zmieni. Będzie tylko lepiej!

Bardzo się cieszę z jej powstania, bo to właśnie Czytelniczki zmotytwowały mnie najbardziej do pracy nad kolejną książką. Z radością  poinformuję Cię o etapach jej tworzenia, poproszę o poradę, napiszę o bonusach dla rodziców i – jako pierwszej – powiem o terminie wydania. Osoby zapisane na listę zainteresowanych książką, będą miały realny wpływ na jej zawartość. Tak to sobie wymyśliłam 🙂

Kliknij i się zapisz

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This