Wyobraź sobie taką sytuację… zresztą, chyba nie musisz sobie wyobrażać, bo pewnie znasz ją z doświadczenia, kiedy małe dziecko czegoś chce, a ty wiesz, że nie powinnaś mu tego dawać, bo nie jest to zabawka. Ale ono chce i domaga się tego coraz głośniej.

Chyba nie było trudno wyobrazić to sobie, prawda? Sytuacja znana każdemu rodzicowi małego dziecka. Małego, czyli między pierwszym a trzecim rokiem życia. One najczęściej czegoś chcą. Kiedy nie dostają, zaczyna się płacz. Na nich dzisiaj skupię się najbardziej, choć technika, którą opisuję, sprawdzi się też przy starszych dzieciach.

To ten moment, w którym rodzice podczas konsultacji pedagogicznych, najczęściej mówią:
Co zrobić, kiedy dziecko wymusza płaczem?
Wymusza rzeczy lub moje konkretne zachowania.
Jak wytłumaczyć takiemu maluchowi, że nie może dostać tego czy tamtego?
Boję się, że jak odmówię, to znowu zacznie ryczeć. I to jeszcze głośniej.
Ta sytuacja mnie dobija!

Dlaczego biorę wymusznie w cudzysłów?

Zacznę od tego, że samo słowo „wymusza” jest dość kontrowersyjne. Zdecydowałam się go dzisiaj używać, bo dzięki niemu łatwiej wyjaśnić pewne wyobrażenie dorosłych o zachowaniu dziecka. Umówmy się, że używam go roboczo i na końcu okaże się, dlaczego.

Trudno mówić o wymuszaniu płaczem, kiedy nie ma się żadnego innego narzędzia do komunikacji. Jeśli nie płaczem, to czym? To tak, jakby ktoś tobie mówił, że wymuszasz na mężu podanie ci herbaty, używając słowa proszę. Słowo proszę jest narzędziem komunikacji dla ciebie, płacz jest narzędziem komunikacji dla dziecka.

Jednak zależy mi też na tym żeby współcześni rodzice nie bali się używać pewnych słów, które od dawna funkconują w naszej mowie i plastycznie obrazują, co mamy na myśli. Jeśli czujesz, że dziecko wymusza na tobie jakieś decyzje, to masz prawo tak czuć. Poczucie wewnętrzne to jedno, a zrozumienie całej sytuacji i odpowiednia reakcja na płacz czy krzyk, to już zupełnie inna sprawa.

No bo tak serio, co byś doradziła maluchowi, który nie potrafi mówić lub mówi jeszcze słabo, w sytuacji wielkiego zdenerwowania? Żeby… jak okazał emocje? Jak ma ci zakomunikować, że jest mu smutno, źle, jest rozczarowany i naprawdę zdenerwowany? Serio pytam, co byś doradziła 1,5-rocznemu dziecku?

Chcesz porozmawiać z pedagogiem on-line? Kliknij po więcej informacji»

Jeśli w ten sposób podejdziemy do płaczu, krzyku czy innych podobnych zachowań, to łatwiej zrozumiemy świat dziecka. Ono nie dysponuje żadnym innym narzędziem. Krzyk jest rodzajem języka, komunikacji. Trudno to nazwać wymuszaniem z premedytacją, choć tak to wygląda z dorosłego punktu widzenia.

Wszystko w twoich rękach

Wiesz kiedy ten krzyk (jako narzędzie) zamienia się w coś w rodzaju wymuszania (choć nadal jest narzędziem komunikacji)? Kiedy ty na to pozwalasz. W momencie, kiedy pokazałaś dziecku (wystarczy jeden raz), jak osiągnąć cel, dostać przedmiot lub twoją uwagę dzięki temu, że zacznie wrzeszczeć… w tym momencie, komunikacja krzykiem zamienia się w tzw. wymuszanie. Podobnie zresztą jest u starszych dzieci.

To wciąż nie jest złośliwość z ich strony, tylko pokazanie, że zrozumiały twój przekaz. Jeśli reagujesz na krzyk tak jak oczekiwały, to będą krzyczeć. Ty to odbierasz jak przymus (stąd wymuszanie) i nawet czasem boisz się tego wrzasku (zwłaszcza w miejscach publicznych, bywa to męczące). Dziecko odbiera to jako (dość głośne, ale jednak skuteczne) informowanie ciebie o swoim pragnieniu.

Nie przegap kolejnego artykułu. Zapisz się na newsletter »

Wiem, że to tak łatwo się mówi, a macierzyńska rzeczywistość jest taka, że czasami człowiek już nie ma siły tłumaczyć. Ulega, bo chce mieć chwilę spokoju. Świetnie to rozumiem. Niestety, z niektórymi rodzicielskimi posunięciami tak to jest, że akcja rodzi natychmiastową reakcję. W tym wypadku tak jest.

O ileż łatwiejsze byłoby życie rodzica, gdyby można było równie szybko nauczyć dziecko: sikać do nocnika, czytać, pisać, jeść nożem i widelcem. Ale nie, natura tak to urządziła, że łatwo idzie tylko z tym wymuszaniem. Może jeszcze z powtarzaniem przekleństw jest równie łatwo. Cała reszta wymaga więcej pracy.

Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal

Pierwsza rzecz, jaką możesz dla siebie zrobić, jeśli chcesz uniknąć takich scen, jest usunięcie z pola widzenia malucha tego, co zazwyczaj te sceny powoduje. Czasem to twój telefon komórkowy, innym razem widelec, wspólne wyjście do sklepu (czy to zawsze konieczne?) itd.

W przypadku tak małych dzieci, mamy do czynienia z uwagą mimowolną. To oznacza tyle, że dziecko koncentruje się na tym, co widzi tu i teraz. I zazwyczaj taki maluch chce mieć to, co widzi tu i teraz.

Jeśli więc tu i teraz usuniesz mu z pola widzenia ten telefon, pewnie znajdzie sobie inne zajęcie. Ale nie wtedy kiedy już miał go w rękach. Lepiej to zrobić, zanim dziecko go zobaczy. Jeśli przygotujesz bezpieczne miejsce do zabawy, z atrakcyjnymi przedmiotami, które bez problemu dziecko może poznawać na różne sposoby, to na pewno nie będzie się dopominało o twój telefon.

W tym wypadku (uwagi mimowolnej) obowiązuje zasada: Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Jeśli jednak oczy zauważą przedmiot pożądania, nie ma zmiłuj. Dlatego, że dzieci w tym wieku żyją chwilą obecną. I tylko nią. Nie istnieje żadna przeszłość ani żadna przyszłość. Kiedy więc mówisz: Dam ci ten telefon za chwilę albo Kupię ci lizaka jutro, to dziecko słyszy: Nigdy, przenigdy tego nie dostaniesz.

Nie rozumie, co znaczy za chwilę. Nie potrafi też odraczać pragnień, czyli poczekać jakiś czas na spełnienie marzenia, prośby, potrzeby. Kiedy taki maluch widzi telefon, w tej chwili jest on największym marzeniem. Tu i teraz. I żadne tłumaczenia nie pomogą, żadne logiczne argumenty też nie. Zdecydowanie ułatwisz sobie życie jeśli nie będziesz dziecku pokazywać przedmiotów pożądania, których nie chcesz mu dawać.

Sposób postrzegania świata przez dziecko w tym wieku, opisałam dokładniej w tym artykule:

Chcesz banana? Tak, nie, nie wiem! To jak w końcu rozmawiać z półtoraroczniakiem i dwulatkiem?

I może ci się wydać odrobinę niesprawiedliwe, że musisz się chować po kątach z telefonem, bo dziecko wymusza go płaczem, ale niestety… to taki etap w waszych relacjach. Wybór należy do ciebie. Albo się będziesz chować albo stawisz czoło negocjacjom z roczniakiem.

Kto daje i zabiera, ten się w piekle poniewiera

O wiele trudniej przebrnąć przez takie negocjacje, jeśli już kiedyś dałaś ten telefon dziecku do zabawy. Rozumiem, że są sytuacje wyjątkowe np. niespodziewany korek, a dziecko nudzi się w samochodzie, czy kolejka w urzędzie. Zdarza się.

Tylko weź pod uwagę, że twój maluch nie jest w stanie zrozumieć wyjątkowości tej sytuacji. Skoro dałaś raz, to dlaczego nie chcesz dać kolejny raz? I muszę przyznać, że staję po stronie malucha w tych negocjacjach. To jest nie fair wobec dziecka, jeśli raz dajesz coś do zabawy, a następnym razem mówisz, że nie wolno.

Warto więc dobrze przemyśleć, jakie sprzęty są dozwolone, a które zdecydowanie zabronione. Ale znowu, to się tak łatwo mówi, a przecież zwykły śmiertelnik (najczęściej śmiertelnie zmęczony i niewyspany) nie jest w stanie przewidzieć wszystkiego, co zrobi, dotknie, posmakuje, złapie w ciekawskie rączki, taki maluch.

Czasem weźmie coś, co wydaje nam się w miarę bezpieczne do zabawy. Jednak po chwili np. na drugi dzień, dochodzimy do wniosku, że za tym pierwszym razem zniszczył to na tyle, że więcej nie chcemy tego dziecku dać. Niech to będzie książka leżąca na nocnym stoliku przy twoim łóżku (nie podam konkretnego tytułu, tylko odeślę do niebieskiej ramki na końcu tego artykułu, to moja niespodzianka).

I znowu mamy płacz, bo dziecko właśnie ją zauważyło. Leci do niej bez mrugnięcia okiem, bo doskonale pamięta, że wczoraj się nią świetnie bawiło. Ale ty już nie jesteś taka pewna, że to dobry pomysł. Wczoraj ta zabawa dała ci kilka minut wytchnienia, ale dzisiaj zdecydowanie ci nie pasuje. Co wtedy?

Weź pod uwagę, że to znowu jest nie fair w stosunku do dziecka, ale takie jest życie. Sytuacja wymaga zdecydowanych posunięć. Można z niej wybrnąć. Przecież wychowanie nie polega wyłącznie na podejmowaniu bezbłędnych decyzji i zaciskaniu zębów ze zdenerwowania.

Dziecko to nie jest wróg z obcej planety, który ma prawo demolować wartościowe dla ciebie przedmioty (i całe mieszkanie). Jesteście rodziną, trzeba się nauczyć funkcjonować wspólnie. Tak, żeby każdy czuł się w tym zespole dobrze. To wymaga czasu i ćwiczeń. Kosztuje trochę nerwów i dużo płaczu. Ale uda się.

Postaw na szczerość. Mów, czego chcesz, co widzisz i co jest dla ciebie ważne. Spokojnym, ciepłym głosem.

Widzę, że chcesz się bawić tą książką. Jednak nie chcę żebyś się nią bawił. Wiem, że ci wczoraj pozwoliłam, ale nie chcę żeby była zniszczona. Pomożesz mi odłożyć ją na półkę? Dziecko raczej ci nie pomoże, raczej zaprotestuje. Raczej złapie książkę i zacznie się nią bawić. Nie poddawaj się.

Widzę, że chcesz się nią bawić. Rozumiem. Nie powinnam była wczoraj pozwalać ci się nią bawić. To był mój błąd, zdarza się, że ludzie popełniają błędy. Ale naprawdę nie chcę żebyś się bawił tą książką. Przepraszam, że wprowadziłam cię w błąd. Wezmę ją i położę na półce. Cały czas pamiętaj o zasadzie „czego oczy nie widzą”.

Zauważ, że nie pytasz malucha, czy się na to zgadza. Informujesz jak jest. Jestem prawie pewna, że zacznie protestować kiedy zabierzesz mu tę książkę. Ten moment trzeba przetrwać i wykazać się naprawdę ogromnym zrozumieniem. Pamiętaj, że odbierasz największe marzenie, tu i teraz. Dziecko ma prawo do rozpaczy, bo w jego świecie to jest ogromna tragedia. Nie ma innej możliwości pokazania ci, że jest niezadowolone. Ma natomiast świadomość, że to ty wyznaczasz zasady. Ty ustalasz granice.

Czy to dobrze?

Z dorosłego punktu widzenia może to wyglądać jak zniewolenie. Jestem większa, silniejsza, mogę ci zabrać co chcę i kiedy chcę. Jednak jeśli tłumaczysz te zasady z szacunkiem, akceptujesz niezadowolenie i ten krzyk, to jesteś w porządku. Ba, jesteś rewelacyjnym rodzicem.

Bardziej niż chwilowej zabawy tą książką, twoje dziecko potrzebuje przewodnika po świecie. Jest jeszcze malutkie, wielu spraw nie rozumie. Twoje opanowanie i spokój w waszych relacjach, nawet kiedy maluch płacze, są najważniejsze. One dają poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa. A tobie dają poczucie, że jesteś w tej relacji szczera. Nie musisz bawić się w podchody za każdym razem.

Tak, masz swego rodzaju przewagę nad dzieckiem, bo jesteś starsza, silniejsza, mądrzejsza. Jednak mądry rodzic, mądrze tę przewagę wykorzysta. Do podzielenia się doświadczeniem, a nie wymagania posłuszeństwa. To z kolei wiąże się czasem z wysłuchaniem płaczu, cierpliwym znoszeniem wrzasków i tzw. wymuszania.

Jeszcze więcej na temat wymuszania płaczem, opowiedziałam w tym odcinku podcastu. Możesz do odsłuchać od razu lub w wolnej chwili. Do tego ściągnij darmową aplikację Tylko Dla Mam dostępną na telefony z systemem Android oraz iPhone’y.

Już wiesz, że to zachowanie nie jest skierowane przeciwko tobie. Nie jest skierowane przeciwko nikomu, to po prostu rodzaj komunikacji. Denerwujący, to fakt. Dlatego, im szybciej nauczysz dziecko innych rodzajów komunikacji, tym szybciej minie ta denerwująca faza.

Jak tego nauczyć?

Zawsze radzę żeby robić to na własnym przykładzie. Tylko, że to nie jest takie proste do wykonania, jak do przeczytania (i doradzenia). Bądź jednak pewna, że miedzy tym całym płaczem i wymuszaniem, dziecko bacznie cię obserwuje. Jeśli krzyk jest rodzajem komunikacji, to uwaga malucha skupiona jest na twojej reakcji. Bo tak wygląda komunikacja: akcja i reakcja.

Wyobraź sobie sytuację, w której dziecko pomaga ci w kuchni i miesza ciasto na naleśniki w misce. Miesza, miesza, miesza i świetnie się przy tym bawi. Oczywiście, po chwili zaczyna rozchlapywać przy tym mieszaniu i brudzi podłogę w kuchni.

O ile podoba ci się wspólne gotowanie, tak już to zamaszyste mieszanie, nie bardzo (nie mówię o nieporadnym mieszaniu, kiedy dziecko jeszcze nie panuje nad ruchami, tylko o zabawie polegającej na wychlapywaniu ciasta). Poinformuj dziecko o tym, co tobie nie odpowiada w tym zachowaniu. Bez przywoływania pustych słów: grzeczny, ładnie, inaczej. Powiedz, o co ci chodzi tu i teraz. Konkret. Bo dziecko żyje właśnie tą chwilą, a ta zabawa jest w danym momencie najlepsza na świecie.

Nie chcę żebyś rozchlapywał ciasto po podłodze w kuchni. Widzę, że świetnie się bawisz i mocno mieszasz, ale nie wychlapuj, proszę. W większości przypadków reakcją dziecka będzie dalsze rozchlapywanie, ale się nie poddawaj.

Widzę, że nadal wychlapujesz. Nie chcę żebyś to robił. Jeśli wciąż będziesz rozchlapywać, będę musiała zabrać ci miskę i łyżkę. Jeśli dziecko nadal rozchlapuje, podejdź i delikatnie zabierz łyżkę i miskę z informacją (spokojnym głosem): Dobrze, widzę że nadal rozchlapujesz. Pomogę ci odstawić miskę i łyżkę na blat. Już ich nie używamy.

Czy będzie płacz? Tak. Czy nadal uważasz go za wymuszanie?

Ja go uważam za wyrzucenie z siebie żalu i niezadowolenia. Ale w tej sytuacji jest jeszcze „drugie dno”. Pokazałaś dziecku konsekwencje pewnych zachowań. Zrobiłaś to spokojnie, bez karania, krzyczenia. Nie szantażowałaś mówiąc podniesionym głosem: Jeśli natychmiast nie przestaniesz, to nie dostaniesz deseru po obiedzie. Spokojnie, jasno powiedziałaś, co się stanie i co się tobie w tej sytuacji nie podoba. Dziecko może być w tym momencie rozżalone, ale właśnie tego oczekuje od mamy. Konsekwencji, spokoju i informacji.

W tej konkretnej sytuacji, powiedziałaś dziecku, co jest dla ciebie ważne. Bo relacje w rodzinie nie mogą się skupiać tylko na tym, co jest ważne dla dziecka (dla jednej ze stron). Jeśli nie miałaś ochoty na mycie podłogi w kuchni, to świetnie, że dziecko przestało na nią chlapać.

Opieka nad takim maluchem jest męcząca sama w sobie. Nie musisz się dodatkowo umartwiać i zgadzać na wszystko, w imię ślepego podążania za dzieckiem. Pewnie, są sytuacje, w których pobrudzenie podłogi, siebie i świata jest fajne i masz na to ochotę. Ale to nie była ta sytuacja.

Maluch nie będzie cię kochać bardziej za to, że na wszystko się zgadzsz. I nie przestanie cię kochać za to, że potrafisz postawić granice.

To wielki rodzicielski sukces. Powód do dumy, mimo tego, że pewnie wciąż słyszysz płaczące dziecko. Teraz płacze, ale przy kolejnych próbach, na pewno przestanie. Zrozumie, na czym polega konsekwencja w komunikacji, szanowanie twoich słów i ciebie, jako rodzica. Nie musi mu się podobać każda twoja decyzja, ale chce wiedzieć, że wiesz co robisz.

 

Ten artykuł jest fragmentem książki na temat budowania relacji między rodzicami i dziećmi, którą właśnie piszę. Planuję wydanie jeszcze przed końcem tego roku. Znajdziesz w niej mnóstwo tematów, których na blogu jeszcze nie poruszałam i rozwinięcie kilku tych, które właśnie na blogu, najchętniej czytają rodzice. Mój styl znasz, klimat opowiadania o dzieciach, też. Nic się nie zmieni. Będzie tylko lepiej!

Bardzo się cieszę z jej powstania, bo to właśnie Czytelniczki zmotytwowały mnie najbardziej do pracy nad kolejną książką. Z radością  poinformuję Cię o etapach jej tworzenia, poproszę o poradę, napiszę o bonusach dla rodziców i – jako pierwszej – powiem o terminie wydania. Osoby zapisane na listę zainteresowanych książką, będą miały realny wpływ na jej zawartość. Tak to sobie wymyśliłam 🙂

Kliknij i się zapisz

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This