Zadanie domowe. To trudniejsze niż myślałam, bo teoretycznie dotyczy uczniów. W dużym jednak stopniu dotyczy także rodziców, a nawet całej rodziny. To smutne i denerwujące, bo przecież ja już odbębniłam swoje w szkole. 

Niedawno uczestniczyłam w konferencji dotyczącej edukacji wczesnoszkolnej. Poruszaliśmy tam m.in. zagadnienia związane z zadawaniem prac domowych. Dowiedziałam się, że obecnie obowiązującym trendem jest niezadawanie codziennych prac domowych. Rozumiem, że to trend obowiązujący na świecie, bo jakoś w Polsce wciąż słyszę narzekania na zbyt dużo zadane.

I teraz – w sprawie tego trendu – rodzą się dwa pytania. Pierwsze ze strony nauczycieli: Jak to zrobić, skoro program tak przepełniony, a czasu tak niewiele na lekcji? I drugie ze strony rodziców: Dlaczego tego jest tak dużo? Pewnie uczniowie też mają jakieś pytania w tej sprawie, ale wiadomo, że uczniów nikt nie słucha, a zadanie domowe ma być odrobione i już.

Zadanie domowe – jestem przeciw

Od razu powiem jakie jest moje stanowisko. Jestem zdecydowanie przeciwna zadawaniu codziennych prac domowych, wymagających ślęczenia rodzica i dziecka nad stertą książek. Mam na myśli (zwłaszcza, choć nie tylko) uczniów edukacji wczesnoszkolnej, a gdzieś pomiędzy nimi (kolejne zwłaszcza) te biedne sześciolatki objęte, jakże chaotyczną, reformą oświaty.

Jako rodzic bardzo się cieszę, że moja pociecha dorasta i rozpoczyna przygodę ze szkołą. Ale chciałabym, żeby to właśnie dziecko (a nie ja – po raz kolejny) rozpoczęło tę przygodę. Chętnie wspieram, zagrzewam do podejmowania codziennych wyzwań, cieszę się sukcesami, martwię porażkami i na tym chciałabym poprzestać. A trochę się nie da kiedy do gry wchodzi zadanie domowe.

Najgorzej jest kiedy odbierasz (zmęczona) dziecko (też zmęczone) ze świetlicy popołudniu i ciągle masz z tyłu głowy, że za chwilę trzeba siadać do lekcji. Zwłaszcza młodsze (ale w sumie wszystkie) dzieci potrzebują po szkole oddechu, zabawy i wytchnienia. Niech się nawet nudzą, marudzą, szwędają po podwórku z kolegami. To tylko dla laika jest bezproduktywne spędzanie czasu. To się nazywa odpoczynek. Dzieci potrzebują go tak samo jak dorośli. Praca domowa, to (jak sama nazwa wskazuje) jest praca, nie odpoczynek.

Chcesz porozmawiać z pedagogiem on-line? Kliknij po więcej informacji»

Nauczyciele również go potrzebują. Nie wiem na czym więc polega to lubowanie się (u niektórych, nie twierdzę, że u wszystkich) w zadawaniu, a potem konieczność sprawdzania tego, co uczniowie przynieśli z domu. Jak rozumiem, plan działań w trakcje lekcji jest tak napięty, że trzeba zadawać zadanie domowe.

Tylko po co, kiedy najczęściej nauczyciel nie ma czasu na sprawdzanie zadań w szkole? Musi więc to robić w domu. Domyślam się, że to wkurzające, takie zabieranie pracy do domu. A może by tak z tego zrezygnować? Dać sobie i uczniowi odpocząć w domu?

Czy coś się stanie?

Jeśli chodzi o młodsze dzieci, to pewnie będą pisały mniej starannie przez jakiś czas, bo niewyćwiczona tysiącem szlaczków ręka, nabierze wprawy gdzieś dopiero w drugiej klasie. Może by mnie to zmartwiło, gdyby dziecko miało w planach kaligrafowanie listów do całej rodziny i szeroką korespondencję z przyjaciółmi. Ale póki co, nie ma takich planów.

Nie zmuszałam Karoliny do pisania jako sześciolatki, bo nie posłałam jej do pierwszej klasy. Nie miała ochoty na pisanie i już. Za to była szczęśliwa i wypoczęta. Zatem ominął mnie dylemat wielu rodziców sześciolatków: ładny charakter pisma, czy wypoczęte dziecko? Dziecko w szkole raczej nie ma wyboru. Dzisiaj – jako siedmiolatka – Karolina pisze ładnie i bez najmniejszych problemów, choć wciąż za tym nie przepada.

Nie wiem czy nauczyciele zdają sobie sprawę z tego, że zadanie domowe nie jest jedynie dla ucznia. Angażuje najczęściej całą rodzinę. A już na pewno reorganizuje jej życie. Bo jeśli dziecko (zwłaszcza młodsze) ma 2-3 strony szlaczków i liter do napisania, to wiem, że nie machnie tego w pół godziny. Za trudne to dla takiego malucha.

Na zadanie domowe trzeba planować jakieś 1,5-2 godziny dziennie. Nie można więc po szkole jechać na kawę do babci, bo wtedy pisanie zadania zostanie na późny wieczór, kiedy ani dziecko, ani rodzice nie mają na to najmniejszej ochoty. Rozumiem, że można tak poświęcić dzień czy dwa w tygodniu. Spoko. Ale każdego dnia? Po co?

Projekt na zadanie domowe

Bardzo mądrym rozwiązaniem, jeśli chodzi o zadawanie prac domowych, wydają się być projekty. To większe wyzwania, wymagające zaplanowania, przygotowania, przemyślenia. Zadaje się je raz w tygodniu, ale nie z dnia na dzień. Dziecko ma kilka dni na zebranie materiałów i przygotowanie projektu według wskazówek, ale też i własnego pomysłu. Chodzi o to, by maluch ogarnął, zrozumiał temat, a nie jedynie wykonał zadanie domowe nie wychodząc za linię. Oczywiście szlaczek może być jego częścią, ale nie jedyną.

Projekty przygotowują dziecko do podejmowania nowych wyzwań w przyszłości, samodzielności i twórczego wyrażania własnych przemyśleń. I taka praca domowa to jest coś. Coś, na co dzieci (czasem też i dorośli) czekają z niecierpliwością. Projekt może być zdjęciem, albumem, zeszytem, notatnikiem, rysunkiem, klaserem, plakatem, uszytą poduszką, pamiątką pożyczoną od babci. No, właściwie wszystkiem.

Dziecko angażuje się w przygotowanie takiego zadania domowegoz zapałem i kreatywnością, zależnymi od stopnia zainteresowania tematem. Więc taka praca nie jest „na ocenę”, a często jest „na współpracę”. Jednych kręcą bardziej zawody sportowe, inni wolą malarstwo współczesne i to w tych projektach widać na pierwszy rzut oka. Dzieciaki dzielą się swoją wiedzą i umiejętnościami, przy okazji integrują i uczą współpracy w małych grupach.

Piękno projektów polega też na tym, że nie da się na ich podstawie porównywać dzieci. Bo każdy może mieć inny pomysł na przedstawienie danego tematu. Jasne, że czasem rodzice bardzo pomogą w przygotowaniu i to od razu widać. Ale czy nie taki jest zamysł nauczania? Żeby angażować w zabawę i naukę także środowisko rodzinne, przyjaciół, rówieśników?

Nauczycielowi wystarczą dwa pytania do dziecka by wiedział, w jakim stopniu pomagało w przygotowaniu projektu. To o wiele lepsze niż sprawdzanie po szkole, zapisanych drobnym druczkiem tysięcy kartek, którymi zarówno rodzice, uczniowie i nauczyciele są śmiertelnie znudzeni.

Nie raz bywa, że to rodzice ślęczą nad tymi literami czy szlaczkami, żeby zadanie domowe było zrobione i żeby dać dziecku chwilę wytchnienia. Bo przecież te zadania w młodszych klasach nie są na ocenę. Więc po co rodzic nad nimi siedzi? Żeby nauczyciel się nie czepiał? To w końcu dziecko czy rodzic rozpoczynają przygodę ze szkołą?

Jak namówić do odrabiania

Dobrze wiem, że dość idealistycznie podchodzę do tematu zadań domowych, ale tak mi się właśnie marzy. Schodząc z chmur na ziemię, podrzucam kilka konkretnych wskazówek na to, jak zachęcić dziecko do samodzielnego odrabiania prac domowych.

Jest to proces – zajmuje czas. Wymaga konsekwencji, a z tym zawsze ciężko. Jednak w dłuższej perspektywie, inwestycja czasu i energii zwróci się, bo dziecko będzie potrzebowało coraz mniej twojej pomocy.

1. Znajdź pozytywy, bo zadanie domowe to nie kara

Wiem, że ciężko, kiedy zadanie domowe (często słusznie) uważa się za mordęgę i udręczenie. Jednak pozytywy też są (pod warunkiem, że zadanie domowe jest choć odrobinę przemyślane przez nauczyciela):

  • pomaga utrwalić materiał (o ile jest powtórką tego co było na lekcji, a nie nakazem przerobienia nowego tematu),
  • dzięki niemu możesz nauczyć dziecko korzystania z różnych źródeł wiedzy przy badaniu nowego tematu (właśnie projekt),
  • uczy systematyczności i koncentracji,
  • uczy planowania czasu i wybierania najważniejszych działań,
  • powtarzając te same czynności, dziecko ćwiczy się we wprawnym ich wykonywaniu np. liczenie, pisanie,
  • jest dobrym sposobem na ćwiczenie pamięci,
  • pozwala rozwinąć zainteresowania dziecka w danej dziedzinie.

Wiem, że jest całkiem spore grono rodziców, które jako pozytyw dorzuciłoby: zadanie domowe zajmuje dziecko na długi czas, a to lepsze niż gapienie się w telewizor czy nuda. Traktowanie zadania domowego jako niańki do dziecka i wymówki, by nie spędzać wspólnie czasu, jest co najmniej nieporozumieniem. Oczywiście daje to rodzicowi dziecka samodzielnie odrabiającego lekcje, czas dla siebie (pewnie na obowiązki domowe), ale ten czas ma swoją cenę.

Ten czas sprawia, że dziecko nie odpoczywa po szkole (czyt. po pracy), a efekty jego pracy w domu są najcześciej mizerne. Jednocześnie, ci sami rodzice byliby święcie oburzeni i gotowi do ogólnokrajowego strajku, gdyby szef im codziennie kazał pracować po pracy, przez jakieś 2 godziny. Nawet jeśli ta domowa, dwugodzinna praca związana byłaby wyłącznie z ich rozwojem osobistym. Już widzę te transparenty.

Zainteresował cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

2. Czas i miejsce na zadanie domowe

Ustal konkretne godziny odrabiania zadania domowego. Nie może to być za późno, bo wiadomo, że wszyscy jeście zmęczeni. Nie może też być za wcześnie, bo dziecko musi mieć chwilę dla siebie po szkole.

Obiecaj sobie, że nie odpuścisz. Maluch nie będzie do ciebie przybiegał wołając, że przyszła pora na zadanie domowe. Nastolatek, tym bardziej. Pilnowanie czasu zostaje (i chyba już zawsze będzie) na twojej głowie.

Mogą się zdarzyć wyjątkowe sytuacje np. urodziny babci, ale naprawdę wyjątkowe. To, że akurat w porze odrabiania lekcji wpadła sąsiadka z dzieciakami na kawkę, nie jest wyjątkową sytuacją. Sąsiadów i kolegów z podwórka też trzeba będzie nauczyć waszego nowego grafiku.

Bardzo motywująca jest perspektywa wyjścia na podwórko po odrobieniu lekcji. Uważaj przy tym, żeby podwórko nie stało się wyłącznie formą szantażu. Jednak stanowczo przestrzegaj zasady – dłuższa zabawa na podwórku dopiero jak odrobisz zadanie domowe. Na krótszą można wyskoczyć po obiedzie np. pół godziny. (Negocjowanie wprowadzanych zasad to też dłuższy temat, którym omówiłam przy okazji wpisu Czy twój kilkulatek warczy kiedy chcesz mu odebrać telefon?).

Zdaję sobie sprawę z tego (i ubolewam), że często już na dłuższe podwórko nie wystarcza czasu. To jest właśnie najsmutniejsza część bycia uczniem – brak czasu na spontaniczną zabawę i relaks. Kiedy mam taki dzień, staram się chociaż wrócić z Karoliną na piechotę ze szkoły do domu. Zajmuje nam to dodatkowe 30 minut, ale to zawsze chwila bez książek, na powietrzu.

Miejsce na zadanie domowe powinno być posprzątane, ciche, wywietrzone i zawsze to samo. Może to być stół w kuchni albo biurko w pokoju dziecka. Nieważne gdzie, ważne żeby było wygodnie, czysto i bez zakłóceń. Bez telewizora w tle i bez resztek obiadu na stole.

Porządek w otoczeniu to też porządek w głowie. Wiem, że brzmi to niczym porada perfekcyjnej pani domu. Ale to jest prawda i to udokumentowana badaniami. Wyczyszczenie blatu biurka ze wszystkich zbędnych rzeczy nie jest jakimś wielkim wyzwaniem, prawda?

3. Stan ogólny delikwenta

Najedzone dziecko to dziecko spokojniejsze. Bardzo wierzę w to, że jesteśmy tym, co jemy. Wiadomo, że głodny uczeń to zły uczeń. Przejedzony zresztą tak samo. Jedzący śmieci – również. Jeśli tuż przed lekcjami nakarmisz dziecko sporą dawką cukru, to zapomnij o koncentracji przez najbliższy czas. Taka prosta prawda, której mało kto się tak do końca przygląda.

W tym wypadku ma też znaczenie, o której godzinie uczeń chodzi spać i wstaje. Zapewnienie odpowiedniej ilości snu jest podstawą do sensownego funkcjonowania. Nie mam na myśli wyłącznie zadań.

To samo ze wspomnianą wyżej dawką ruchu na powietrzu. To chyba najtrudniejsza część, zwłaszcza dla dzieci mieszkających w mieście.

4. Rutynowe zadanie domowe

Zadanie domowe to codzienna rutyna. Jeśli zaczniesz ją traktować jak mycie zębów czy wieczorną kąpiel, czyli jako oczywistość, może łatwiej będzie się z nimi pogodzić także i dziecku. Rutyna dotyczy wszystkiego: czas, miejsce, dobre oświetlenie, wypoczynek, jedzenie.

To też pakowanie plecaka i sprzątanie po odrobieniu zadania. Żmudna i nudna nauka systematyczności, bez której trudno funkcjonować w szkole, ale też przecież w domu. Jeśli twój uczeń po odrobieniu lekcji wstaje od stołu i zostawia wszystko tak jak jest, to pewnie dotrwa do gimnazjum w przekonaniu, że to wróżki pakują mu plecak i sprzątają ze stołu chlew, który zostawił umęczony zadaniem domowym, człowiek.

Im szybciej uświadomisz dziecku, że takie wróżki nie istnieją, tym szybciej nauczy się pakować i pilnować swoich rzeczy. To także pomaga w organizacji przyszłych zadań domowych i uczy skupienia na kończeniu rozpoczętej czynności.

Nie chcę odrabiać, bo…

1. Wolę oglądać bajkę niż odrabiać zadanie domowe!

Wspólny czas przeznaczony tylko na zadanie domowe będzie wam bardzo potrzebny. Przynajmniej na początku. To znaczy, że dziecko odrabia lekcje, a ty czuwasz i patrzysz. Tłumaczysz i się angażujesz w razie potrzeby (bez przesady, nie w każdej sekundzie). Jeśli dziecko w trakcie odrabiania lekcji nie ogląda bajek, to ty też tego nie rób. Telefon na bok, słuchawki na bok, gotowanie na bok. Szybciej wam pójdzie, jak się nad zadaniem porządnie skupicie. Szybciej będzie z głowy.

Jeśli dziecko zaraz po szkole ma ochotę obejrzeć bajkę lub pobawić się na podwórku (mamy ustalone, że nie za długo), to super. Musi mieć ten czas, żeby odciążyć głowę od szkolnych wymagań i przede wszystkim hałasu, który dla zwykłego człowieka jest nie do zniesienia. A dzieci (i nauczyciele) znoszą go każdego dnia.

Skoro już jesteśmy przy tym co dziecko woli, co musi, a z czego powinno zrezygnować, to może też się zdarzyć tak, że trzeba będzie zrezygnować z dodatkowych zajęć. Sama szkoła jest naprawdę sporym obciążeniem. Jeśli po szkole ma za dużo (nawet przyjemnych) zajęć tzw. dodatkowych, zorganizowanych, to może się okazać, że brakuje czasu na zadanie domowe. I na odpoczynek (zajęcia dodatkowe nie są odpoczynkiem).

Świadome rodzicielstwo polega też na zapewnieniu dziecku wystarczającej ilości czasu na odpoczynek i zadanie domowe. To twoja decyzja, czy ważniejsze jest dla ciebie wypoczęte dziecko z odrobionym zadaniem domowym, czy przemęczone dziecko z zadaniem odrobionym na kolanie, ale zaliczonymi dodatkowymi zajęciami z baletu czy plastyki.

Rozumiem, że to trudne decyzje, bo taki talent się marnuje na rzecz głupich zadań domowych. Serio, rozumiem doskonale. Jednak doba ma tyle godzin ile ma. Nie rozciągniesz jej. Możesz, co najwyżej, bardziej obłożyć grafik dziecka. Tylko jakim kosztem?

Jeśli rezygnacja z czegokolwiek przychodzi ci z bólem, to może pocieszeniem będzie, że to tylko na jakiś czas. Uczeń, prędzej czy później, wpadnie w rytm szkolny i nauczy się radzić sobie z zadaniami. Sam ci powie (i zresztą zauważysz), że jest gotowy na coś więcej.

2. Mam powód więc nie odrobię!

Upór pokonaj zrozumieniem. Jeśli twój szkolniak nie wykazuje żadnej chęci współpracy związanej z odrabianiem zadań domowych, to masz kilka możliwości działania do wyboru.

Przede wszystkim zapytaj, dlaczego dziecko nie chce odrabiać zadania. Wiem, że ciśnie się na usta: Ja też nie chcę, ale musisz! Ważne, żebyś usłyszała i pokazała, że interesujesz się tą informacją. Często jest to ze zmęczenia, z głodu, ze złego samopoczucia albo (uwaga, ja tak miałam!), bo wkurzające jest kiedy siedzisz i gapisz się przez ramię, czy ładnie pisze. Znając argumenty dziecka możesz o nich porozmawiać, a nie po prostu wydawać rozkazy.

Może chodzi o to, że dziecko ma ochotę najpierw się chwilę pobawić, ponudzić. Ustal wtedy, ile możesz mu dać na to czasu. Najlepiej tyle, ile zechce (potrzebuje), ale wiem przecież, że nie zawsze się tak da. Ustalcie tyle, żeby obie strony czuły, że to jest w porządku, a zadanie domowe zostało odrobione.

Z tym gapieniem się przez ramię też trzeba uważać. Nie ma nic bardziej irytującego niż ktoś sapiący nad uchem i komentujący robotę. Dziecko odczuwa to dokładnie tak samo jak dorosły. Pozwól na odrobinę samodzielności i na popełnienie kilku błędów (które wydłużą czas odrabiania zadania, niestety). Inaczej maluch nie nauczy się kontrolowania tego co robi, bo będzie wiedział, że ty mu zawsze powiesz, jak napisać dobrze.

3. To zadanie domowe nie ma sensu!

Na takie zbuntowane nie!, możesz zareagować tłumaczeniem, dlaczego dziecko powinno odrabiać zadanie domowe. Kilka pozytywów wyłuszczyłam na początku wpisu. Wiem, że dla dorosłego to upierdliwe i męczące. Kolejny, często bezsensowny obowiązek. Ale jest jak jest i chcąc mieć współpracujące dziecko, to raczej zachowaj swoje dorosłe zdanie na temat zadań domowych dla siebie i innych dorosłych.

Jeśli dziecko kilka razy usłyszało do ciebie, że te zadania to męka, bezsens i ten system szkolny powinno się wysadzić w powietrze, to bądź pewna, że nie będzie miało ochoty ich odrabiać. I będzie się czuło usprawiedliwione.

Porozmawiaj z dzieckiem na spokojnie i wyjaśnij, że nie uczy się dla ocen, dla szkoły, dla uśmiechu pani ani dla ciebie. Tylko dla siebie. Robienie zadań domowych jest nudne i najczęściej męczące, ale opłaci się, bo dzięki temu, dziecko będzie więcej umiało i rozumiało.

Jeśli kusi cię dłuższa przemowa w stylu: wykształcony człowiek znajdzie lepszą pracę, to daruj sobie. To nie jest przemowa do kilkulatka, ale już do licealisty – jak najbardziej. Pomijam fakt, że licealista (nastolatek) jest odporny na tego rodzaju argumenty. Na wszelkie twoje mądrości jest odporny.

Użyj argumentu o tym, że duże dzieci mają nowe obowiązki. Jednym z nich jest odrabianie zadań domowych. Uświadom, że dorośli też mają swoje obowiązki, które mniej lub bardziej lubią.

Pokaż dziecku, że zadanie domowe może być przyjemnością. Choćby dlatego, że z dnia na dzień widać, jakie robi postępy w nauce. Pokazuj te postępy np. wracając do kartek z ćwiczeniami w kaligrafii, gdzie jeszcze miesiąc temu były same krzywe kulfony, a dzisiaj już widać jakie równe litery stawia.

4. Olewam zadanie domowe!

Jeśli przerobisz z dzieckiem te wszystkie rozmowy, a ono nadal konsekwentnie będzie stawiało opór, to po prostu pozwól nie odrobić zadania. Raz i drugi pozwól pójść do szkoły bez zadania domowego. Od tego świat się nie zawali. Taki rodzicielski eksperyment (wiem, że nie każdemu się spodoba, ale dla mnie – szkoła to miejsce, gdzie powinno się eksperymentować).

Decydując się na tę strategię, pamiętaj, że to świadoma decyzja dziecka, którą postanowiłaś zaakceptować. Więc daruj sobie foch i zastraszanie: Jeśli tak, to nie ma sprawy. Idź z niedorobionym zadaniem i zobaczysz, co się stanie! Akceptacja polega na porozmawianiu o tej decyzji, wysłuchaniu argumentów ucznia i jeśli są sensowne, to w porządku. Jeśli są bezsensowne (np. nie chce mi się) to też w porządku. Zadbaj tylko o to żeby dziecko miało świadomość, że to ważna, dorosła decyzja. Zapytaj, co jego zdaniem stanie się, jeśli przestanie odrabiać zadanie domowe.

Jak taka sytuacja może się potoczyć? Jeśli nauczycielowi faktycznie nie zależy na sprawdzaniu tych zadań i zadaje żeby zadawać, to sama nie widzę sensu ślęczenia nad nimi. Też bym nie robiła. Wiem, że dziecko uczy się dla siebie, ale choćby szacunek dla pracy drugiego człowieka, nakazuje sprawdzenie tego zadania.

Bardziej prawdopodobne jednak będzie przyniesienie jakiejś uwagi lub upomnienia za brak zadania. Jeśli są to sensowne zadania domowe, to dziecko szybko się zorientuje, że ich brak utrudnia funkcjonowanie na lekcji np. nie ma odpowiedniej wiedzy, nie ma materiałów potrzebnych do zajęć itd. Wtedy pewnie dojdzie do wniosku, że mimo wszystko, opłaca się odrobić zadanie domowe.

Jeśli bardzo cię męczy ta decyzja dziecka o nieprzygotowaniu, możesz wyjaśnić (na boku) nauczycielowi, dlaczego pozwoliłaś dziecku przyjść bez zadania i że to taka forma eksperymentu. Poproś przy okazji, żeby traktował dziecko normalnie, jak każdego innego nieprzygotowanego ucznia. Zdarza się czasem, że nauczyciel bardzo wczuwa się w ten eksperyment i nadmiernie gani za brak zadania domowego. A nie o to chodzi żeby kopać leżącego, tylko żeby dziecko poczuło, jak to jest ponosić odpowiedzialność za swoje decyzje.

Kiedy po takim eksperymencie dziecko postanowi jednak odrobić zadanie domowe, to się po prostu uciesz. Bez zbędnych komentarzy, bez a nie mówiłam, bez masz nauczkę. Częścią dzieciństwa i dorastania jest podejmowanie samodzielnych decyzji i odważne uczestniczenie w życiu społecznym. Masz bardzo odważne dziecko, jeśli zdecydowało się sprawdzić co się stanie jeśli… Uszanuj to, doceń i pozwól tak działać również w przyszłości.

Odrobisz za mnie zadanie domowe?

Kiedyś tak bardzo oburzałam się na samą myśl o odrabianiu lekcji za dziecko. Gdy widzę, ile dziś dzieci mają zadane, to naprawdę walczę ze sobą żeby nie usiąść i nie odrobić wszystkiego sama. Wiem, że jest to niepedagogiczne i przede wszystkim, jest to bez sensu. Jednak, nie jestem już pierwsza na linii frontu do krzyczenia: Nigdy w życiu!

Powiem ci dlaczego. Mam siostrzeńca, który kiedyś w gimnazjum miał zadane zrobienie na szydełku czegoś prostego. Zośki, czy szalika. Nie pamiętam już, to nie jest najważniejsze. Ważne jest, że pani zadała im to na ocenę i zaliczenie przedmiotu.

Pomijam stracony czas na zastanawianie się, po co gimnazjaliście (w dzisiejszych czasach) umiejętność robienia czegokolwiek na szydełku? Pamiętam, że jako dziecko miałam ZPT (zajęcia praktyczne-techniczne) i tam takie cuda roboliśmy. To było w młodszych klasach, kiedy jeszcze dzieci uczyły się pisać i każde ćwiczenie dla rąk miło sens. W fińskich szkołach do dzisiaj robią karmniki na takich fajnych zajęciach, bo to rozwija umiejętność planowania i działania według instrukcji. Ale szydełkowanie w gimnazjum?

Siostrzeniec zrobił kilka wersji Zośki, która za każdym razem nie podobała się nauczycielce. Za każdym razem nie dostawał zaliczenia. W końcu babcia nie wytrzymała i zrobiła za niego tę głupią Zośkę. I to jest ten przypadek, kiedy z ręką na sercu usprawiedliwiam odrabianie pracy domowej za dziecko. A co jest najciekawsze w tej historii? Babcia też oblała. Jedne Zośki były – zdaniem nauczycielki – za ładne, inne za brzydkie. Ale zadanie domowe było i to na wiele tygodni.

Bywają zatem przypadki, w których jestem w stanie zrozumieć pomoc rodzica, polegającą na zrobieniu czegoś za dziecko. Ale nie ulega wątpliwości, że sensowniej i wygodniej jest nauczyć pociechę samodzielnego radzenia sobie z zadaniami.

Ma to też ogromny związek ze sposobem postrzegania siebie (poczucie wartości) przez ucznia. Dziecko wiecznie wyręczane w swoich obowiązkach, nigdy nie zacznie o sobie pozytywnie myśleć i wierzyć we własne możliwości. Im dalej w las, tym będzie trudniej. Dotyczy to samego odrabiania (co z tego, że nie będzie to najpiękniej wyklejona choinka na świecie), jak i planowania. To może nawet i ważniejsze.

Plan na zadanie domowe

Planowanie działań związanych z zadaniem domowym, bynajmniej nie sprowadza się jedynie do odrobienia. Sama dobrze wiesz, że to także obiad o odpowiedniej godzinie, wciśnięcie w grafik odpoczynku po szkole i wreszcie lekcje.

Naucz dziecko zaczynać od najtrudniejszych, a kończyć najłatwiejszymi zadaniami. Na początku oczywiście będziesz musiała pomóc w tym wyborze, ale po jakimś czasie, oboje będziecie wiedzieli, do czego zabierać się w pierwszej kolejności.

Dla niektórych będzie to matma, dla innych wypracowanie. Jedyne co mogę doradzić, to zostawianie zadań mechanicznych (np. kaligrafia, szlaczki itd.) i artystycznych (praca plastyczna) na sam koniec. Na pierwszy ogień bierzcie najtrudniejsze, które będą od dziecka wymagały świeżości umysłu (o ile można o tym mówić po kilku godzinach w szkole).

Nie zostawiajcie zadań na rano, bo rano to tylko bieganina i stres. To samo dotyczy pakowania plecaka i szykowani rzeczy potrzebnych do szkoły na kolejny dzień. To jest też część zadania domowego, bo przecież bez tego wszystkiego, nie da się sprawnie funkcjonować w szkole.

Jeśli chodzi o sprawdziany i większe powtórki, opowiedziałam o tym sporo we wpisie Jak pomóc dziecku przygotować się do sprawdzianu bez ględzenia i prawienia morałów.

Szanuj ten zaplanowany czas ucznia i nie odrywaj dziecka od odrabiania. Zwłaszcza jeśli jesteście już na etapie, że ty wychodzisz z pokoju, bo dziecko samo odrabia. Wiem, że to świetne uczucie, bo masz już wolne i możesz robić co chcesz. Dziecko nie ma i pewnie ci zazdrości. Doceń ten samodzielny czas nad lekcjami. Uświadom, że wychodzisz, bo ufasz i wierzysz, że sobie poradzi. To powód do dumy.

Raz będzie lepiej raz gorzej z tą samodzielnością. Małymi krokami. Buduj ją i nie zaburza np. odrywając pociechę od zadania żeby opowiedzieć dowcip lub pokazać zabawny filmik na Fejsie. Na to będzie czas wieczorem.

Jednak w tym całym planowaniu, weź pod uwagę też krótkie przerwy, których potrzebują, zwłaszcza młodsi, uczniowie. Oni nie potrafią zbyt długo usiedzieć przy lekcjach. Dlatego z nimi lekcje odrabia się zazwyczaj dłużej. Kombinuj, jak zaspokoić ich potrzebę ruchu podczas odrabiania zadania domowego.

Wiadomo, że przy pisaniu trzeba siedzieć przy biurku. Ale jeśli jest jakaś praca plastyczna, to nie widzę problemu żeby ją wykonywać na podłodze albo nawet zabrać farby, plastelinę czy inne gadżety do parku, na plac zabaw, przed dom i tam coś stworzyć.

To samo zresztą dotyczy uczenia się najróżniejszych rzeczy na pamięć. Zwłaszcza chłopcom trudno wysiedzieć w jednym miejscu przy takich okazjach (zerknij na wpis Jak wychowywać chłopca, a jak dziewczynkę. Sześć różnic, o których nikt ci nie powiedział). Takie zadania najlepiej ćwiczyć w ruchu i przez skojarzenia. Rycie na pamięć to jedna z najgorszych męczarni dla uczniów.

Twoje zadanie domowe

Jest we mnie odrobina (dobra, całkiem sporo) strajkowicza przeciw skostniałym metodom stosowanym w edukacji. Zwłaszcza obładowana zadaniami domowymi. Zatem namawiam do strajku.

Jeśli tylko twoje dziecko ma sensownego nauczyciela, porozmawiaj z nim o zadaniach domowych (jak już muszą być) w formie ciekawych projektów. Każdy głos rodzica w tej sprawie (choćby nieśmiały) się liczy. Jeśli sami nie zaczniemy o tym rozmawiać z nauczycielami, to nic się nie zmieni.

Daj proszę koniecznie znać, jak to jest (może było) z tymi zadaniami u ciebie w domu i w szkole.

Będzie mi miło, jak poślesz wpis w świat, polubisz, skomentujesz. Dziękuję!

Zainteresował cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This