Dlaczego współczesne dzieci mają problem z odczytywaniem emocji?

Dlaczego współczesne dzieci mają problem z odczytywaniem emocji?

Współczesne dzieci mają trudności z odczytywaniem emocji. Sygnałów niewerbalnych i ogólnie wyrazu twarzy, innych ludzi. Dlatego są mniej empatyczne. Powodów jest kilka, ale chyba ważniejsze od powodów są konsekwencje z tym związane. Dla dzieci i dla świata. 

Empatia jest ważnym słowem, które oznacza – w największym skrócie – umiejętność odczytywania emocji drugiego człowieka.

Jak wychować empatyczne dziecko? 

Brak tej umiejętności, w dużej mierze bierze się z wielu godzin spędzanych przed ekranami, gdzie wirtualna rzeczywistość jest w dużej mierze przerysowana lub odwrotnie – uproszczona. Często ma się nijak do prawdziwych emocji na prawdziwej twarzy człowieka. Zresztą, nie tylko o twarz przecież chodzi.

Dla wielu dzieci oczywiste jest również, że ta rzeczywistość jest sztuczna. To oznacza, że niekoniecznie trzeba się skupiać na czytaniu emocji, one są zafałszowane. Nie trzeba się też przejmować drugim człowiekiem, nawet jeśli gra się z prawdziwą osobą. Prawdziwa, ale obca. Ja skupiam się na wygraniu, a nie na tym, czy będzie jej przykro, jak przegra.

Jak oderwać dziecko od komórki? 

Zresztą, w grach najcześciej jest tak, że te emocje są podane na tacy. Nie mówię o wyrafinowanych grach komputerowych, kierowanych do dorosłych, ale o produktach wirtualnych dla przedszkolaków, młodszych i starszych uczniów.

Nie mówię też o wyrzucaniu komputerów i telefonów przez okno, bo są złe. Nowoczesne technologie nie są złe. Natomiast ich wpływ na życie (i emocje) dzieci, jest oczywisty. Jest wyzwaniem, z którym mierzy się pokolenie współczesnych rodziców. Więcej na temat ogarnięcia rzeczywostości ekranowej napisałam w artykule pt. Jak oderwać dziecko od komórki? >>

Samo spędzanie czasu przed ekranem, niezależnie od tego, co się robi czy w co się gra, sprawia, że siłą rzeczy, mniej czasu spędza się patrząc ludziom w oczy, budując relacje w prawdziwym życiu. Stąd ten brak wiedzy o odczytywaniu podstawowych emocji.

Chcę mieć wrażliwe dziecko

Jedną ze zmian, które można wprowadzić praktycznie od razu, jest sposób rozmawiania, który opisałam w artykule pt. Trzy pytania do zadania codziennie przy kolacji >>

Oczywiście, empatia nie sprowadza się do umiejętności określenia wyrazu twarzy (choć od tego warto zacząć zabawy z najmłodszymi). To sposób myślenia o drugim człowieku, generalnie o świecie. Trakowanie tak, jak samemu chciałoby się zostać potraktowanym. Z szacunkiem. 

Czy tego uczą w szkole? Nie, to znaczy nie każdej i nie na całym świecie. Choć są miejsca, w których lekcje empatii są podstawa tak samo ważną, jak język czy matematyka. Duńczycy wprowadzili takie obowiązkowe lekcje wśród uczniów wieku 6-16 lat.

Generalnie o duńskim podejściu do świata, dośc dużo i chętnie opowiadam, bo podziwiam ich uwagę nakierowaną na odporność psychiczną dzieci i dorosłych. O jednej z moich ulubionych książek na ten temat, opowiedziałam filmowo

Lubię opowiadać o książkach

Depresyjne pokolenie narcyzów

Mam wrażenie, że w polskich realiach wciąż jeszcze pokutuje przekonanie, że człowiek wrażliwy, empatyczny, nie poradzi się w życiu. Zadepczą, nie będzie się rozpychał łokciami, zepchną go na koniec kolejki. Im dłużej będzie pokutowało to przekonanie, tym mniej empatyczne będziemy mieli kolejne pokolenia. Ja się z tym rozpychaniem łokciami, nie zgadzam.

Przekonują mnie natomiast badania i treści zwarte m.in. w książce pt. „Unselfie”, w których autor, Michele Borba dowodzi, że ludzie z pokolenia skupionego głównie na sobie, tych naszych narcyzów zwanych milenialsami, trzaskających selfie praktycznie wszędzie, mają większe skłonności do depresji.

Tak uogólniając, bez wdawania się w szczegóły, jest to zdecydowanie niepokojące i widoczne jak na dłoni już od lat. Mniej empatyczne pokolenie, ma większe skłonności do depresji. Jest mniej odporne psychicznie na wyzwania stawiane przez życie. Ludzie empatyczni biora więcej na siebie, ale też potrafią lepiej reagować w różnych sytuacjach, zwłaszcza dotykających bezpośrednio wrazliwości na drugiego człowieka. 

Depresja w różnych odsłonach (podsumowuję badnia przeprowadzone na Uniwersytecie w Michigan na 14 tysiącach studentów) dotyka 2/3 studentów, a wiele małych dzieci ma zaburzenia emocjonalne i psychiczne. Dzisiejsza młodzież jest jakieś 40% mniej empatyczna, niż pokolenie lat 80-tych i 90-tych. I o wiele bardziej skłonna do depresji.

Wniosek? Warto uczyć dzieci empatii już od najmłodszych lat. Nie czekać, aż same to zrobią, przedszkole to zrobi lub szkoła. Bo nie zrobi. Same też nie zrobią. Piłka po stronie rodziców. 

Jak uczyć empatii?

Od samego początku, przez zabawę, a potem ważne rozmowy. Zebrałam kilka artykułów, w których podpowiadam, jak wychować empatyczne dziecko.

Książki dla dzieci uczące wrażliwości i życzliwości

Wzruszające książki dla dzieci uczące wrażliwości i życzliwości

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.
O czym nie uczą dzieci w szkole? A powinni! 7 pytań i odpowiedzi

O czym nie uczą dzieci w szkole? A powinni! 7 pytań i odpowiedzi

Umiejętność planowania czasu i organizowania sobie przestrzeni, powinna być przedmiotem w szkole podstawowej. Nie jest, dlatego edukacja z tego zakresu, leży w rękach rodziców.

Dlatego zadaję 7 pytań, które mogą pomóc poukładać codzienność. Mniej nerwów, więcej odpowiedzialności w rękach dzieci.

Specjalnie używam słowa „edukacja”, bo planowanie czasu, działań, nawet marzeń, to coś, czego trzeba się po prostu nauczyć. I nie dlatego, że wypada, ale dlatego, że wtedy wszystkim łatwiej się żyje.

Wiele osób uważa, że rozmawianie o planowaniu czasu jest dzisiaj modne i tak naprawdę nic nikomu do tego, jak sobie układamy dzień. Teoretycznie to prawda. W praktyce jednak, nasza nieumiejętność w zakresie planowania, ma ogromny wpływ na ludzi dookoła.

Spóźniam się. Jakie to urocze!

Najprostszym przykładem jest spóźnianie się w różne miejsca. Jasne, że w życiu różnie bywa, wiadomo, że każdemu się zdarza. Jednak nie ma niczego uroczego w przepraszającym uśmiechu osoby, która robi to notorycznie. Jest za to ogromny brak szacunku dla innych.

Pamiętam, jak prowadząc szkolenia dla nauczycieli, starałam się zaczynać o czasie. Nie zliczę, ile razy zdarzyło mi się słuchać pretensji od osób dorosłych, że… zaczęłam o czasie, a przecież oni jeszcze tylko kończyli palić, rozmawiali przez telefon itd.

Z czasem zaczęłam wyjaśniać, dlaczego zaczynam szkolenie o umówionej godzinie. Do dziś uważam za absurdalną konieczność tłumaczenia się z punktualności. Dlatego tak bardzo zależy mi na nauczeniu dzieci szanowania własnego (i cudzego) czasu.

nerwowe poranki?

Umiejętność zaplanowania tej trudnej dla wielu pory dnia, może sprawić, że rozpoczniemy go z uśmiechem na ustach. A przynajmniej, bez wybuchających emocji, związanych poganianiem, ponaglaniem, pospieszaniem i krzyczeniem, że już pora!

Oczywiście, jeśli ktoś lubi tak spędzać poranki lub nie przeszkadza mu poczucie, że marnuje czas innych (tych, których zmusza do czekania na siebie) w porządku. Jednak wiele osób chce coś zmienić. A już na pewno wielu świadomych rodziców, chce nauczyć dzieci, jak sobie zorganizować dzień tak, żeby jak najmniej się denerwować.

Ja jestem zdecydowanie w tej drugiej grupie. Artystyczny bałagan jest dla mnie jedynie ładniejszym określeniem na zwykły bałagan. Nie odnajduję się w twórczym bałaganie, choć rozumiem, że wielu dorosłych to potrafi.

Posprzątaj ten pokój

Nie ma sobie co wmawiać, że dzieci cudownie odnajdują się w artystycznym bałaganie. Artystyczna dusza i twórcze zamiłowania, to nie do końca to samo, co życie w bałaganie. Zwłaszcza dla dziecka.

Jeśli chcemy w jakikolwiek sposób pomóc dziecku odnaleźć się w codziennych obowiązkach, warto zacząć od nauczenia, jak ogarnąć najbliższą przestrzeń. I nie chodzi o to, żeby nie było choćby pyłku kurzu. Chodzi o uwolnienie wzroku od elementów rozpraszających uwagę.

Zabierz te zabawki. Kiedyś ci podziękuje

Uwaga współczesnych dzieci rozprasza się tym łatwiej, że nie są przyzwyczajone do cierpliwego czekania na cokolwiek. Nie jest to wina złego charakteru, wychowania czy rozwydrzenia współczesnej młodzieży.

To znak czasów. Kiedyś nie było jedzenia, picia, zabawek i gadżetów na wyciągniecie ręki. Dzisiaj są, za to brakuje okazji do ćwiczenia cierpliwości.

Dlatego ważne są umiejętności lawirowania pomiędzy tymi wszystkimi rozpraszającymi pokusami. Mając w domu dziesięciolatkę, naprawdę wiem, o czym mówię. Słynne: Za chwilę! Ale mamo, zaraz skończę! Później to zrobię!… to chleb powszedni rodzica.

Dlatego zebrałam podpowiedzi, wskazówki, zabawy, zadania, które pomogą dzieciom w nauce zarządzania własnym czasem.

1. Jak podzielić dobę?

Podzielcie dzień lub całą dobę na kilka głównych części. Najlepiej na jakimś sporym kawałku kartonu lub na tarczy zegara np. poranek 1h, dojazd do szkoły/przedszkola (20 minut), szkoła (5 godzin), powrót ze szkoły, odpoczynek, obiad, zadanie domowe, relaks (tu można podzielić na dodatkowe elementy np. gra na komputerze, czytanie, obowiązki domowe, podwórko itd.), kolacja, przygotowanie do snu.

To uzmysłowi dziecku, ile czasu zajmują poszczególne czynności. Pokaże też, że przesunięcie jednej np. godziny snu, wiąże się z przesunięciem całości lub ze skróceniem czasu spania.

Przegięcie z graniem na komputerze, odbiera czas na czytanie lub wyjście na podwórko itd. Dziecko nie ma ogólnego wyobrażenia o tym, że doba nie jest z gumy. Rysunek lub rozpiska pomogą to zrozumieć.

2. Ile czasu to zajmuje?

Bawcie się w mierzenie pewnych czynności stoperem. Ile (mniej więcej) czasu zabiera zjedzenie obiadu? Wspólne przygotowanie kolacji? Powrót ze szkoły? Powieszenie prania? Powkładanie naczyń do zmywarki?

Większość dorosłych, nie ma świadomości, ile trwa wykonanie poszczególnych czynności. Dlatego tak często źle szacują czas potrzebny do przygotowania posiłku lub do wyjścia z domu. Licząc (oczywiście w zabawie) czas trwania tych czynności, dajemy dziecku narzędzie do umiejętnego planowania dzisiaj i w przyszłości.

3. Jak usprawnić działanie?

Weźcie pod lupę czynności, które są konieczne do wykonania, ale zajmują (waszym zdaniem) za dużo czasu. Co można zrobić, żeby je usprawnić? Czasem wystarczy usunąć jakiś rozpraszacz z pola widzenia. Często jest nim telewizor. Ubieranie się, jedzenie, sprzątanie przy oglądaniu bajki, zajmują o wiele dłużej, niż bez niej.

Więcej o oderwaniu od ekranu napisałam w artykule pt. Jak oderwać dziecko od telefonu? >>

Zrozumiałe jest, że dla dziecka np. sprzątanie zabawek, może być nudne. Poszukajcie alternatywy, sposobu uatrakcyjnienia, bo przecież można sprzątać zabawki np. przy audiobooku.

Choć bez popadania w przesadę, bo czasem po prostu trzeba coś zrobić i już. Na tym polega wspólne mieszkanie. Nie zawsze to musi być atrakcja z fajerwerkami.

Bawcie się w wykonywanie czynności na czas, sprawdzajcie, czy coś da się zrobić szybciej, czy coś się da usprawnić (np. układ zabawek na półkach w pokoju dziecka), żeby to, co trzeba zrobić codziennie, było łatwe i wygodne.

4. Jak pokazać upływający czas?

Używajcie zegarka lub innych odmierzaczy czasu. Jeśli jakaś czynności zabiera go sporo, a nie musi np. mycie zębów powinno trwać 2-3 minuty, korzystajcie z pokazania dziecku, ile tak naprawdę potrzebuje czasu. I co może zrobić z resztą, to też jest świetna motywacja.

Do pokazania czasu potrzebnego na poranną toaletę, można użyć klepsydry lub jakiejś piosenki, trwającej ok. 2 minuty. W tym czasie dziecko myje zęby i słucha muzyki. Przyjemne z pożytecznym.

To samo dotyczy grania na komputerze czy oglądania telewizji. Dziecko mające obok zegar odmierzający czas (nie musi się na nim znać, czasem sprawę załatwia stoper), rozumie, że nie spędzi przed ekranem całego dnia. Może mu się nie podobać, że czas się skończył, ale ma świadomość, że wykorzystało limit tego dnia.

5. Jak pokazać przyszłość?

Mając ogarnięty dzień, zacznijcie ćwiczyć tydzień, a potem miesiąc. Miesiąc w zupełności wystarczy, bo kilkulatkowi trudno planować sprawy, na pół roku do przodu. To wieczność.

Jeden tydzień czy jeden miesiąc, to najbliższa przyszłość. Warto stworzyć rytuał planowania miesiąca.

Oprócz usystematyzowania pewnych spraw, dajemy możliwość przygotowania się  do np. urodzin babci. Jasne, że dziecko po takim planowaniu może zapomnieć o tych urodzinach, dlatego warto mieć miesięczną rozpiskę w zasięgu wzroku dziecka. Sprawdzi się z wielu powodów.

  • Daje możliwość przygotowania się (technicznie, psychicznie itd.) na konkretny dzień/zdarzenie np. zaplanowanie niespodzianki, zakupienie potrzebnych materiałów, oswojenie z koniecznością szczepienia, które nie jest przyjemnym (ale koniecznym) zabiegiem.
  • Pokazuje dziecku, ile rzeczy ma zaplanowanych w danym tygodniu lub miesiącu. Kiedy pociecha przychodzi z kolejnymi pomysłami, wspólnie możecie sprawdzać czy aby nie za wiele wzięła na siebie w danym czasie. A to już wstęp do nauki dbania o siebie na różnych obszarach i umiejętności odpoczywania.
  • Widoczne (zapisane) plany są o wiele trwalsze, niż te jedynie wypowiedziane. Dziecko raczej ich nie zapamięta. Dopiero zapisywanie/rysowanie planów utrwala je w dziecięcej pamięci.
  • Wspólne planowanie, zaznaczanie dat np. wyjazdu, wyjścia do kina, urodzin, daje dziecku możliwość cieszenia się z tego, co ma nastać. Jasne, że z planami różnie bywa i czasem coś nie wypali. Bywa, że nie da się uniknąć rozczarowania, co nie zmienia faktu, że wspólne planowani przyszłości, jest ważnym elementem budowania relacji rodzinnych.
  • Pokazanie, że plany często ulegają zmianie, to też ważna lekcja radzenia sobie w sytuacjach kryzysowych i szukania rozwiązań.

6. Planować obowiązki domowe?

Koniecznie zapisujecie obwiązki domowe. Najczęściej w planowaniu skupiamy się na dalszych celach np. wakacje, odrobinę zapominając, że to drobiazgi tworzą codzienność i atmosferę każdego dnia. Mając wyszczególnione obowiązki domowników, pokazujemy dzieciom kilka rzeczy.

  • Tych obowiązków jest całkiem sporo i nic się samo nie zrobi.
  • Nie każdy musi mieć jednakową liczbę obowiązków, trzeba je dostosować do możliwości i wieku, wiadomo. Jednak mając świadomość że np. mama ma więcej na głowie niż starsza siostra czy tata, reszta rodziny będzie bardziej skłonna do pomagania mamie, gdy zajadzie taka potrzeba. Wiedzieć (lub domyślać się) to jedno, widzieć czarno na białym, to drugie.
  • Widząc rozpisane obowiązki domowe, dziecko zaczyna rozumieć, na czym polega prowadzenie gospodarstwa domowego. To ważny element budowania rodzinnych więzi, poczucia wspólnoty i szacunku dla pracy innych.
  • Możliwość manipulowania obwiazakmai domowymi np. przenoszenie na innych dzień, gdy zajadzie taka potrzeba lub wymienianie się nimi między dziećmi i rodzicami, to okazja do ćwiczenia asertywności i umiejętności negocjowania.
  • Nie warto, za wszelką cenę, trzymać się sztywno wyznaczonych reguł, bez możliwości zmiany planów, bo właśnie możliwość ich zmiany, jest też ważną częścią życia. Pewna elastyczność jest więc wskazana, wszystko w granicach rozsądku.

7. Chwalić czy nie chwalić?

Czasem bywamy oszczędni z pochwałami kierowanymi do dzieci w kwestii umiejętność planowania. Nie robimy tego, nie chcąc przesadzić, żeby sobie nie pomyślało za dużo, bo odpuści.

Czasem też mamy wątpliwości, czy chwalenie (generalnie) ma sens, bo wiele się mówi o złym wpływie nagród na wychowanie, a pochwała jest rodzajem nagrody. Pomieszanie z poplątaniem, tych, którzy się w tym gubią, odsyłam do artykułu pt. A chwalić wolno? >>

Chwalenie dzieci (i dorosłych!) ma sens, tak samo jak konstruktywna krytyka ma sens. To jest bardzo motywujące, kiedy za włożony wysiłek, porządne wykonanie zadania, podążanie za kalendarzem i i staraniami, dziecko usłyszy miłe słowa. Każdego dnia.

Nie ma w tym najmniejszej przesady. Pochwały są elementem komunikacji, dzięki któremu zaczynamy wierzyć w siebie i zauważać, że naprawdę robimy postępy.

Oczywiście, nie chodzi o o chwalenie za pierdoły, ale jeśli np. umówiliście się, że dziecko planowo zakończy oglądanie telewizji o godz. 17:00 i ono to zrobiło (nawet jeśli trzeba było przypomnieć), to pochwała wzmocni poczucie dobrze wykonanej roboty.

Dorośli też ich potrzebują

Żeby lepiej zobrazować sprawę osobom, które cedzą pochwały z umiarem, zostawiając je sobie na wyjątkowy czas, o wiele chętniej dzieląc się krytyką, można sobie wyobrazić prostą sytuację.

Robimy pyszny obiad, zajmuje nam to dużo czasu i energii, a rodzina po zakończeniu jedzenia, bez słowa wstaje od stołu. No dobrze, z jednym „dziękuję”. Czy to naprawdę jest jakoś mega motywacja do postarania się z obiadem kolejnego dnia?

Albo inny wariant. Wstając od stołu mówią: Dziękuję, ale następnym razem może nie syp tyle soli, co? Pomidorowa jest lepsza z odrobiną cukru, a nie wyłącznie posolona. Poczujesz się bardzo doceniona?

Może jednak większą motywacja byłoby usłyszenie: Mamo, ten obiad jest przepyszny. Zrobiłaś moje ulubione gołąbki, dziękuję. Jesteś super. Jest różnica, prawda?

Plany planami, a życie życiem

Czasem zdarza się, że nie mówimy dzieciom o planach, nie uczymy planować, żeby (w razie czego) nie były potem rozczarowane. Ale przecież życie właśnie tak wygląda, że czasem plan się udaje, innym razem bierze w łeb.

Wychodzę z założenia, że lepiej wspólnie planować, niż uczyć, że co będzie to będzie. Lepiej cieszyć się wiele tygodni na wspólny wyjazd, niż zakładać, że nie ma się co cieszyć, bo coś może się nie udać.

Takie wspólne planowanie dalszej przyszłości, to też sposób na ćwiczenie pozytywnego nastawienia związanego z realizacją zamierzonych działań. Motywacja jest większa przy założeniu, że się uda, niż przy asekuracyjnym – nie ma się co starać, bo i tak nie wyjdzie.

Planery rodzinne 

Ten artykuł powstał przy współpracy z Familiowo. I nie jest pierwszym, jaki gości na blogu Tylko dla Mam. O planerach w dwóch odsłonach, opowiadałam w recenzjach filmowych. Są wersje magnetyczne na lodówkę lub (jak w moim przypadku) na taśmę dwustronną.

Są propozycje dla uczniów i różne warianty rodzinne. Na zdjęciu widać mój ulubiony, ale każda rodzina ma swoje upodobania, prawda?

Dodam tylko dla porządku, że sierpniowe zapiski widoczne na tych zdjęciach, są najprawdziwszą prawdą. Tak wygląda mój zawodowy plan na wakacje. Jak się wczytasz, zauważysz mnóstwo cennych informacji.

Kliknij w zdjęcie, żeby sprawdzić cenę,
dostępność i rodzaje planerów Familiowo!

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i mnóstwo aktywnego czytania.
O której godzinie kładziesz dziecko spać?

O której godzinie kładziesz dziecko spać?

Myślisz, że ma znaczenie, o której godzinie kładziesz dziecko spać? Bardziej niż to „o której”, interesuje na dzisiaj, czy zawsze o tej samej?

O tym, jak trudno bez wypoczynku wytrzymać ze sobą, własną rodziną i światem, pisałam już kiedyś na blogu Tylko dla Mam.

I to wiele razy, bo wbrew powszechnej modzie na bycie „wyluzowanym rodzicem”, trzymanie dyscypliny związanej z higieną snu, jest ważne. Mam na myśli własny sen i sen dziecka. Wiem, że nie zawsze się da, ale to nie znaczy, że warto odpuścić.

Więcej informacji w temacie niebezpieczeństw wynikających z braku znu rodzica, znajdziesz a wrtykule pt. Jak brak snu wpływa na twoje życie? >>

Dlaczego mówisz „halo” do kanapki?

Brak pewnej rutyny, a konkretnie regularnych godzin zasypiania, prowadzi do zmniejszenia odporności na infekcje i ogólnie gorszego zachowania. Regularny sen jest podstawą funkcjonowania człowieka.

Nic się od tamtej pory (badań z przytoczonego artykułu) nie zmieniło Może poza świadomością kobiet, które (przynajmniej w części) nie czują potrzeby udowodnienia światu, że mogą wytrzymać bez prawidłowego odpoczynku niezmiernie długo. Mogą, ale jaki to ma sens?

Starsze dziecko wybucha? 

Dzieci, którym brak wieczornej rutyny i jednakowej pory usypiania, są rozstrojone emocjonalnie, co niewątpliwie ma wpływ na zachowanie. Zdarza się, że nazywamy „niegrzecznymi”, zachowania spowodowane zupełnie czymś innym niż brak wychowania czy zły charakter. Pisałam o tym więcej w artykule pt. 5 rzeczy, które wyglądają na niegrzeczne zachowania, ale nimi nie są >>

5 rzeczy wyglądających, jak „niegrzeczne zachowanie”, choć nim wcale nie są

Jednak prawda jest taka, że – uogólniając – dzieci rozstrojone, bez higieny snu, zachowują się gorzej. Nie dlatego, że coś z nimi jest nie tak, ale dlatego, że są zmęczone. Chyba nie trzeba przytaczać jakiegoś bardzo plastycznego obrazu, w którym wyobrażamy sobie siebie, gdy jesteśmy zmęczeni, a inni czegoś od nas chcą? Każdy mniej więcej wie, co wtedy dzieje się z emocjami.

Dla niektórych to zupełnie normalne (to niespanie), ale też niezdrowe. Możemy znaleźć w głowie tysiąc wymówek, że nie mam czasu na odpoczynek, co nie zmieni faktu, że to wciąż będzie niezdrowe dla organizmu. Wypieranie prawdy przez wmawianie sobie, że dam radę, naprawdę nie uzdrowi organizmu.

Są powody do histerii?

Z głodnym, wycieńczonym człowiekiem, trudno dojść do porozumieania. Warto więc po prostu założyć, że dziecko wieczorem jest zmęczone. Może nie wyglądać na takie (zwłaszcza po kąpieli), ale przecież jest. Nie jest robotem wyposażonym w niezniszczalną bateryjkę, choć oczywiście z punktu widzenia dorosłego, czasem tak to wygląda.

Ale sama powiedz. Czy nie chodzsz spać mniej więcej o tej samej porze? Nie masz takiego momentu wieczorem, że zamykają ci się oczy i koniec? Wiesz, że to czas na ciebie? Nie twierdzę, że ten moment zawsze zbiega się z realną możliwością położenia się spać. Dorośli mają całe mnóstwo obowiązków do zrobienia wieczorem.

Dziecko jednak… niekoniecznie. I teraz rodzi się pytanie, czy przypadkiem nie przesadzamy? Może warto pozwolić dziecku na akcję: Jak padnie to zaśnie? O różnych porach, w różnych miejscach. Oczywiście, jest to indywidualny wybór każdego rodzica, ja tylko przytoczę ostatnie badania.

 

O co chodzi z tym snem?

W trakcie tych badań, zaangażowano do obserwacji i udziału 11 tysięcy dzieci w Wielkiej Brytanii. Badano je jako siedmiolatki, ale obserwowano już wiele lat wcześniej.

Jedna grupa to były dzieci, które nie kładły się spać o regularnych porach, czyli o różnych godzinach każdego dnia.

Druga grupa, to te, z unormowanym czasem pójścia spać. Z potwierdzonym przez rodziców założeniem, że ta stała godzina snu była unormowana najpóźniej w trzecim roku życia, czyli dzieci kładły się spać o jednej godzinie od wieku trzech do siedmiu lat.

Dzieci brały udział w testach szkolnych, takich zwykłych, dość prostych testach z zakresu języka czy matematyki. Wyniki jasno pokazały, że grupa dzieci bez unormowanej godziny snu, wypadła w testach gorzej. Tak po prostu. Czarno na białym.

Do tych wyników testów, dodajmy jeszcze obserwację i wnioski matek, ojców, nauczycieli zaangażowanych do badań. Wszystkie zgodnie potwierdziły, że dzieci bez unormowanej godziny snu są:

Niby wiadomo

Chciałabym powiedzieć, że są to jakieś bardzo nowatorskie badania, ale nie są. Większość przeprowadzono je w 2013 roku. Tam też stwierdzono kolejną prostą prawdę.

Maluchy z unormowanym rytuałem zasypiania o tej samej godzinie, rzadziej wpadały w histerię, szybciej też z niej wychodziły, bo ich układ nerwowy, był po prostu wypoczęty. Inaczej rzecz ujmując – nie był przeciążony.

Wiemy już, że dzieci bez regularnej godziny snu, łatwiej się irytują, gorzej uczą, gorzej komunikują i dogadują ze światem. To wcale nie jest mało, ale to jeszcze nie wszystko.

Nie śpisz? Tyjesz!

Niedospane dzieci (tak je nazwijmy w skrócie, wiadomo co chodzi) mają skłonności do tycia.

Jeśli czytałaś przytoczony na samej górze artykuł (ten o kanapce) to wiesz, że dokładnie to samo dotyczy niewyspanych matek. Im mniej śpimy, tym bardziej rozstrojony jest organizm. Tym więcej potrzebuje energii, jesteśmy głodni, szybciej tyjemy. I nie ma jak za bardzo tego zrzucić.

Ten łańcuszek w zasadzie nigdy się nie kończy, bo dzieci z nadwagą (nawet niewielką), lekko wśród rówieśników nie mają. Inni dokuczają, to jedna sprawa. Jednak dziecko samo przecież widzi, że jest grubsze od pozostałych. Porównania nie są dobre, ale dzieci w placówkach porównują się.

Im więcej porównań na niekorzyść, tym mniejsza pewność siebie, niższa samoocena, większe skupienie na wyglądzie, oznacza mniejsze skupienie na nauce czy choćby budowaniu zdrowych relacji z rówieśnikami. To jest zamknięte koło.

Komuś może się wydawać, że lekka nadwaga u siedmiolatka to drobiazg, coś do zrzucenia. Zgadzam się, pod warunkiem, że się nad tym pracuje, a nie czeka, aż dziecko wyrośnie.

Zła wiadomość jest taka, że nie wyrośnie. Wręcz przeciwnie. Patrząc na dzisiejszego siedmiolatka, pewnie nie przejmujesz się, jak to będzie w wieku lat jedenastu (i więcej).

Wtedy do akcji wkraczają hormony i naprawdę, ale to naprawdę warto się przejmować siedmiolatkiem. Im dalej w las, tym gorzej. Tym trudniej naprawić te wszystkie szkody wyrządzone rozstrojonemu mózgowi przez brak snu.

Czy można pomóc dziecku?

Tak, im szybciej zacznie się normować godzinę zasypiania, tym lepiej. Mózg potrzebuje tej równowagi. Zwłaszcza przeciążony bodźcami, których kiedyś po prostu nie było.

Dotyczy to ludzi w każdym wieku. Oczywiście, najlepiej kiedy ten rytuał wprowadza się od samego początku, ale każdy moment (też dla rodziców) jest dobry, żeby zacząć to robić. Najlepsze jest to, że naprawdę niewiele trzeba, żeby znacząco poprawić jakość życia dziecka. Warto spróbować unormować godziny snu.

*W artykule opieram się na badaniach publikowanych w Diabetes Care, artykule opublikowanym w 2013 w Medical News Today, badaniach publikowanych w brytyjskim Dzienniku Pediatrycznym oraz Journal of Epidemiology and Community Health.

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i dużo aktywnego czytania.
Uczucia i emocje. 10 książek dla dzieci i 29 artykułów dla rodziców w jednym miejscu

Uczucia i emocje. 10 książek dla dzieci i 29 artykułów dla rodziców w jednym miejscu

Na blogu Tylko dla Mam, często rozmawiamy o emocjach. Uczucia i emocje, te dziecięce i rodzicielskie, to często poruszany temat. Zebrałam w jednym miejscu artykuły, książki dla dzieci, odcinki podcastu Tylko dla Mamporadniki,  na temat dziecięcych emocji.

Artykuły pedagogiczne

  1. Co by się stało gdyby dziecko wzięło odpowiedzialność za swoje emocje? >>
  2. Jak rozmawiać z dziećmi o emocjach? >>
  3. Jak nauczyć dziecko dzielić się radością? >>
  4. Ale ja to chcę! O co mu chodzi z tym wymuszaniem płaczem? >>
  5. Co czujesz krzycząc na dziecko? A co ono czuje słysząc twój krzyk? >>
  6. Krzyczy, wybucha, pyskuje? Spokojnie, to tylko sześciolatek >>
  7. Pokażesz mi emocje? Tak, inaczej trudno będzie się nauczyć nad nimi panować >>
  8. Co zrobić, kiedy dziecko samo się szczypie, uderza głową w podłogę? Pokaż zabawy redukujące gniew >>
  9. Jak mówić o emocjach żeby te smutne nie zostały z nami za długo? >>
  10. Częste zachowania dzieci, za którymi kryje się więcej niż widać na pierwszy rzut oka. Znasz któreś? >>
  11. Znasz 10 prostych zabaw wspierających emocje dziecka? >>
  12. Jak uspokoić zdenerwowane dziecko? >>
  13. 4 kroki do zrozumienia dziecięcych emocji >>
  14. Daj mi! Chcę to! Dlaczego ze współczesnymi dziećmi tak trudno czasem wytrzymać? >>
  15. Moje dziecko bywa złośliwe. Wredne! Trudno mu dogodzić. Rośnie mi mały tyran? >>
  16. 3 sposoby na to, jak pomóc zdenerwowanemu dziecku? >>
  17. Czy to jest sposób na wychowanie „emocjonalnej ciamajdy”? >>
  18. Jak zapanować nad nerwami w codziennych sytuacjach rodzinnych? >>
  19. Znasz te dwa pomysły, jak sobie poradzić ze złością dziecka? >>
  20. Taki grzeczny ten pani aniołeczek! Serio?! Dlaczego przy innych jest grzeczny, a przy mnie zaczyna wariować? >>
  21. Co zrobić kiedy dziecko jest rozdrażnione i nie wiadomo o co mu chodzi? >>
  22. Taki duży, a nadal wpada w histerię! Dlaczego to się zdarza 5-7 latkom? >>
  23. Jak pomóc przy wybuchach złości i histeriach u starszych dzieci? Rozbrajamy bombę! >>
  24. Przestań mnie bić! Znasz te pomysły na zabawy redukujące agresję? >>
  25. Dwie proste zabawy budujące wspierające relacje. Dlaczego są ważne dla każdej rodziny? >>
  26. Co robić kiedy dziecko „strzela focha” i się obraża? >>
  27. Jak on do mnie pyskuje, to ja też zaczynam! Czy tylko ja tak mam? >>
  28. Wybucha, krzyczy, złości się! Dlaczego czasem nie warto reagować natychmiast? >>
  29. Znasz te dwie metody radzenia sobie z dziecięcą histerią? >>

Pedagog testuje i poleca książki dla dzieci

  1. Self-Reg. Opowieści dla dzieci o tym jak działać, gdy emocje biorą górę >>
  2. Książki dla dzieci o emocjach – zestawienie >>
  3. Jakiego koloru są buziaki? >>
  4. Uczuciometr inspektora Krokodyla >>
  5. Pięknie dziękuję! >>
  6. Czujemisie >>
  7. Dlaczego tańczymy ze szczęścia i kipimy ze złości? >>
  8. Kolorowy potwór >>
  9. W moim sercu. Księga uczuć >>
  10. W mojej głowie i w moim sercu. Uczucia >>

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.
Przemoc psychiczna „dla dobra dziecka”. Znasz gaslighting?

Przemoc psychiczna „dla dobra dziecka”. Znasz gaslighting?

Gaslighting to przemoc psychiczna. Dokładnie jest to forma przemocy psychicznej polegająca na zaprzeczaniu dziecięcym przeżyciom. Czyimkolwiek przeżyciom.

Nie mogę nigdzie znaleźć polskiego odpowiednika więc zostańmy przy tej angielskiej nazwie. O różnych formach przemocy wobec dzieci, dość często rozmawiamy na blogu Tylko dla Mam.

Gaslighting – przemoc psychiczna

To nie tylko zaprzeczanie, ale wręcz utwierdzanie drugiego człowieka w przekonaniu, że jego osąd sytuacji jest dziwny/niedobry/bezsensowny/zły.

Najczęściej doprowadzamy do takiej sytuacji z obawy przed prawdą, która w wielu wypadkach może się okazać bolesna, niewygodna, wstydliwa lub zwyczajnie niewygoda.

– Nie jestem głodna, nie chcę tego jeść. 
– Ależ oczywiście, że jesteś. Nic nie jadłaś od obiadu!

W tej krótkiej wymianie zdań mamy do czynienia z gaslightingiem. Ktoś komukikuje nam o swojej potrzebie (lub jej braku), ale my wiemy lepiej! Brzmi znajomo?

– Jestem mamą jedynaka i dobrze mi z tym.
– Tylko tak mówisz, na pewno marzysz o wiekszej rodzinie! 

Jeśli chodzi o temat jedynaków, więcej tego rodzaju przykladów znajdziesz w artykule pt. 8 tekstów, którymi wkurzysz mamę jedynaka >>

Przemoc psychiczna w dobrej wierze

Gaslightingjest uznawany za rodzaj psychicznej manipulacji. Jeśli mamy do czynienia z osobą słabszą (a niewątpliwie dziecko na takim stanowisku właśnie się znajduje) i wmawiamy, że jej punkt widzenia jest nieprawidłowy, to faktycznie można mówić o manipulacji.

Dziecko nie ma na tyle doświadczeń żeby wdać się z nami w polemikę. Nie potrafi przytoczyć badań psychologicznych, ma tylko nasze słowa, w które najcześciej wierzy np. Nie ma powodu do płaczu! Jeśli maluch uznał, że upadek jest powodem do płaczu, a my mu wmawiamy, że nie ma racji, to pewnie przestanie płakać. Tylko czy naprawdę nie ma racji?

Oczywiście wiele z nich tych manipulacji jest wprowadzanych „dla dobra pociechy”. Czasami działamy nie zastanawiając się czy to ma głębszy sens lub jakie przyniesie skutki w przyszłości. Działamy tak jak nas zaprogramowano w dzieciństwie, a wyrwanie się z tych schematów wydaje się być kompletnie niepotrzebną szamotaniną lub nowoczesnym bełkotem.

Poradnik dla rodziców

Jednak zostawię tu listę, na którą warto rzucić okiem w kontekście rozmyślania o gaslightingu.

  • Przemoc słowna. Nie mam tu na myśli np. wyzwisk, ale choćby wyśmiewanie: Taki duży, a się maże jak baba! lub zawstydzanie: Nie wstyd ci tak się mazać? O wychowaniu przez zawstydzenie i skutkach takiego rozmawiania z dziećmi opowiedziałam więcej tu: Dlaczego moje dziecko wszystkiego się wstydzi?  >>
  • Trywializowanie przeżyć: Oj tam, ten zastrzyk, to jak ukłucie komara, a ty tak histeryzujesz! Podobnie bywa z tłumaczeniem bicia (dawanie klapsów), o czym więcej opowiedziałam w artykule pt. To tylko jeden klaps >>
  • Odwracanie uwagi: Nie płacz już tylko zobacz jaki ładny samochodzik!
  • Ukrywanie ważnych informacji: Twoja rybka nie zdechła, po prostu zasnęła!) W tym wypadku zdarza się często maskować własne przewinienia np. kiedy rodzic zniszczy niechcący lub zgubi ulubioną zabawkę dziecka. Wmawiamy, że nie wiadomo gdzie się podziała, nie nadmieniając ani słowem o własnym wkładzie w sytuację. Sami nakręcamy się na kłamstwo, mamy wyrzuty sumienia wobec dziecka, ale też pokazujemy pewną postawę, w której unikanie jest ważniejsze niż np. przyznanie się do błędu i szukanie rozwiązania trudnej sytuacji. Więcej o budowaniu (i niszczeniu) autorytetu rodzica napisałam w książce pt. Trudne tematy dla mamy i taty >>
    Absolutnie nie mam na myśli mówienie dzieciom całej (dorosłej) prawdy za wszelką cenę. W tym wypadku skupiam się na zatajaniu prawdy, która mogłaby pomóc dziecku lepiej zrozumieć daną sytuację, ale też postawić rodzica w gorszym świetle.
  • To też unikanie prawdy sytuacjach, w których chcemy (pozornie) chronić dziecko, bo może mu być przykro. Nadmierna ochrona w każdej emocjonalnej sytuacji też nie jest rozwiązaniem. Jest przepisem na wychowanie niedojrzałego dorosłego, czyli „emocjonalnej ciamajdy”. Więcej na ten temat opowiedziałam tu: Nie biegaj, bo się spocisz! >>
  • Zmiana – chodzi tu o chęć zmiany drugiego człowieka i dostosowanie go (postawy, osobowości, zachowań) do własnych wyobrażeń. Znamy to pewnie z relacji damsko-męskich, ale w relacjach rodzic-dziecko też przykładów nie brakuje. Wtedy próbujemy wpłynąć na dziecko przez choćby motywowanie porównaniami: Zobacz jak brat pięknie je, a ty się wciąż się wiercisz. Dlaczego nie możesz wziąć z niego przykładu?
    Prawda jest taka, że nikt z nas nie chce być na siłę zmieniany. Człowiek zmienia się przez całe życie i dążenie do zmian jest naprawdę ważnym procesem. Jednak nie oznacza, że mamy prawo naginać świat drugiego człowieka do naszych oczekiwań. Przeprowadzenie dziecka z szacunkiem przez pewien proces jest zdecydowanie czymś innym, niż wtłaczanie do głowy „jaki ty powinieneś być”.
    Bardzo często dorośli ludzie mają problem w relacjach ze swoimi bliskimi, właśnie na tle tej „gaslightingowej” zmiany. Słynna teściowa, dla której żona nigdy nie będzie wystarczająco dobra lub matka wiecznie krytykująca córkę za: nieporadność, wygląd, sposób wychowania dzieci i tysiąc innych spraw. To wszystko jest pewnym rodzaj przemocy psychicznej, z którym ciężko się żyje tej drugiej stronie.
  • Ostatnim elementem, o którym chciałam wspomnieć jest nadmierna kontrola. Nie raz i nie dwa, rozmawialiśmy o niej choćby tu na blogu. Nikt nie lubi być kontrolowany na każdym kroku, dlatego dzieci (i dorośli) tak walczą o swoją prywatność, granice i swobodę. Nadmierna kontrola przynosi więcej szkody niż pożytku, sporo opowiedziałam na ten temat tu: Jak rozpoznać czy jestem nadopiekuńczą mamą? >>

To już nic nie wolno dziecku powiedzieć?

To pytanie, które bardzo często słyszę z ust rodziców. Staram się dystansować do takich pytań, bo bardzo nie lubię sytuacji, w których dorośli oczekują tylko białej lub czarnej odpowiedzi. Wszystko albo nic… to nie jest wspierające wychowanie. Skąd pomysł, że nic dziecku nie można powiedzieć?

Można wszystko, tylko z szacunkiem. Jeśli komuś, opisane tu zachowania, wydają się przesadą, wypominaniem, czepianiem się, to oczywiście jego prawo.

Dodam tylko (za Jay Carterem, autorem książki „Nasty People: How to Stop Being Hurt by Them without Stooping to Their Level”, McGraw Hill), że przemyślany gaslighting – świadome wprowadzanie w błąd, zaprzeczanie prawdzie, unikanie prawdy, naginanie rzeczywistości kosztem cudzych emocji – jest stosowany przez mały procent (zaledwie 1-2%) ludzi. Nie jest przecież tak, że chcemy krzywdy naszych dzieci.

Z kolei jakieś 20% stosuje ten chwyt z przyzwyczajenia, bez zastanowienia, dla wygody… bezmyślnie, choć czuje, że to nie do końca jest w porządku. I to już jest niepokojące.

Cała reszta używa gaslightingu raz na jakiś czas, co w sumie jest dobrą wiadomością.

Świadomy rodzic

Wiedząc jednak, że coś takiego istnieje i ma wpływ na sposób wychowania naszych dzieci, na ich rozwój i świadomość własnych emocji, warto (co jakiś czas) po prostu zastanowić się, czego dla tych naszych dzieci tak naprawdę chcemy i jak sami chcemy być traktowani.

Wszystko sprowadza się do kilku prostych punktów:

  • przyjrzyj się sytuacji zanim cokolwiek powiesz,
  • przemyśl to, co chcesz powiedzieć,
  • nie działaj wyłącznie według schematów, które znasz i po które najłatwiej sięgnąć,
  • traktuj innych tak, jak sama chciałabyś być traktowana.

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.
Jak uspokoić zdenerwowane dziecko?

Jak uspokoić zdenerwowane dziecko?

Nie wiem czy łapiesz się na tym czasami (ja tak!), że mówiąc coś do dziecka (lub dorosłego) w dobrej wierze, jedynie zaogniasz sytuację? W codzienności rodzica to jest dość typowe. Zwłaszcza kiedy sprawy toczą się szybko, trzeba działać tu i teraz. Mam wrażenie, że żadne metody wychowawcze nie działają na moje dziecko. 

Wyobraźmy sobie jedną z najbardziej oczywistych scen – starsze dziecko wyrywa zabawkę młodszemu i zaczyna się mały koniec świata. Większość z nas pewnie czytała więcej niż jeden poradnik rodzicielski i teoretycznie wie, jak się odzywać w takich sytuacjach. Jednak kiedy nie ma czasu na przypominanie sobie książkowych treści, bywa, że człowiekowi wyrwie się: Ale ty jesteś rozkrzyczana! Jesteś niemiła! Tak się nie zachowuje dobra siostra!… lub inne tego typu morały, z których niewiele tak naprawdę wynika. 

To znaczy wynika z nich całkiem sporo, ale nie w kontekście wspierania poczucia wartości dziecka.

Nie będę się tym razem skupiać na umiejętności dzielenia się zabawkami, bo zależy mi na podkreśleniu zupełnie innego obszaru w komunikacji wspierającej. 

Tym razem skupię się na tym nieszczęsnym komunikacie wypadającym (zupełnie naturalnie i niepotrzebnie) z naszych ust. Kiedy złapię się na wypowiadaniu czegoś takiego, zawsze kojarzy mi się wypowiadanie zaklęcia, które (na moje i dziecka nieszczęście) spełnia się, choć nikomu specjalnie na tym nie zależy. Wiesz, coś w stylu: A niech to piorun strzeli! I strzela!  

Kiedy dziecko słyszy, że jest „jakieś”: niegrzeczne, niemiłe, niedobre, krnąbrne, uparte, wymuszające itd. odczuwa różne emocje. Jedną z nich jest wstyd, „bo rodzic myśli, że taka jestem”. A przecież żadne dziecko nie jest cały czas np. krnąbrne lub niemiłe. Zdarza się to w określonych okolicznościach. Dlatego warto, naprawdę warto zwracać uwagę na to kiedy, jak i co mówimy do dzieci. 

Zrób trzy kroki w tył zanim zaczniesz wychowywać

Zostańmy przez chwilę przy tej scenie wyrywania zabawki. Gdy dziecko w tym momencie (a i tak jest już zdenerwowane) słyszy, że jest niemiłe, niegrzeczne, to ostatnią rzeczą, na której będzie się w tej chwili skupiać, jest próba sprostania wymaganiom rodzica dotyczącym dzielenia się zabawkami. 

Kiedy ktoś rzuca ci w twarz, że jesteś niemiła, jakoś trudno mi uwierzyć, że nagle zaczynasz się spokojnie zastanawiać, czy aby przypadkiem nie ma racji. Pierwszą reakcją jest zazwyczaj zaprzeczenie, drugą wstyd, za którym na pewno nie idą spokojne przemyślenia. 

Nadepnęłaś komuś na stopę w tłumie i słyszysz: Rany, ale pani jest nieuważna. Serio? 

Upuszczasz na podłogę książkę z bibliotece i słyszysz: Ale niezdara z ciebie! Godzisz się potulnie?

Ze zmęczenia zapomniałaś wyjąć pranie z pralki i śmierdzi: Och, cóż za nieodpowiedzialna gospodyni! 

Mam nadzieję, że nie godzisz się na takie hasła w swoim kierunku. Przecież te pojedyncze sytuacje nie definiują, że taka jesteś. To tylko pojedyncze sytuacje. Dokładnie jak ta z wyrywaniem zabawek. Warto wziąć to pod uwagę w każdej wychowawczej sytuacji. Jest ich codziennie bardzo wiele, ale nie każda sytuacja nadaje się do „zabierania się za wychowywanie”. 

Paradoksalnie, jako rodzice najczęściej zabieramy się do tego trudnego procesu właśnie w momentach kiedy dzieci się kłócą, kiedy jest jakaś akcja, coś wisi w powietrzu, atmosfera się zagęściła. To tak naprawdę najgorszy z możliwych momentów, jeśli chodzi o tłumaczenie czegokolwiek. O wiele więcej da się zdziałać kiedy dzieci (i my) są spokojne. 

Jak reagować na takie kłótnie?

Co zatem robić kiedy sytuacja się zaognia? Starać się uspokoić. Nie rzucać się z gaśnicą na ten ogień, bo za chwilę trzeba będzie robić to ponownie. Uspokojenie nie przychodzi na pstrykniecie palcami, czasami trzeba poczekać, popłakać, pokrzyczeć… dopiero potem szukać rozwiązania. 

Najcześciej wydaje nam się (słowo klucz), że dzieci oczekują rozwiązania natychmiast. Wydaje nam się, co nie znaczy, że tak jest. Częściej oczekują zauważenia, że coś jest nie po ich myśli. Zauważenie polega na opisaniu sytuacji i przerobieniu emocji, a nie na rzucaniu gotowymi rozwiązaniami/poleceniami w stylu: Natychmiast przestańcie! 

Albo moje ulubione hasło serwowane często zdenerwowanemu dziecku: Uspokój się! Ile razy w takiej sytuacji zdenerwowane dziecko się uspokoiło? Tak z ręką na sercu. 

Jak uspokoić dziecko?

Jeśli chodzi o budowanie poczucia bezpieczeństwa i komunikaty uspokajające (zamiast „Uspokój się!”), zostawiam artykuł pt. 30 niezawodnych sposobów na uspokojenie dziecka >> 

Skupiając się na tym, jak rozmawiać wspierająco, warto poćwiczyć opisywanie sytuacji ewentualnie zachowania, a nie „dookreślać” dziecko, jako człowieka. Kiedy więc wyrywa nam się: Ale jesteś niemiła! to jest opisywanie/definiowanie dziecka, nie sytuacji. 

Co czuje dziecko?

Wyobraź sobie sytuację, w której przyjmujesz w domu gości. To jacyś ważni goście, zależy ci na zrobieniu dobrego wrażenia. Powiedzmy, że znajomi z pracy albo teściowie. Niosąc kawę z kuchni na stół potykasz się i oblewasz kogoś. Oburzony gość mówi: Ależ ty jesteś niezdarna! Wiem, że są osoby, które w takim momencie przyznają potulnie rację. 

Jednak – tak z ręką na sercu – pewnie wiesz, że nie jesteś niezdarna, że to był wypadek. Zdarzyło się tu i teraz, ale ogólnie daleko ci do bycia niezdarą. Każdemu może się zdarzyć. Jestem przekonana, że nawet jeśli nic głośno nie powiesz, to pomyślisz, że taki komentarz jest nie na miejscu. Jednocześnie będzie ci głupio (wstyd), że np. teściowa tak o tobie powiedziała. Takie słowa zapamiętuje się na długo. 

Podobnie jest z maluchami, które słyszą, że są niezdarne, niemiłe, niegrzeczne itd. To, że dziecko „jakoś” zachowało się tu i teraz, wcale nie znaczy, że takie jest. Lepiej powiedzieć: „To było niemiłe”, zamiast: „Ale jesteś niemiła”. 

Niby drobiazg i ktoś może powiedzieć, że przesadzam i cackam się z dziećmi zamiast mówić wprost, co i jak. To nie jest przesada, to fakty potwierdzone badaniami psychologicznymi na bardzo wielu płaszczyznach. Kiedyś po prostu nie były znane, dzisiaj o nich wiemy. Jeśli komuś zmiana sposobu komunikacji z dziećmi wydaje się przesadą, to znak, że w jego domu nie przywiązywano do tego uwagi. Co nie znaczy, że nie warto zmienić tego dzisiaj. 

A co kiedy już padły słowa?

Jak to co? Zwyczajnie przeprosić dziecko i naprawić sytuację: „Przepraszam cię. Nie jesteś niemiła, wyrwało mi się bez sensu. Chodziło mi o to zachowanie, nie o ciebie. Źle to powiedziałam. Wybaczysz?”. 

I to jest w wielu przypadkach najtrudniejsze do przełknięcia dla rodzica. Nie dość, że trzeba przyznać się głośno do błędu, to jeszcze prosić o wybaczenie? Od razu przychodzi do głowy: „Ale przecież ona wyrwała klocek młodszej i przez to cała awantura. Nie będę przepraszać”. Prawda jest taka, że nie do końca przez to wyrwanie cała awantura, tylko przez naszą reakcję najcześciej nakręca się cała akcja zakończona kłótnią lub pyskowaniem

Warto wysilić się i przeprosić kiedy nas poniesie, bo dziecko najcześciej chętnie wybaczy i przede wszystkim – bardzo potrzebuje naszej świadomości rodzicielskiej, to buduje poczucie bezpieczeństwa. Wiara, że jako rodzice, wiemy co robimy i mówimy. Prosząc o wybaczenie przyznajemy się do błędu, ale też pokazujemy, że wiemy o co chodzi w tej sytuacji. Uspokajamy ją, zamiast ignorować, zrzucać całą winę na dziecko lub zaogniać kolejnym nakazem, zakrzyczeniem wyrzutów sumienia. 

Nie, wcale nie jest to łatwe do nauczenia się, bo to zupełnie odmienny rodzaj komunikacji od tej, którą znamy z naszych szkół, przedszkoli, często i domów.

Jednak zwróć uwagę, że dziecko do którego mówisz: „Źle się zachowałeś” będzie o wiele bardziej skore do współpracy, posłuchania co masz dalej do powiedzenia, dowiedzenia się, na czym polegało złe zachowanie, niż dziecko zwyczajnie zawstydzone: Jesteś złą siostrą! 

To zawstydzone dziecko będzie (i to przez długi czas) skupione na tych słowach, dlatego one właśnie kojarzą mi się z niedobrymi zaklęciami. W gruncie rzeczy są samospełniającą się przepowiednią. Dziecko może się buntować i uważać, że „jestem dobrą siostrą”, ale jeśli kolejny i kolejny raz usłyszy od rodzica (osoby, którą kocha i której ufa), że tak nie jest, w końcu skapituluje. I wtedy tak naprawdę zaczną się trudne tematy rodzicielskie.   

 

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i dużo aktywnego czytania.
Bardzo osobista historia czytelnictwa

Bardzo osobista historia czytelnictwa

Jednym z najtrwalszych wspomnień mojego dzieciństwa (a z biegiem lat większość z nich zaciera się coraz bardziej) są wieczory. Wieczory poświęcone czytaniu. 

Ja i moja młodsza siostra w pidżamach leżymy już w łóżkach, a na ławie siedzi nasz Tata. Każda ma prawo wybrać tytuł bajki, która zostanie odczytana przed zaśnięciem. 

Najczęściej to jedna ze zbioru „Śpiewająca lipka” lub baśni z „U złotego źródła”. Były czytane tak często, że właściwie znałyśmy je na pamięć.

Tym bardziej podejmowane przez rodzica  próby oszustwa, polegające na omijaniu wersów, fragmentów, a nawet całych stron (w zależności od stopnia uśpienia dzieci), nie mogły się powieść. Budziłyśmy się natychmiast wyznaczając karę – dodatkowe baśnie do przeczytania.

Czasami czytaniu towarzyszyły bajki wyświetlane na ścianie z projektora. A czasami zastępowane było słuchaniem ukochanych bajek-grajek z winylowych płyt na wysłużonym bambino.

Samodzielne czytanie 

Pamiętam wizyty w miejskiej bibliotece – stare, drewniane schody prowadzące do niewielkiego pomieszczenia w niemalże piwnicy, drewniane regały i stare katalogi alfabetyczne. Pamiętam tę niemal fizyczną ekscytację odczuwaną w trakcie przeszukiwania katalogowych fiszek i rozczarowanie, gdy okazywało się, że upragniona pozycja jest właśnie wypożyczona.

Pamiętam radość i niecierpliwy powrót do domu, gdy udało mi się w końcu wypożyczyć „Chatę wuja Toma” – egzemplarz mocno sfatygowany, kartki pożółkłe i przetarte, poddawany wielu zabiegom reanimacyjnym, prawie wyczytany. Ale mój na kilka dni i wieczorów.

Pamiętam noce zarywane czytaniem kolejnych tomów Ani, Plastusia i Pana Kleksa. To było już wtedy, gdy umiejętność czytania uniezależniła od czasu i ochoty zabieganych rodziców.

Te dawne książki 

I pamiętam radość obcowania z właśnie zakupionymi szkolnymi podręcznikami, upajanie się zapachem świeżej farby drukarskiej i rytuał oprawiania i podpisywania okładek.  

Czas mojego dzieciństwa to czas socjalistycznych niedoborów i zamkniętych granic, braku możliwości wszelakich, ale to również czas, gdy właśnie świat, kreowany w książkach otwierał na poznanie obszarów nieznanych. Otwierał te granice i umysł. I dawał wiarę w spełnienie niemożliwego. Sprawiał, że świat stawał się barwniejszy, emocje mocniejsze, a przeżywanie bogatsze. 

Wierzę mocno, że to jak istniejemy w świecie, zależy od pojęć, języka, którym się posługujemy. To, co jesteśmy w stanie nazwać, dla nas istnieje. I właśnie książki tę liczbę pojęć zwielokrotniają. Czytając, niedostrzegalnie zmieniamy się, coraz więcej widząc, słysząc i czując.

Jednakże wiara ta nie determinowała moich wyborów czytelniczych. Po prostu pragnęłam przeczytać daną książkę, a ona prowadziła mnie do następnych. I tak książki towarzyszyły mi w dzieciństwie, a później w całym moim dorosłym życiu.

Czytanie bez planu 

Kiedy urodziła się moja córeczka, absolutnie nie miałam żadnego planu czytelniczego dla niej. Nie gromadziłam książek dla dzieci, nie czytałam blogów, poświęconych dziecięcej literaturze. Tak bardzo skupiałam się na aspektach pielęgnacyjnych i opiekuńczych, że rozwój poznawczy pozostawiłam naturze. Pojawiały się w naszym domu mało lotne pozycje z koszmarnymi ilustracjami. Och, jakże mi wstyd. 

A potem moja córeczka bardzo ciężko zachorowała. I dopiero bardzo długi pobyt w szpitalu odkrył dla nas bogactwo i wartość dziecięcej literatury. Książki ze szpitalnej, oddziałowej biblioteczki były w zasadzie jedną z niewielu dostępnych aktywności dla oplątanej kabelkami i pompami 2,5 latki. Ja przypominałam sobie, a moje dziecko poznawało radość obcowania z historiami, które przenosiły nas na zewnątrz, do świata pachnącego latem, zabawą i wolnością. 

Książki dla dzieci pomagają 

Będę zawsze już wdzięczna autorowi Ianowi Falconerowi za książki o śwince Olivii. Jedna z ilustracji przedstawia rezolutną świnkę z czerwonymi elementami na uszach. Gdy Judytka nie mogła pogodzić się z koniecznością noszenia aparatów słuchowych (uszkodzenie słuchu było efektem ubocznym leczenia), przekonałam ją, że Olivia nosi właśnie takie aparaty słuchowe, traktując je jak biżuterię i ozdobę. 

Naprawdę sympatyczna bohaterka, pomogła mojej córeczce zaakceptować nowych, codziennych towarzyszy. A dla mnie w tych trudnych dniach, czytanie Judytce było chwilą, gdy znikała szpitalna sala na „siódemce” i byłyśmy razem zupełnie gdzie indziej… 

Wyszukiwałam kolejne literacki propozycje dla Judytki i tak powoli wsiąkałam w ten świat. Świat „opętanych” książkami dla dzieci 

Teraz już w domu, w prawie normalnym życiu, czytanie jest obowiązkowym punktem każdego dnia i absolutnie wieczornym rytuałem. Nadal bez czytelniczego planu. Nadal nie szukam w książkach walorów edukacyjnych i wychowawczych. 

Nie cenzuruję 

Pozwalam bohaterom książek by czasami nie umyli zębów, byli niegrzeczni i powtarzali po setki razy: „jesteś głupi”, „nie lubię cie”, „kupa, dupa”. Wiem, może to nie pedagogiczne, ale jestem mamą, a nie nauczycielką.

Wychowuję uważną obecnością, przykładem, gotowością do rozmowy, gdy moje dziecko tego potrzebuje. Nie czytam córce książek, które mnie samej nie pociągają, nie interesują. Nasze czytanie to czas wspólnego, tylko naszego, ekscytującego odwiedzania innych pasjonujących światów. 

I nie ma wspanialszych słów w ustach dziecka, gdy mimo zmęczenia prosi: „Mamo, błagam, błagam, błagam jeszcze czytaj. To takie ważne. Ja muszę wiedzieć co dalej”. I czytam, bo sama chcę, by ta nasza przygoda ciągle trwała… I wiem, że w sercu mojego dziecka urodziła się miłość do książek, a moje serce o tej miłości sobie przypomniało. 

PS Moim ostatnim odkryciem jest „Book” Davida Milesa >> z ilustracjami Natalie Hoopes – to właśnie jest kwintesencja tego, czym jest obcowanie z książką. Niedługo pokażę w mojej ukochanej grupie facebookowej Aktywne Czytanie. 

Autorką artykułu jest Joanna Snochowska-Majer, prowadząca profil na Instagramie zaczytane_usypianie >> 

Dobry duch grupy Aktywne Czytanie książki dla dzieci >>, zawsze podsuwa wyjątkowe inspiracje książkowe.  Dziękuję!

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i dużo aktywnego czytania.
Jak wychować empatyczne dziecko? Czy tego da się nauczyć?

Jak wychować empatyczne dziecko? Czy tego da się nauczyć?

Ostatnio doświadczyłam bardzo dużo empatii ze strony innych ludzi, co sprawiło, że opowiedziałam o niej w tym odcinku podcastu Tylko Dla Mam. 

Z mojego punktu widzenia bardzo ciekawe są współczesne badania mówiące o tym, że z tym wrodzonym egocentryzmem dzieci do siódmego roku życia, wcale nie jest tak czarno-biało. Do niedawna uważano, że maluchy są skupione na sobie i koniec. Nie ma mowy o współodczuwaniu czy empatii. 

Przygotowując artykuł na temat uczenia empatycznych zachowań dzieci w wieku przedszkolnym dla czasopisma Bliżej Przedszkola, z którym współpracuję od lat, doszukałam się badań profesora Paula Blooma z Uniwersytetu Yale. Przytacza wiele dowodów (również innych naukowców) na to, że dzieci od urodzenia niemal potrafią współodczuwać emocje innych ludzi. 

Rozwijanie empatii

Maluchy może nie do końca potrafią nazwać emocje, ale widząc kogoś płaczącego, same często zaczynają płakać. Widząc kogoś roześmianego, też zaczynają się śmiać, czyli przejmują emocje innych osób. 

Z tym przejęciem emocji wiele wspólnego mają tzw. neurony lustrzane, czyli komórki odkryte zupełnie przypadkiem u makaków w 2004 roku. One (komórki, nie makaki) sprawiają, że dzieci uczą się zachowań empatycznych głównie przez naśladowanie nas – rodziców. 

Tu właśnie stare teorie zderzają się z nowymi, bo te stare podkreślają, że dzieci do siódmego roku życia, są egocentrykami i koniec. Sama zresztą pisałam nie raz o tym wrodzonym egocentryzmie maluchów.

Jak to wytłumaczyć dziecku? 

Jeśli masz małe dziecko i nie bardzo wiesz, jak z nim rozmawiać o emocjach, być może przyda się artykuł pt. Jak się dogadać z półtoraroczniakiem i dwulatkiem?, choć odcinek podkastu dotyczy dzieci w różnym wieku, nie tylko maluchów. 

Chcesz banana? Tak, nie, nie wiem! To jak w końcu rozmawiać z półtoraroczniakiem i dwulatkiem?

Nie znaczy oczywiście, że w świetle nowszych badań wszystkie stare teorie wyrzucamy natychmiast do kosza. Ale warto wiedzieć, że są i świeższe głosy w sprawie edukacji związanej z empatią. 

Nauczyć się uważności

Swoją drogą, uważność dorosłych odgrywa niezmiernie istotną rolę w uczeniu empatii najmłodszego pokolenia. 

Wyobraźmy sobie sytuację, w której starsze dziecko wpada do kałuży pełnej błota i zaczyna płakać. Wystarszyło się (wiem, że większość maluchów się ucieszy, ale załóżmy na potrzeby tego przykładu, że to się nie ucieszyło).

Czasem zdarza się, że młodszy brat podbiega i zaczyna przytulać płaczącego. Bywa, że ten płaczący wcale nie chce przytulania, ale maluch i tak „robi swoje”. 

Z punktu widzenia dorosłego może to wyglądać, jak zupełny brak empatii. Młodszy może usłyszeć: Nie ściskaj go teraz, jest brudy, ty też się cały za chwilę ubrudzisz. Michał potrzebuje teraz kąpieli, a nie przytulania. 

Jednak ten uważny dorosły zapewne domyśli się, że młodszy brat chce pocieszyć, pomóc. Nie potrafi wyrazić tego słowami, wyraża więc tak jak umie. A że przy okazji jedynie rozsierdza wystraszonego i poirytowanego starszaka, to już sprawa do przepracowania za chwilę.

Empatia do wyuczenia

Taki trudny moment to znakomita okazja do nauczenia empatycznych zachowań. Zamiast karcić, że maluch rozkręca aferę, warto temu pocieszającemu powiedzieć: Widzę, że chcesz pocieszyć brata. Wpadł do błota i płacze. Przynieśmy mu ręcznik żeby się wytarł, a potem jak będzie chciał, przytulimy go mocno. Co ty na to? 

Uczenie empatii ma naprawdę wiele wspólnego z uczeniem szacunku dla drugiego człowieka, ale też szacunkiem do siebie. To pocieszające na siłę dziecko, chce wesprzeć, pomóc, coś poradzić i warto pozwolić wybrzmieć tym emocjom, bo są ważne. 

Zauważając je, podkreślając empatyczne zachowanie, potem ukierunkować na działanie, które przyniesie ulgę lub pomoc. Tych działań z czasem każdy się nauczy.  Jednak wszystko zaczyna się od zauważenia drugiego człowieka.

Jak wychować empatyczne dziecko?

Zapraszam do wysłuchania odcinka, w którym o współodczuwaniu i współczuciu bardzo wiele mówię. Nie przegapisz żadnego nowego docinka zapisując się na newsletter Tylko dla Mam >> 

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.