Dlaczego dziecko nie chce spać w swoim łóżku?

Dlaczego dziecko nie chce spać w swoim łóżku?

Dlaczego dziecko nie chce spać w swoim łóżku? Zazwyczaj powodów jest kilka, ale najogólniej rzecz ujmując, chodzi o poczucie bezpieczeństwa i bliskości. Rozumiejąc te powody, łatwiej będzie nauczyć kilkulatka spać we własnym łóżku. Nic na siłę, małymi krokami.

Ten artykuł jest pierwszą częścią akcji, która ma doprowadzić do tego, że maluch polubi samodzielne spanie we własnym łóżku.

Drugą część znajdziesz na blogu Tylko dla Mam, choć proponuję zaczać od przeczytania pierwszej: Jak nauczyć dziecko spania we własnym łóżku? >>

Spać razem czy osobno?

Ostatnio udaliśmy się do nowych sąsiadów z wizytą. Było oglądanie mieszkania, po którym oprowadzała nas ich sześcioletnia córeczka. Maja ma to, o czym zawsze marzyłą Karolina, czyli piętrowe łóżko. Piękne, prześliczne, z pościelą w misie i różowymi frędzlami. Cudeńko. Zapytałam więc Maję czy lubi spanie w takim fajnym łóżku? A ona powiedziała mi, że wcale tam nie śpi. Śpi z rodzicami. Codziennie od sześciu lat. I nie zamierza tego zmieniać.

I tak od słowa do słowa, rozmowa z sąsiadami zeszła na kombinowanie, jak tu oddelegować pociechę do jej własnego łóżka. Dzisiaj skupiam się na poradach dla tych, którzy mają już dosyć spania z kilkuletnim dzieckiem i podjęli decyzję. Tak, są tacy rodzice i mają prawo mieć dostć spania z kilkulatkiem.

Inni krytykują. Spać czy nie spać?

Dlaczego wspólne spanie z kilkulatkiem to trochę temat tabu? Jak to dlaczego? Przecież ktoś może pomyśleć, że chcąc się pozbyć dziecka w małżeńskiego łóżka, masz go po prostu dosyć (dziecka, nie łóżka). Nie wiem, czy ma to dla ciebie aż takie znaczenie, co inni pomyślą. Bądź jednak pewna, że ja niczego złego sobie o tobie nie pomyślę. Mało tego, będę trzymać kciuki za powodzenie akcji. Jeśli czytasz ten artykuł to znaczy, że wspólne spanie zaczęło być niewygodne. Nie czekaj, aż urośnie do rangi wielkiego problemu.

Rozumiem, jak ważna jest bliskość dziecka i mamy od urodzenia. Rozumiem zagadnienie współspania. Ale też umówmy się, jeśli dziecko jest już kilkuletnie, to rodzice mają prawo chcieć przespać bez niego całą noc. I nie oznacza to, że jesteś złym człowiekiem. Matka to nie cyborg i też jej się należy odpoczynek. A przyznasz chyba, że trudno spać z dzieckiem, które nie dość, że jest już spore (w końcu to już nie niemowlak, ani nawet dzidziuś), w dodatku rozpycha się na wszystkie strony.

Zdarza mi się czasem spać z Karoliną np. kiedy jest chora lub Marek gdzieś wyjeżdża na kilka dni. Spoko. Raz na jakiś czas nie mam nic przeciwko temu, że przez większą część nocy jestem kopana, szturchana, drapana i budzona. Kilka dni przeżyję. Ale muszę mieć tę perspektywę, że to za kilka dni się skończy i dziecko wróci do swojego łóżka. Ja to światełko w tunelu widzę, rodzice Mai nie bardzo, bo mała stanowczo deklaruje, że się do własnego łóżka nie wybiera.

Nie da się spać

Inna sprawa, że rodzice też niechętnie o tym rozmawiają, bo uważają, że dziecko faktycznie, jest już trochę za duże na wspólne spanie. Trochę wstyd o tym gadać na lewo i prawo, bo nie zareagowali wcześniej. Teraz nie wiadomo, co z tym fantem właściwie zrobić. Kilka prób zachęcenia do spania we własnym łóżku, spełzło na niczym. I tak wraca, i wraca, i wraca. Może z tego wyrośnie?

Dochodzą do tego kolejne wyrzuty sumienia (lub chociaż refleksja), że może trochę ten kilkulatek jest „zdzidziusiowany” za bardzo przez kochających rodziców. Jak to sprawdzić, czy jest zdzidziusiowany? (Nie, to nie jest fachowy termin). Odpowiedz sobie na pytanie, czy twoja pociecha choć w jakiejś części sama się ubiera, myje, sprząta zabawki, czy jednak robisz to ty, bo uważasz, że dziecko ma na to jeszcze czas? I na drugie pytanie: czy twoje dziecko widzi ciebie jako konsekwentnego rodzica, który potrafi postawić granice i je jasno wytłumaczyć?

Czy warto być konsekwentnym rodzicem? 

Brak konsekwencji jest rodzicielskim przyzwoleniem na to, żeby dziecko ignorowało stawiane przez mamę i tatę uczucia i mądre, przemyślane „nie”. Nie stawiasz tych granic bez wyraźnego powodu, prawda? Jednak między tworzeniem reguł, a ich egzekwowaniem, jest często spora przepaść. I dziecko to widzi. Nie przestrzega ich tylko wtedy, kiedy (słusznie) uważa rodziców za osoby, które same nie wiedzą, czego chcą.

Nie zrozum mnie źle, bo nie jestem też zaciekłą obrończynią nieugiętej konsekwencji. Mam na myśli mądre mówienie „nie” i przede wszystkim, tłumaczenie dziecku, co się dzieje i po co, w jego życiu.

Czy jesteś gotowa sama spać?

Jest jeszcze jeden aspekt, który warto przemyśleć w temacie samodzielnego spania. Możesz udawać, że tak nie jest lub sobie zwyczajnie tego nie uświadamiać, ale bardzo często właśnie dorosły nie jest gotowy na rozstanie z dzieckiem. W sensie, na oddelegowanie do własnego łóżka. I nie ma to nic wspólnego z potrzebami dziecka, bo jest to twój dorosły problem.

Zdarza się to np. na życiowych zakrętach (np. rozwód). Kiedy czujesz, że świat sypie się na kawałki, a jedyną stałą (kochającą stałą) jest dziecko. Tak, to jest stała, ale niech ta stała nie płaci swoją samodzielnością i emocjami, za dorosłe problemy. Wiem, że to cudowne uczucie tak się wspólnie przytulić. Wtedy złe emocje odchodzą daleko. Tylko że na dłuższą metę, to jest droga do odebrania dziecku samodzielności. Nie można pociechy traktować jak lek na smutek, depresję i cudowną przytulankę. Wiem, że to tak działa, ale nie rozwiązuje problemu.

Dlaczego nie chce spać u siebie?

Z miłości

Pewnie dlatego, że jesteś fajną mamą. A dziecko (i chyba każdy człowiek) lubi przebywać w towarzystwie osób, przy których dobrze się czuje. Dziecko cię kocha i dlatego chce z tobą spędzać 24 godziny na dobę. Dotyczy to też wspólnego spania. Miłość dziecka jest szaleńcza, bezwarunkowa i trochę ślepa. Dla kilkulatka niewidoczne są twoje sińce pod oczami i powieki na zapałki. Bo twoja pociecha, przy całej swej słodyczy, jest też małym egoistą, dla którego rodzic jest po prostu człowiekiem do kochania. Zawsze. Wszędzie. O każdej porze. Na każde zawołanie. I jak tu powiedzieć „nie” w kwestii spania?

Automatycznie włączają się wyrzuty sumienia, o których wspomniałam na początku. I to jest bardzo ważna sprawa, żebyś sobie z tymi wyrzutami sumienia poradziła. Chodzi o to, że musisz być na taką zmianę (powiedzenie „nie”) gotowa. I oczywiście dziecko w pewnym sensie też, choć w tym wypadku, raczej nie do niego należy decyzja.

Wiem, wiem, słyszę te oburzone głosy, że trzeba brać pod uwagę to, czego chce dziecko i poświęcić się dla dobra sprawy. Jestem jednak zdania, że przychodzi taki czas (przypominam, że rozmawiamy o kilkulatku), kiedy to rodzic musi dojrzeć do pewnych decyzji i wcielić je w życie mimo niezadowolenia dziecka. Współspanie powinno być potrzebą wszystkich, nie tylko jednej ze stron. Wtedy to ma sens i nie ma mowy o poświęceniu. 

Słodki bumerang

Czasem też jest tak, że dziecko spało już u siebie, ale teraz śpi u was, bo… parę razy przytuptało i już zostało. Ot tak, po prostu jakoś tak wyszło. A ty – dla świętego spokoju – pozwoliłaś, żeby spało u was przez kilka nocy. Raz mu się coś śniło, innym razem nie mogło zasnąć, jeszcze innym bolał brzuszek, było smutne, chciało się poprzytulać, poczytać tylko chwilę w waszym łóżku. A potem obiecuję, że pójdę do siebie – słyszałaś za każdym razem. Ale nie poszło i tak zostało aż do dzisiaj.

I wraca każdej nocy, a kiedy próbujesz wynosić, to znowu wraca, i znowu, i znowu. A kiedy tłumaczysz, to krzyczy, oponuje, wygłupia się i zawsze na końcu usłyszysz: I tak do was przyjdę. Po takim wyznaniu pojawia się kolejny dylemat: wynosić po raz setny (i tak przez to jestem niewyspana) czy pozwolić zostać (i tak jestem przez to niewyspana)? 

Tu jest impreza zamiast spania

Maluch może uważać, że u was w łóżku jest weselej i przyjemniej niż u niego. Wiele pociech tak uważa i mają do tego pełne prawo. Wy sobie leżycie we dwójkę, możecie się przytulać, pogadać, a dziecko ma samo w tym swoim małym łóżku leżeć? Wtedy rodzi się zupełnie naturalna myśl: Wstanę i sprawdzę, czy za mną tęsknią. I tak wstaje, i wstaje, i wstaje. Jasne, że tęsknicie, jasne, że czekacie na buziaka, przytulasa i uśmiech. To miłe, tylko potem konieczny jest spacer do dziecięcego łóżka, żeby wiedziało, że jest kochane, ale ma swoje miejsce na ziemi do spania. Własne łóżko.

W takiej sytuacji spraw, żeby jego łózko kojarzyło się z przyjmnym spędzaniem czasu np. przy wspólnym czytaniu książek na dobranoc. 

Twitter aktywne czytanie ksiązki dla dzieci blog

Kliknij w zdjęcie, przejdziesz do bloga AktywneCzytanie.pl

Twoja decyzja, twoja odpowiedzialność

Decyzja należy do ciebie. Rzadko się zdarza, żeby dziecko przyszło do rodziców i powiedziało, że od dzisiaj chce spać we własnym łóżku. Jeśli tak się zdarzy, możesz się cieszyć, jakbyś wygrała los na loterii. Jeden na milion. W innym przypadku bierzesz na klatę całe przedsięwzięcie ze wszystkimi konsekwencjami.

A będą to najprawdopodobniej: nieprzespane noce w najbliższym czasie, niezadowolenie pociechy, twoje chwile załamania i koniecznie konsekwencja. Wiem, dużo tego i nie wygląda różowo, ale jeśli jesteś pewna, warto poświęcić kilka nocy.

Zadbaj o poczucie bezpieczeństwa

Żeby jednak mieć spokój sumienia, że dziecka nie krzywdzisz, upewnij się, co do powodów nalegania na wspólne spanie. Jeśli to tylko (aż) oznaka miłości, dziecko jest zadbane, szczęśliwe, bezpieczne, sytuacja rodzinna jest stabilna, nie ma za sobą żadnej traumy czy wielkich zmian, to nie widzę powodu, żeby nie wcielić decyzji w życie.

Bywa jednak i tak, że dziecko tego wspólnego spania potrzebuje z konkretnej przyczyny. Najczęściej jest to brak stabilizacji emocjonalnej i poczucia bezpieczeństwa. Dziecięcy świat zawala się, kiedy w sposób drastyczny i nagły są wprowadzane spore zmiany w życiu rodzinnym. Mam tu na myśli np. rozwód, śmierć w rodzinie, chorobę. Takie naprawdę skrajne przypadki. Wtedy oczywiście nie ma sensu dodawać kolejnych zmartwień.

Powrót mamy do pracy i inne sytuacje

Mogą to również być stany chwilowe, kiedy np. wracasz do pracy i spędzacie ze sobą o wiele mniej czasu, kiedy dziecko rozpoczyna przygodę z przedszkolem lub szkołą i czuje się niepewnie w nowej sytuacji. Albo (co dość powszechne), kiedy ma się pojawić młodsze rodzeństwo.

Zrób wszystko, żeby dziecko nie poczuło się odrzucone tylko dlatego, że ma przyjść ktoś inny na jego miejsce. Zająć to miejsce w łóżku rodziców. Wtedy oczywiście trzeba zacisnąć zęby i poczekać. Ale nie czekaj z założonymi rękami, tylko działaj. Rób wszystko, żeby ustabilizować sytuację i przede wszystkim, emocje dziecka. W wielu przypadkach wystarczy czas. Trzeba poczekać, aż pociecha przywyknie do nowej sytuacji.

W przypadku traumy, emocjonalnego trzęsienia ziemi, zdarza się tak, że sam czas to za mało i bierne czekanie nie wystarczy. Może potrzebna będzie pomoc specjalisty (psycholog, pedagog, pediatra)? Rozmowa, po której ty będziesz wiedziała jak pracować z dzieckiem, żeby wyszło na prostą.

Kolejny krok. Akcja delegacja! 

Jak nauczyć dziecko spania we własnym łóżku? Cała akcja krok po kroku

nowy Instagram Anna Jankowska ksiązki kobieta

Dziękuję, że przeczytałaś. Jeśli uważasz, że ten artykuł może się komuś jeszcze przydać, udostępnij go, śmiało!

Nie jestem ci winna buziaka!

Nie jestem ci winna buziaka!

Wydawać by się mogło, że dzisiaj w zasadzie wszyscy o tym wiedzą. Nie zmuszamy dzieci (nikogo) do całowania, przytulania dorosłych, jeśli nie mają na to ochoty. Słynne „Daj cioci buziaka!” przechodzi do lamusa. O teorii i praktyce dzisiaj na blogu Tylko dla Mam. 

Teoretycznie wszyscy o tym wiemy. Potrafimy nawet egzekwować te zasady w kontaktach ze znajomymi, przyjaciółmi czy bliższą rodziną.

Gdyby ktoś nie wiedział, jak to zrobić konkretnie i asertywnie, zostawiam instrukcję: Krótka lekcja nieprzytulania >>

Nie kochasz babci?

Kiedy jednak spotykamy się z dalszą rodziną raz do roku (lub rzadziej), a tą rodziną są seniorzy – babcie, kuzyni, pradziadkowie, często odpuszczamy. Wtedy jakoś łatwiej wyjaśnić sobie (w głowie): Oj, to tylko jeden raz. Nic się nie stanie, a babci nie będzie przykro.

To przeświadczenie często bierze górę nad sprawą ważniejszą, czyli asertywnym informowaniem o sposobie wychowania dzieci, gdzie one mają prawo same decydować o sobie i o tym, czy mają ochotę na buziaki ze strony innych ludzi.

Często też ma na to wpływ szantaż emocjonalny ze strony rodziny: Jak to nie chcesz dać buziaka? Nie kochasz babci? W takiej sytuacji dziecko czuje się winne i daje tego buziaka. Tu potrzebna jest zdecydowana interwencja dorosłego (który zresztą też często czuje się winny).

Moje dziecko nie jest ci winne buziaka!

Dlaczego to tak działa, że łatwiej nam odpuścić niż wyjaśnić, że dziecko ma prawo decydować o swoim ciele? Po części dlatego, że z bliższymi znajomymi mamy lepszy kontakt i częściej rozmawiamy, prawdopodobnie lepiej się dogadujemy. Mamy więcej okazji do wyjaśnienia, z jakiego powodu uczymy dzieci, że ich ciało należy do nich, że gdy znajdują się w niekomfortowej sytuacji, mają prawo (nawet obowiązek) powiedzieć nie. Jedni zrozumieją, inni pokręcą nosem, ale na ogół pewnie uszanują naszą decyzję po kilku rozmowach i wyjaśnieniach.

Kiedy jednak sytuacja dzieje się jednorazowo, do czynienia mamy z osobami, dla których temat „nie” ze strony całowanego na powitanie dziecka jest tak abstrakcyjny, jak dla mnie losy postaci z Klanu, sytuacja się komplikuje.

Dalsza rodzina i znajomi

Jedną z takich okazji jest spotkanie rodzinne. Może to być z okazji świąt lub jakiejkolwiek innej. Stajemy wtedy przed ludźmi, którzy oczekują świątecznego nastroju i pozytywnych emocji. Czasem te oczekiwania są tylko naszym wyobrażeniem o sytacji, ale są, czujemy presję.

Widzi się kogoś raz do roku, jest między nami przepaść pokoleniowa (choć to nie zawsze jest przyczyną, często seniorzy są o wiele bardziej otwarci na decyzje rodziców). W każdym razie, gdy widzi się kogoś tak rzadko, trudniej wdawać się w długie dyskusje i wyjaśnienia. Łatwiej odpuścić, a nie warto.

Nie dam ci buziaka!

Mając wiedzę o tym, jak ważne jest nauczenie dzieci, że ich ciało należy do nich, trzeba to jeszcze jakoś wcielić w życie. Wiemy my, ale wiedzieć muszą też dzieci. Najlepsze co można zrobić, to zasypać maluchy tym komunikatem, dosłownie! Zawsze i wszędzie powtarzać, że nie muszą nikogo przytulać, całować, jeśli nie czują, że tego chcą. Czasem też dzieci nie potrafią ot, tak, z marszu o tym zdecydować, dlatego znowu potrzebują nasze go wsparcia.

Oprócz tego powtarzania, pokazywania konkretnych sytuacji, czasem trzeba się zamienić w „rodzica tarczę”. Wyobraźmy sobie moment, kiedy jedziemy do babci i dziadka na święta. Wiemy, że będzie tam spora część rzadko widywanej rodziny. Wysiadamy z samochodu i zaczyna się rodzinne powitanie. Na ten moment dzieci powinny być przygotowane wcześniej. Warto porozmawiać (przypomnieć), że nie muszą nikogo całować ani ściskać, może się przywitać na kilka innych sposobów.

  • Piąteczka.
  • Podanie ręki.
  • Powiedzenie „dzień dobry”.
  • Przesłanie całusa na odległość.
  • Pomachanie z daleka.

Spotkanie rodzinne

Wysiadamy więc z tego samochodu i wpadamy w objęcia babci. Pewnie dorosłym te uściski nie sprawią większego problemu. Dzieci, widząc, że rodzice się całują z nowymi osobami, mogą czuć pewien przymus, że one też powinny. Wtedy można kucnąć przy maluchu i zapytać, czy chce dać babci buziaka. Niezależnie od tego, co mówi babcia, warto poświęcić minutkę na prywatną rozmową z dzieckiem.

Podkreślam słowo prywatną, bo gdy zapytamy na głos, tuż przed nosem stęsknionej babci: Czy ty Krysiu chcesz dać babci buziaka?, presja znowu jest ogromna. Jak tu odmówić stęsknionej babci? No właśnie. Żeby dać dziecku prawdziwy wybór, ta rozmowa powinna być prywatna. To ważne, żeby maluchowi uświadomić, że odmowa jest w porządku.

Podczas tej rozmowy warto z dzieckiem ustalić, która opcję powitania wybiera i uszanować ją. Jeśli ktokolwiek z innych dorosłych będzie miał z tym problem, rodzic-tarcza uprzejmie informuje, dlaczego uczy dzieci, że ich ciało należy do nich. Jeśli ktoś z dorosłych nie zrozumie… to jest jego problem, nie nasz i nie naszego dziecka.

cytat towje ciało należy do ciebie grafika

Moje ciało należy do mnie

Maluch musi wiedzieć, że rodzice zawsze stoją po jednej stronie, jego stronie. Jeśli uczymy, że „Twoje ciało należy do ciebie”, nie ma wyjątkowych sytuacji, czyli takich, kiedy jednak odrobinkę należy do babci czy wujka. Nie można na ten temat zostawić choćby cienia wątpliwości na etapie wyrabiania nawyku, uczenia asertywności. Maluch nie może dostawać komunikatu: Tak, twoje ciało należy do ciebie, ale bywają wyjątki.

Kiedy dziecko znajdzie się w sytuacji np. molestowania, musi wiedzieć, że ma prawo się bronić za wszelką cenę, a nie zastanawiać, czy to przypadkiem nie jest jedna z tych wyjątkowych sytuacji. Dając sprzeczne komunikaty, wyrzucamy całą naukę w las. Dlatego to takie ważne, żeby jednak postawić dobro dziecka ponad nadąsane miny niektórych dorosłych.

Może się też przydać książka dla dzieci, w której mały Leon samodzielnie rozprawia się z niechcianymi buziakami, opowiadam o niej więcej w recenzji: Buziak? Nie! >>

nowy Instagram Anna Jankowska

Dziękuję, że przeczytałaś. Jeśli uważasz, że ten artykuł może się komuś jeszcze przydać, udostępnij go, śmiało!

Rodzic idealny i niegrzeczne dziecko. Co poszło nie tak?

Rodzic idealny i niegrzeczne dziecko. Co poszło nie tak?

Idealny rodzic i niegrzeczne dziecko? Patrząc na współczesne rodziny często widać zagubienie. Nic dziwnego, za dużo tego wszystko. Grzeczny – niegrzeczny, kary – nagrody, dyscyplina – wyluzowanie. Za mało oddechu, za dużo… wszystkiego.

Czasem czujemy się zagubieni pośród setek porad związanych z wychowaniem. Najgorsze, co możemy zrobić dla siebie i dzieci, to popadanie w skrajności i odrzucenie intuicji. Wtedy wydaje nam się, że mamy niegrzeczne dziecko i wydaje nam się, że powinniśmy być bliżej ideału. Nic z tych rzeczy.

Bywa, że coś nam się po prostu wydaje i zupełnie naturalne zachowania dzieci uznajemy za niegrzeczne: 5 rzeczy wyglądających jak niegrzeczne zachowania, choć wcale nimi nie są >>

Rodzic popadający w skrajności

Bardzo często problematyczne wydają się rzeczy, które tak naprawdę powinny być intuicyjne. Jednym z powodów takich odczuć jest popadanie w skrajności i trzymanie się tylko jednego stanowiska w sprawie wychowania, usypiania, karmienia, spacerowania.

Nie można dziś pominąć dość istotnego faktu, że stanowiska w sprawie wychowania czy pielęgnacji zmieniają się dość szybko. Za kolejną dekadę pewnie rodzice będą się pukać w czoło i zastanawiać, co ci ludzie mieli w głowach, kiedy, tak czy siak, wychowywali dziecko.

Wiem, co mówię i to z własnego doświadczenia. Świat się zmienia, badania się zmieniają, nowinki ze świata psychologii również. Książka, którą napisałam ponad dekadę temu, wymagała całkowitego niemal przeredagowania przy wznowieniu w 2018 roku. Zrobiłam to z wielką przyjemnością, ale też zdziwieniem, jak wiele się przez zaledwie dziesięć lat zmieniło w sposobie myślenia o wychowaniu.

Mówię o książce pt. Trudne tematy dla mamy i taty >>

Zagłuszacze intuicji i skrajności

Jedno jest jednak niezmienne, choć bardzo zagłuszane właśnie przez skrajne podejście do wychowania. Intuicja i zaufanie dziecku oraz sobie, jako rodzicowi. Niby wiemy, że nikt się rodzicem nie rodzi. Nie ma na to instrukcji, a jakże często nie dajemy sobie prawda do uczenia się tej roli, słuchając komentarzy obcych ludzi o tym, że mamy niegrzeczne dzieci.

Więcej o wsłuchiwaniu się we własną intuicję napisałam kiedyś gościnnie w artykule pt. 3 zagłuszacze matczynej intuicji >>

Najgorsze, co rodzic może w tym wypadku zrobić, to uleganie złudnemu wrażeniu, że jakakolwiek skrajność jest dobra.

rodzic idealny wychowanie cytat

Nie da się uciec od stresu

Przez skrajność nie mam na myśli patologii, ale może nawet wręcz przeciwnie. Kompletne odcinanie dzisiejszych dzieci od stresu, smutnych przeżyć (choćby przy czytaniu książki lub oglądaniu bajek), trudnych rozmów (jasne, że trzeba je dostosować do wieku i możliwości dziecka). Ani od drażliwych tematów czy typowych obowiązków domowych, bardziej szkodzimy, niż pomagamy w harmonijnym rozwoju.

Do harmonijnego rozwoju potrzeba równowagi, nie skrajności.

Dość prostym rozumowaniem wydaje się stwierdzenie, że niezależnie od tego, czy kremujesz dziecko tym, czy tamtym specyfikiem, używasz tych czy tamtych pieluch. Kładziesz o tej czy tamtej godzinie na drzemkę, bardziej istotne jest to, żeby to nakarmione, przewinięte i nakremowane dziecko zasypiało spokojnie. Wtedy będzie szczęśliwe.

I kompletnie nie chodzi mi o to, żeby nie zwracać uwagi na to, jakich się używa kremów czy pieluch (kwestia odpowiedzialności za planetę jest dla mnie ważna). Chodzi o to, żeby nie popadać w skrajności. Jak się raz nie nakremuje, dokarmi z butli czy uśpi o północy zamiast o 20:00, świat się nie zawali.

Mózg dziecka potrzebuje czułości

Krzywda się dziecku nie stanie, jeśli nie będzie miało rodziców działających jak w zegarku, na każde zawołanie i bez popełniania błędów. Ono potrzebuje rodziców czułych i ciepłych. Tylko tyle. Reszta jest bardzo mało istotna.

Mózg dziecka potrzebuje czułości o wiele bardziej niż tzw. rozwoju intelektualnego. I znowu, nie chodzi o to, żeby nie stymulować maluchów intelektualnie, ale wziąć pod uwagę, że każda chwila spędzona z rodzicem jest ważniejsza, niż jakakolwiek inna np. na zajęciach dodatkowych czy przed telewizorem. Każda.

Łatwo to zauważyć każdego dnia. Kiedy usiądziesz przy dziecku na trawie, na dywanie, na jego poziomie, ono (wcześniej zajęte swoją zabawą), najczęściej po chwili cię do niej zaprosi. Nawet jeśli jeszcze nie potrafi mówić, zwróci na ciebie uwagę i coś będziecie robić razem.

O tym przekierowaniu uwagi napisałam w artykule pt. Zejdź do parteru >>

Grzeczne czy niegrzeczne?

Chcemy, żeby dzieci z nami współpracowały, chcemy, żeby zachowywały się tak, jak nam na tym zależy. Chcemy je nauczyć, jakie są obowiązujące normy, dlatego warto zrobić jedno – wzmacniać pozytywnie pożądane zachowania.

Przekładając to na prosty język, chodzi o to, żeby nagradzać dzieci w momentach, które chcemy, żeby zapamiętały, jako miłe. Za chwilę odniosę się do nagród, bo wiem, że część rodziców ma ciarki na sam dźwięk tego hasła, spokojnie. Nie popadajmy w skrajności.

Gdy dzieci dany moment zapamiętają jako miły, fajny, dobry, ciekawy, będą chciały do niego wracać. Będzie im się ta sytuacja dobrze kojarzyła. Do dobrych chwil chętnie wracamy.

Zamiast więc np. krzyczeć na dziecko, które nie robi czegoś po naszej myśli, lepiej nagradzać (chwalić, zauważać), gdy to robi.

Najlepsza nagroda

Jeśli chcemy, żeby nasze dziecko chętnie coś robiło np. sprzątało zabawki, o wiele lepszym sposobem jest pokazanie mu, jak super może być podczas tego sprzątania. To lepsze niż tłumaczenie, że tak trzeba i już, rodzic wie najlepiej. Zwłaszcza, gdy mówimy o małych dzieciach. Po takich wspólnych chwilach „od małego”, starszakom już łatwiej działać samodzielnie.

Co może być nagrodą za sprzątniecie zabawek? Zabawa z rodzicem to całkiem fajna nagroda. W posprzątanym pokoju można rozłożyć grę i wspólnie spędzić czas na podłodze. Razem.

Skoro dziecko dało sobie umyć głowę bez krzyków (choć zazwyczaj krzyczy), również powinno dostać za to nagrodę, ponieważ zależy nam na wzmocnieniu tego zachowania (żeby kolejny raz też dało ją sobie spokojnie umyć). W tym wypadku może to być tworzenie figurek z piany lub świetna zabawa w wannie, kiedy rodzic jest obok (abo nawet w środku). Razem.

Bycie razem, zabawa, to są najlepsze nagrody dla dziecka. O wiele lepsze niż naklejki czy cokolwiek innego, materialnego. Niby to jasne, bo często powtarzamy takie zdanie i często powtarza się w poradnikach. Jednak czy naprawdę wiemy, dlaczego to jest lepsze?

 

Wspólne spędzanie czasu

Chodzi o sposób funkcjonowania mózgu, a konkretniej tworzenie się nowych połączeń między neuronami. Inaczej mówiąc – uczenie się. Ale nie takie szkolne, tylko właśnie życiowe: widzę, kojarzę, zapamiętuję, bo to przeżyłam.

Neurony położne blisko siebie w mózgu, o wiele łatwiej tworzą połączenia (mają krótszą drogę do przebycia, gdybyśmy chcieli to bardziej plastycznie zobrazować). Lepiej więc skupić się na takich nagrodach, które są skorelowane z danym zachowaniem, współgrają z tym, co dziecko przeżywa tu i teraz. To najbardziej wzmacnia pożądane zachowania.

Zamiast się skupiać na tym, kiedy dziecko nie chce współpracować (i wtedy karać, powtarzać, że jest niegrzeczne), łatwiej coś osiągnąć, skupiając się na tych momentach, kiedy chce współpracować i robi coś dobrze.

Wspierający rodzic

Kiedy maluch skończy zabawę, pozbiera zabawki, to najfajniejszą nagrodą za takie zachowanie jest wspólna zabawa w tym posprzątanym miejscu. Jeśli da sobie umyć głowę i spokojnie siedzi w wannie, najfajniejszą nagrodą będzie właśnie zabawa w „piankowy świat” lub rysowanie kredkami wodnymi. Mniej zdziałamy inwestując np. jajko niespodziankę jutro po przedszkolu.

Gdy sprawy toczą na poziomie zachowań społecznych, to i nagroda powinna być na tym poziome (wspólny czas, uwaga rodzica, czułość). Otrzymanie zabawki/naklejki za spokojne mycie głowy, jest o wiele bardziej odległym skojarzeniem, niż zabawa tu i teraz w wannie. Tym razem być może zadziałało, ale w przyszłości pewnie nie zadziała.

Druga sprawa to właśnie sama nagroda. Te materialne cieszą przez dosłownie chwilę. Nie mają takiej mocy jak wysiłek włożony w społeczne zaangażowanie mózgu i wspólne spędzanie czasu. Tylko to buduje poczucie bezpieczeństwa, bliskości. Nic innego nie może tego zastąpić. Tylko podczas takich scen jest produkowana dopamina. Trudno to porównać z otrzymaniem naklejki czy włączeniem bajki, czy wręczenie zabawki i zajęciem się swoimi dorosłymi sprawami.

Ważne wartości

Nagrody materialne, w żaden sposób nie przekazują tego, co może osiągnąć rodzic podczas choćby wypowiadania słów: „Dziękuję, cieszę się, że to zrobiłaś”. Rzeczy nie niosą (przynajmniej nie dla dziecka) żadnego przesłania o wartościach, choć dorosłemu może się wydawać, że tak właśnie jest.

Nie wiem, czy dziękujesz dziecku za wykonywanie codziennych obowiązków. Ja staram się pamiętać, żeby podziękować córce za umycie szafek czy podłogi w łazience. Niby wiadomo, że to jej obowiązek. Każdy ma swoje obowiązki domowe i je zna. Jednak to małe słowo zmienia całkowicie sposób myślenia o (często niefajnej) robocie. Zmienia mój sposób myślenia (doceniam, że to robi) i jej (rodzic to widzi i docenia).

Rodzic lepszy niż zabawka

Rzeczy materialne nie cieszą dziecka zbyt długo (o ile w ogóle), jeśli są tylko rzeczami. Czasem nawet w grupie Aktywne Czytanie – książki dla dzieci, która prowadzę na Facebooku, ktoś napisał: Kupiłam książki, całą masę, a dziecko nie jest nimi zainteresowane. Jako rodzic odbieram to za porażkę, niewdzięczność i niegrzeczne zachowanie. 

Jestem mocno przekonana, że gdyby kupiło się jedną i wspólnie z dzieckiem spędzało czas na jej czytaniu, zabawie z tą książką, okazałoby się, że książka jest hitem. Nie twierdzę, że zawsze, każdy ma ksiązkowy gust, ale często o to chodzi. Jeśli jednak na półce jest ich do wyboru kilkadziesiąt, a rodzic nie ma czasu, są tylko książkami.

Przy okazji zapraszam do zerknięcia na blog, gdzie polecam mądre i piękne książki: Aktywne Czytanie – ksiązki dla dzieci >>

Wiem, dlaczego tak chętnie obdarowujemy dzieci rzeczami materialnymi. Czasem wydaje nam się (dorosłym), że codzienna dawka słodyczy, jajko niespodzianka czy czterdziesta książka w biblioteczce, to wyrażanie miłości. Z naszej strony tak, ale już z odbiorem w oczach dziecka, wcale tak to nie wygląda.

Dzielić się radością

Jasne, że dzieci się cieszą, kiedy mogą oglądać bajkę w TV czy zjeść jajko niespodziankę, ale miejmy świadomość, że ta radość nie ma wiele wspólnego z rozwojem społecznym, budowaniem bliskości. Dając naklejkę w nagrodę za te dobre chwile, pokazujemy dzieciom, że naklejki, pieniądze czy bajki, są ważne w życiu, a chyba nie do końca o taki przekaz nam chodzi.

Dając w nagrodę wspólny czas i zabawę (wyłącznie w nagrodę, ale również, jako nagrodę w konkretnych sytuacjach) pokazujemy, co naprawdę w życiu się liczy. A nie od dziś wiadomo (zostało to przebadane wzdłuż i wszerz ostatnimi czasy), że szczęśliwi ludzie to tacy, którzy budują życie na pozytywnych relacjach z innymi ludźmi.

I jeszcze słowo w sprawie popadania w skrajności. Kompletnie nie chodzi o to, żeby rodzice dawali swoją uwagę wyłącznie wtedy, kiedy dziecko zachowuje się tak, jak tego oczekują. Chodzi o to, żeby dawać ją w konkretnych momentach. Ona jest za darmo i może zdziałać więcej niż najdroższa zabawka na świecie.

nowy Instagram Anna Jankowska

Wiem, że niektórzy oczekują od pedagoga garści porad podanych na tacy. Nie mam takich porad „na każdą okazję”, bo – czy to się komuś podoba, czy nie – każda rodzina jest indywidualnym bytem, który samodzielnie decyduje o tym, jak działa i co jest dla niego dobre. 

Dlatego rozmawiamy, bez popadania w skrajności. W wychowaniu nie ma jednej odpowiedzi. Jest ciągłe poszukiwanie. O tym jest blog Tylko dla Mam. Cieszę się, że tu jesteś, zostańmy w kontakcie. Zapraszam do zapisania się na Newsletter >>

9 ważnych informacji o trzylatku. 3-latek nie słucha? Hmm…

9 ważnych informacji o trzylatku. 3-latek nie słucha? Hmm…

Trzylatki mają dobrą opinię. 3-latek w domu to wielka radość. Ale bywają czasem trudne we współpracy (to „robocze” słowo, chodzi o dogadanie się). To czas, kiedy dziecko już mówi, chodzi, a nawet biega. Zależy mu na czymś więcej niż byciu zaopiekowanym. Ma swoje zdanie, ale wciąż jeszcze trudno mu ogarnąć emocje. (więcej…)

Angielski dla dzieci online. Nauka angielskiego bez wychodzenia z domu

Angielski dla dzieci online. Nauka angielskiego bez wychodzenia z domu

Nauka angielskiego to temat, który co jakiś czas powraca w waszych pytaniach, bo nie jest tajemnicą, że z siedmioletnią (wtedy) Karoliną, przeprowadziliśmy się do UK i tu (na razie) mieszkamy, a ona tu rozpoczęła naukę w szkole. 

Zdaję sobie sprawę z tego, że każdy ma własne doświadczenia, potrzeby i etap życia, kiedy dochodzi do wniosku, że warto podszkolić język. Pisałam już o kursach online dla mam, dzisiaj skupiam się na kursach dla dzieci. 

Angielski dla dzieci 

Szkoła językowa online to rozwiązanie dla rodziców, którzy nie mówią biegle po angielsku, a chcą, żeby dzieci się języka po prostu nauczyły w jego naturalnym brzmieniu. Uważam, że to najlepsza droga. 

Nie od dziś wiadomo, że o wiele więcej niż lekcje w grupach (które również mają swoje zalety), dają dzieciom anglojęzyczne bajki, programy i ogólnie styczność z obcym językiem w praktyce. Wielu dzisiejszych dorosłych nauczyło się angielskiego z MTV, dekadę później uczono się też z YouTuba i choć może odrobinę dziwnie to brzmi, jest to zupełnie zrozumiałe. 

Angielski dla dzieci metodą Speakera

Na czym właściwie polega taka nauka online? Ile szkół tyle pomysłów, trudno wybrać w gąszczu propozycji. Mogę powiedzieć, co mnie przekonuje do lekcji proponowanych przez All Right. Chodzi o podejście do dziecka, sam proces nauczania. 

Skupili się na dwóch obszarach:

  • LCT – komunikacyjne nauczanie języka, gdzie dziecko jest zachęcane do spontanicznego mówienia, komunikowania o swoich emocjach, potrzebach. Nauczyciel dba o to, żeby dziecko mówiło ok. 50% czasu przeznaczonego na lekcję. Tylko tak można przełamać barierę przed używaniem języka. 
  • Total Physical Response (TPR) – reagowanie całym ciałem. I to jest to, czego oczekuję od edukacji tak ogólnie, czyli zaangażowania wszystkich zmysłów w proces uczenia się, zapamiętywania i kojarzenia. Dziecko poznając nowe słowa (zwłaszcza czasowniki), nie tylko je powtarza, ale też pokazuje np. skacząc, fruwając, biegając, czołgając się. Nie wymaga się od dziecka siedzenia w skupieniu w jednym miejscu przez 30 minut.

Za każdym razem są to oczywiście tematy „użyteczne”, bliskie dziecku i znane. Dla mnie osobiście jest to wielki plus, bo pamietam, jak Karolina po lekcjach w Polsce (które były rewelacyjne) wchodziła do grupy dzieci i z powodu wielu bodźców, akcentu, hałasu… nie rozumiała ani słowa i sama nie potrafiła nic powiedzieć. Im więcej przerobionych sytuacji z życia wziętych, naturalnych warunków do używania języka, tym lepiej dla ogólnej komunikacji. 

Angielski dla dzieci, także tych najmłodszych

O ile jestem za otaczaniem dziecka językiem już od najmłodszych lat, tak niekoniecznie interesują mnie zorganizowane zajęcia dla dwulatków. Spokojnie można się z takim maluchem bawić w angielski w domu. 

Lekcje online w szkole All Right zaczynają się od czwartego roku życia. Ma to wiele sensu, zwłaszcza w przypadku, gdy ktoś planuje posłanie dziecka do angielskiej szkoły (od piątego roku życia w UK) oraz dlatego, że czterolatek potrafi się skupić odrobinę dłużej niż młodsze dzieci. A do lekcji jednak potrzeba skupienia. 

Lekcja angielskiego online 

Sama lekcja trwa 30 minut dla dzieci do ósmego roku życia. Dopiero starsze dzieci uczestniczą w lekcji przez 60 minut. 

Są też różne poziomy, dostosowane do wieku i potrzeb uczniów. A jeśli wam się spodoba, to też ważna informacja, że dzieci zapisane na lekcje mogą też uczestniczyć w Speaking Club, gdzie rozmawiają z nauczycielami z USA i Wielkiej Brytanii. 

Jest też darmowa lekcja pokazowa, co ma chyba kluczowe znaczenie, bo opis opisem, a gdy tylko można wypróbować, warto z takiej możliwości skorzystać.  Zapisz się na darmową lekcję >>

Jeśli masz dodatkowe pytania związane z nauką angielskiego online, pisz śmiało do szkoły All Right. Oni z radością odpowiedzą na wszystkie pytania: All Right >>

Od siebie dodam to, co robi na mnie wrażenie, mianowicie – interentowa szkoła językowa dotarła w ciągu ostatnich trzech lat do pięciu krajów. To są możliwości, których kiedyś po prostu nie było, dlatego warto z nich korzystać.

Zalety nauki angielksiego online

Sama korzystam z zalet pracy online, bo przecież tak prowadzę codziennie konsultacje z ludźmi w różnych krajach. Dlatego nauka języków taką metodą jest mi bliska.

  • Wiem, że to oszczędność czasu, bo nie trzeba nigdzie jeździć (i stać w korkach).
  • Można uczyć się z dowolnego miejsca na świecie np. w domu lub na wakacjach, wystarczy mieć połączenie z Internetem.
  • Co ważne! Uczniowie sami wybierają tu sobie nauczyciela i układają grafik (dzieci oczywiście wspólnie z rodzicami).
  • Rodzic oddający dziecko w ręce wykwalifikowanego nauczyciela ma czas na pozałatwainie wałsnych spraw, zmiast kwitnąć na korytarzu lub w poczekalni, aż minie 30 minut lekcji i trzeba będzie wracać do domu (znowu w korkach). 

Podcast Tylko dla Mam

Zalety nauki angielksiego online

Sama korzystam z zalet pracy online, bo przecież tak prowadzę codziennie konsultacje z ludźmi w różnych krajach. Dlatego nauka języków taką metodą jest mi bliska.

  • Wiem, że to oszczędność czasu, bo nie trzeba nigdzie jeździć (i stać w korkach).
  • Można uczyć się z dowolnego miejsca na świecie np. w domu lub na wakacjach, wystarczy mieć połączenie z Internetem.
  • Co ważne! Uczniowie sami wybierają tu sobie nauczyciela i układają grafik (dzieci oczywiście wspólnie z rodzicami).
  • Rodzic oddający dziecko w ręce wykwalifikowanego nauczyciela ma czas na pozałatwainie wałsnych spraw, zmiast kwitnąć na korytarzu lub w poczekalni, aż minie 30 minut lekcji i trzeba będzie wracać do domu (znowu w korkach). 

Zerknij na przykładową lekcję

Dyscyplina. Jak naprawdę skutecznie zdyscyplinować dziecko?

Dyscyplina. Jak naprawdę skutecznie zdyscyplinować dziecko?

 Jak zdyscyplinować dziecko? Kiedyś dyscyplina była jednoznacznie kojarzona z posłuszeństwem bez szemrania. Była również kojarzona z biciem dzieci, bo dyscypliną był przyrząd służący do wymierzania kar. Dokładnie mówiąc – do bicia. 

Bardzo często (podczas konsultacji, które jak wiecie, są często źródłem inspiracji do podcastu) pada pytanie o to, jak zdyscyplinować dzieci? Dzisiaj oczywiście już kompletnie inaczej podchodzimy do samego zagadnienia, choć nie ukrywam, że bardzo wiele osób uważa, że dyscyplinowanie sprowadza się do dawania klapsów. Często słyszę, że to tylko jeden klaps, bez tego dziecko nie zapamięta.

Dyscyplina dawniej i dzisiaj

Z radością donoszę, że zapamięta i to bardzo dobrze. Wystarczy okazać zrozumienie i zaufanie. Tak to już jest, że gdy czujemy się zagrożeni (a obawa przed klapsami sprawia, że dziecko czuje się zagrożone), nie skupiamy się na tym, czego od nas oczekuje świat. Nie uczym się szybciej (i na stałe), ale uczymy tylko tego, jak ono ma unikać bicia. To oczywiście może być skuteczny sposób na pożądane zachowanie tu i teraz, ale tak ogólnie, kompletnie nie działa jako metoda edukacji, poprawy zachowania.

Więcej opowiedziałam na ten temat w artykule pt. Dlaczego niektórzy uważają klapsy za nieszkodliwą metodę wychowawczą? >>

  • Jak kiedyś rozumiano pojęcie dyscypliny?
  • Dlaczego dyscyplina kojarzy się z biciem dzieci? 
  • Czym jest dyscyplina?
  • Jak dzisiaj patrzymy na to pojęcie? 
  • Co pomaga dyscyplinować dzieci? 

Podcast Tylko dla Mam

Jeśli lubisz słuchać krótkich podpowiedzi na temat wychowania wspierającego i komunikacji w rodzinie, dobrze trafiłaś. Nie przegapisz żadnego odcinka subskrybując Newsletter Tylko dla Mam >>

Nie chcę odrabiać lekcji!

Nie chcę odrabiać lekcji!

Nie chcę odrabiać zadania! Uczniowie często powtarzają to zdanie i świetnie roumiem ich niechęć. O zadaniach domowych już wiele razy rozmawiałyśmy na blogu Tylko dla Mam. 

Tym razem spróbuję podpowiedzieć, co zrobić w sytuacji kiedy dziecko stanowczo buntuje się przeciwko odrabianiu zadań. Nie przepadam za ich zadawaniem, jednak rozumiem, że jeśli już są, rodzicom zalezy na tym, żeby zostały odrobione. Zauważ, jak to brzmi… rodzicom zależy. Najczęściej własnie do tego się sytuacja sprowadza. Do nacisków ze strony rodziców.

Obowiązki ucznia

Zostawiam też wszystkie artykuły związane z zadaniami domowymi, w których wyjasniam, skąd ta niecheć dzieci i dlaczego warto ją zrozumieć.

Wolę oglądać bajkę niż odrabiać zadanie domowe!

Wspólny czas przeznaczony tylko na zadanie domowe będzie wam bardzo potrzebny. Przynajmniej na początku. To znaczy, że dziecko odrabia lekcje, a ty czuwasz i patrzysz. Tłumaczysz i się angażujesz w razie potrzeby (bez przesady, nie w każdej sekundzie). Jeśli dziecko w trakcie odrabiania lekcji nie ogląda bajek, to ty też tego nie rób. Telefon na bok, słuchawki na bok, gotowanie na bok. Szybciej wam pójdzie, jak się nad zadaniem porządnie skupicie. Szybciej będzie z głowy.

Jeśli dziecko zaraz po szkole ma ochotę obejrzeć bajkę lub pobawić się na podwórku (mamy ustalone, że nie za długo), to super. Musi mieć ten czas, żeby odciążyć głowę od szkolnych wymagań i przede wszystkim hałasu, który dla zwykłego człowieka jest nie do zniesienia. A dzieci (i nauczyciele) znoszą go każdego dnia.

Zajęcia dodatkowe

Skoro już jesteśmy przy tym co dziecko woli, co musi, a z czego powinno zrezygnować, to może też się zdarzyć tak, że trzeba będzie zrezygnować z dodatkowych zajęć. Sama szkoła jest naprawdę sporym obciążeniem. Jeśli po szkole ma za dużo (nawet przyjemnych) zajęć tzw. dodatkowych, zorganizowanych, to może się okazać, że brakuje czasu na zadanie domowe. I na odpoczynek (zajęcia dodatkowe nie są odpoczynkiem).

Świadome rodzicielstwo polega też na zapewnieniu dziecku wystarczającej ilości czasu na odpoczynek i zadanie domowe. To twoja decyzja, czy ważniejsze jest dla ciebie wypoczęte dziecko z odrobionym zadaniem domowym, czy przemęczone dziecko z zadaniem odrobionym na kolanie, ale zaliczonymi dodatkowymi zajęciami z baletu czy plastyki.

Rozumiem, że to trudne decyzje, bo taki talent się marnuje na rzecz głupich zadań domowych. Serio, rozumiem doskonale. Jednak doba ma tyle godzin ile ma. Nie rozciągniesz jej. Możesz, co najwyżej, bardziej obłożyć grafik dziecka. Tylko jakim kosztem?

Jeśli rezygnacja z czegokolwiek przychodzi ci z bólem, to może pocieszeniem będzie, że to tylko na jakiś czas. Uczeń, prędzej czy później, wpadnie w rytm szkolny i nauczy się radzić sobie z zadaniami. Sam ci powie (i zresztą zauważysz), że jest gotowy na coś więcej.

Mam powód więc nie odrobię!

Upór pokonaj zrozumieniem. Jeśli twój szkolniak nie wykazuje żadnej chęci współpracy związanej z odrabianiem zadań domowych, masz kilka możliwości działania do wyboru.

Zapytaj, dlaczego dziecko nie chce odrabiać zadania. Wiem, że ciśnie się na usta: Ja też nie chcę, ale musisz! Ważne, żebyś usłyszała i pokazała, że interesujesz się tą informacją. Często jest to ze zmęczenia, z głodu, ze złego samopoczucia albo (uwaga, ja tak miałam!), bo wkurzające jest kiedy siedzisz i gapisz się przez ramię, czy ładnie pisze. Znając argumenty dziecka możesz o nich porozmawiać, a nie po prostu wydawać rozkazy.

Pozwól się nudzić

Może chodzi o to, że dziecko ma ochotę najpierw się chwilę pobawić, ponudzić. Ustal wtedy, ile możesz mu dać na to czasu. Najlepiej tyle, ile zechce (potrzebuje), ale wiem przecież, że nie zawsze się tak da. Ustalcie tyle, żeby obie strony czuły, że to jest w porządku, a zadanie domowe zostało odrobione.

Z tym gapieniem się przez ramię też trzeba uważać. Nie ma nic bardziej irytującego niż ktoś sapiący nad uchem i komentujący robotę. Dziecko odczuwa to dokładnie tak samo jak dorosły. Pozwól na odrobinę samodzielności i na popełnienie kilku błędów (które wydłużą czas odrabiania zadania, niestety). Inaczej maluch nie nauczy się kontrolowania tego co robi, bo będzie wiedział, że ty mu zawsze powiesz, jak napisać dobrze.

To zadanie domowe nie ma sensu!

Na takie stanowcze „nie”, możesz zareagować tłumaczeniem, dlaczego dziecko powinno odrabiać zadanie domowe. Kilka pozytywów wyłuszczyłam na początku wpisu. Wiem, że dla dorosłego to upierdliwe i męczące. Kolejny, często bezsensowny obowiązek. Ale jest jak jest i chcąc mieć współpracujące dziecko, to raczej zachowaj swoje dorosłe zdanie na temat zadań domowych dla siebie i innych dorosłych.

Jeśli dziecko kilka razy usłyszało do ciebie, że te zadania to męka, bezsens i ten system szkolny powinno się wysadzić w powietrze, to bądź pewna, że nie będzie miało ochoty ich odrabiać. I będzie się czuło usprawiedliwione.

Porozmawiaj z dzieckiem na spokojnie i wyjaśnij, że nie uczy się dla ocen, dla szkoły, dla uśmiechu pani ani dla ciebie. Tylko dla siebie. Robienie zadań domowych jest nudne i najczęściej męczące, ale opłaci się, bo dzięki temu, dziecko będzie więcej umiało i rozumiało.

Jeśli kusi cię dłuższa przemowa w stylu: Wykształcony człowiek znajdzie lepszą pracę, daruj sobie. To nie jest przemowa do kilkulatka, ale już do licealisty – jak najbardziej. Pomijam fakt, że licealista (nastolatek) jest odporny na tego rodzaju argumenty. Na wszelkie twoje mądrości jest odporny.

Każdy ma obowiązki

Użyj argumentu o tym, że duże dzieci mają nowe obowiązki. Jednym z nich jest odrabianie zadań domowych. Uświadom, że dorośli też mają swoje obowiązki, które mniej lub bardziej lubią.

Pokaż dziecku, że zadanie domowe może być przyjemnością. Choćby dlatego, że z dnia na dzień widać, jakie robi postępy w nauce. Pokazuj te postępy np. wracając do kartek z ćwiczeniami w kaligrafii, gdzie jeszcze miesiąc temu były same krzywe kulfony, a dzisiaj już widać jakie równe litery stawia.

Podcast Tylko dla Mam

Olewam zadanie domowe!

Jeśli przerobisz z dzieckiem te wszystkie rozmowy, a ono nadal konsekwentnie będzie stawiało opór, to po prostu pozwól nie odrobić zadania. Raz i drugi pozwól pójść do szkoły bez zadania domowego. Od tego świat się nie zawali. Taki rodzicielski eksperyment (wiem, że nie każdemu się spodoba, ale dla mnie – szkoła to miejsce, gdzie powinno się eksperymentować).

Decydując się na tę strategię, pamiętaj, że to świadoma decyzja dziecka, którą postanowiłaś zaakceptować. Więc daruj sobie foch i zastraszanie: Jeśli tak, to nie ma sprawy. Idź z niedorobionym zadaniem i zobaczysz, co się stanie! Akceptacja polega na porozmawianiu o tej decyzji, wysłuchaniu argumentów ucznia i jeśli są sensowne, to w porządku. Jeśli są bezsensowne (np. nie chce mi się) to też w porządku. Zadbaj tylko o to żeby dziecko miało świadomość, że to ważna, dorosła decyzja. Zapytaj, co jego zdaniem stanie się, jeśli przestanie odrabiać zadanie domowe.

Brak zadania

Jak taka sytuacja może się potoczyć? Jeśli nauczycielowi faktycznie nie zależy na sprawdzaniu tych zadań i zadaje żeby zadawać, to sama nie widzę sensu ślęczenia nad nimi. Też bym nie robiła. Wiem, że dziecko uczy się dla siebie, ale choćby szacunek dla pracy drugiego człowieka, nakazuje sprawdzenie tego zadania.

Bardziej prawdopodobne jednak będzie przyniesienie jakiejś uwagi lub upomnienia za brak zadania. Jeśli są to sensowne zadania domowe, to dziecko szybko się zorientuje, że ich brak utrudnia funkcjonowanie na lekcji np. nie ma odpowiedniej wiedzy, nie ma materiałów potrzebnych do zajęć itd. Wtedy pewnie dojdzie do wniosku, że mimo wszystko, opłaca się odrobić zadanie domowe.

Jeśli bardzo cię męczy ta decyzja dziecka o nieprzygotowaniu, możesz wyjaśnić (na boku) nauczycielowi, dlaczego pozwoliłaś dziecku przyjść bez zadania i że to taka forma eksperymentu. Poproś przy okazji, żeby traktował dziecko normalnie, jak każdego innego nieprzygotowanego ucznia. Zdarza się czasem, że nauczyciel bardzo wczuwa się w ten eksperyment i nadmiernie gani za brak zadania domowego. A nie o to chodzi żeby kopać leżącego, tylko żeby dziecko poczuło, jak to jest ponosić odpowiedzialność za swoje decyzje.

Kiedy po takim eksperymencie dziecko postanowi jednak odrobić zadanie domowe, to się po prostu uciesz. Bez zbędnych komentarzy, bez a nie mówiłam, bez masz nauczkę. Częścią dzieciństwa i dorastania jest podejmowanie samodzielnych decyzji i odważne uczestniczenie w życiu społecznym. Masz bardzo odważne dziecko, jeśli zdecydowało się sprawdzić co się stanie jeśli… Uszanuj to, doceń i pozwól tak działać również w przyszłości.

Odrobisz za mnie?

Kiedyś tak bardzo oburzałam się na samą myśl o odrabianiu lekcji za dziecko. Gdy widzę, ile dziś dzieci mają zadane, to naprawdę walczę ze sobą żeby nie usiąść i nie odrobić wszystkiego sama. Wiem, że jest to niepedagogiczne i przede wszystkim, jest to bez sensu. Jednak, nie jestem już pierwsza na linii frontu do krzyczenia: Nigdy w życiu!

Powiem ci dlaczego. Mam siostrzeńca, który kiedyś w gimnazjum miał zadane zrobienie na szydełku czegoś prostego. Zośki, czy szalika. Nie pamiętam już, to nie jest najważniejsze. Ważne jest, że pani zadała im to na ocenę i zaliczenie przedmiotu.

Lekcja szydełkowania

Pomijam stracony czas na zastanawianie się, po co gimnazjaliście (w dzisiejszych czasach) umiejętność robienia czegokolwiek na szydełku? Pamiętam, że jako dziecko miałam ZPT (zajęcia praktyczne-techniczne) i tam takie cuda roboliśmy. To było w młodszych klasach, kiedy jeszcze dzieci uczyły się pisać i każde ćwiczenie dla rąk miło sens. W fińskich szkołach do dzisiaj robią karmniki na takich fajnych zajęciach, bo to rozwija umiejętność planowania i działania według instrukcji. Ale szydełkowanie w gimnazjum?

Siostrzeniec zrobił kilka wersji Zośki, która za każdym razem nie podobała się nauczycielce. Za każdym razem nie dostawał zaliczenia. W końcu babcia nie wytrzymała i zrobiła za niego tę głupią Zośkę. I to jest ten przypadek, kiedy z ręką na sercu usprawiedliwiam odrabianie pracy domowej za dziecko. A co jest najciekawsze w tej historii? Babcia też oblała. Jedne Zośki były – zdaniem nauczycielki – za ładne, inne za brzydkie. Ale zadanie domowe było i to na wiele tygodni.

Bywają zatem przypadki, w których jestem w stanie zrozumieć pomoc rodzica, polegającą na zrobieniu czegoś za dziecko. Ale nie ulega wątpliwości, że sensowniej i wygodniej jest nauczyć pociechę samodzielnego radzenia sobie z zadaniami.

Ma to też ogromny związek ze sposobem postrzegania siebie (poczucie wartości) przez ucznia. Dziecko wiecznie wyręczane w swoich obowiązkach, nigdy nie zacznie o sobie pozytywnie myśleć i wierzyć we własne możliwości. Im dalej w las, tym będzie trudniej. Dotyczy to samego odrabiania (co z tego, że nie będzie to najpiękniej wyklejona choinka na świecie), jak i planowania. To może nawet i ważniejsze.

Plan na zadanie domowe

  • Planowanie działań związanych z zadaniem domowym, bynajmniej nie sprowadza się jedynie do odrobienia. Sama dobrze wiesz, że to także obiad o odpowiedniej godzinie, wciśnięcie w grafik odpoczynku po szkole i wreszcie lekcje.
  • Naucz dziecko zaczynać od najtrudniejszych, a kończyć najłatwiejszymi zadaniami. Na początku oczywiście będziesz musiała pomóc w tym wyborze, ale po jakimś czasie, oboje będziecie wiedzieli, do czego zabierać się w pierwszej kolejności.
  • Dla niektórych będzie to matma, dla innych wypracowanie. Jedyne co mogę doradzić, to zostawianie zadań mechanicznych (np. kaligrafia, szlaczki itd.) i artystycznych (praca plastyczna) na sam koniec. Na pierwszy ogień bierzcie najtrudniejsze, które będą od dziecka wymagały świeżości umysłu (o ile można o tym mówić po kilku godzinach w szkole).
  • Nie zostawiajcie zadań na rano, bo rano to tylko bieganina i stres. To samo dotyczy pakowania plecaka i szykowani rzeczy potrzebnych do szkoły na kolejny dzień. To jest też część zadania domowego, bo przecież bez tego wszystkiego, nie da się sprawnie funkcjonować w szkole.
  • Jeśli chodzi o sprawdziany i większe powtórki, opowiedziałam o tym sporo we wpisie Jak pomóc dziecku przygotować się do sprawdzianu bez ględzenia i prawienia morałów?
  • Szanuj ten zaplanowany czas ucznia i nie odrywaj dziecka od odrabiania. Zwłaszcza jeśli jesteście już na etapie, że ty wychodzisz z pokoju, bo dziecko samo odrabia. Wiem, że to świetne uczucie, bo masz już wolne i możesz robić co chcesz. Dziecko nie ma i pewnie ci zazdrości. Doceń ten samodzielny czas nad lekcjami. Uświadom, że wychodzisz, bo ufasz i wierzysz, że sobie poradzi. To powód do dumy.

Samodzielny uczeń

Raz będzie lepiej raz gorzej z tą samodzielnością. Małymi krokami. Buduj ją i nie zaburza np. odrywając pociechę od zadania żeby opowiedzieć dowcip lub pokazać zabawny filmik na Fejsie. Na to będzie czas wieczorem.

Jednak w tym całym planowaniu, weź pod uwagę też krótkie przerwy, których potrzebują, zwłaszcza młodsi, uczniowie. Oni nie potrafią zbyt długo usiedzieć przy lekcjach. Dlatego z nimi lekcje odrabia się zazwyczaj dłużej. Kombinuj, jak zaspokoić ich potrzebę ruchu podczas odrabiania zadania domowego.

Wiadomo, że przy pisaniu trzeba siedzieć przy biurku. Ale jeśli jest jakaś praca plastyczna, to nie widzę problemu żeby ją wykonywać na podłodze albo nawet zabrać farby, plastelinę czy inne gadżety do parku, na plac zabaw, przed dom i tam coś stworzyć.

To samo zresztą dotyczy uczenia się najróżniejszych rzeczy na pamięć.  Takie zadania najlepiej ćwiczyć w ruchu i przez skojarzenia. Rycie na pamięć to jedna z najgorszych męczarni dla uczniów.

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.